Nowy numer 43/2020 Archiwum

Świętokrzyskie: Aptekarze zdezorientowani

Przepisy związane z ustawą refundacyjną są różnie interpretowane i do końca nie wiadomo, jak je stosować - zwracali uwagę kieleccy lekarze i farmaceuci, z którymi rozmawiała PAP.

Właściciele niemal wszystkich aptek w województwie świętokrzyskim złożyli dokumenty potrzebne do podpisania umów z NFZ na 2012 r., dotyczących wydawania leków refundowanych. Oznacza to, że apteki mogą sprzedawać takie lekarstwa. Rzeczniczka świętokrzyskiego oddziału NFZ Beata Szczepanek powiedziała PAP, że takich aptek jest 480.

W poniedziałek do świętokrzyskiego NFZ aptekarze nie zgłaszali problemów z realizacją recept wypisywanych na zasadach obowiązujących od 1 stycznia. Zdarzały się natomiast starsze osoby, które widząc na recepcie pieczątkę z napisem: "Refundacja leku do decyzji NFZ", przychodziły do siedziby funduszu, pytając, jak mają zrealizować takie recepty.

Większość lekarzy informację "Refundacja leku do decyzji NFZ" wpisuje na recepty ręcznie, czerwonym długopisem. Świętokrzyska Izba Lekarska uznała, że nie będzie zamawiała dla każdego lekarza w regionie pieczątek. "Lekarze mogą zrobić to we własnym zakresie lub wpisywać informację odręcznie - to forma manifestacji" - powiedział PAP prezes Świętokrzyskiej Izby Lekarskiej, January Lewandowski.

"Głównie chodzi o to, by lekarze - jeżeli nie są w 100 proc. pewni, czy pacjent jest ubezpieczony - nie wpisywali kodu oddziału NFZ na recepcie. Wówczas nie będą ponosili konsekwencji finansowych w wypadku przepisania leku refundowanego osobie, która nie ma do tego uprawnień" - dodał.

Izba poprosiła także lekarzy, by - jeżeli mają wątpliwości co do poziomu odpłatności za konkretny lek - nie wypełniali tej rubryki na recepcie. "Lista leków refundowanych ukazała się tuż przed końcem roku. Lekarze nie mieli czasu zapoznać się szczegółowo z wykazem i stopniem refundacji medykamentów" - argumentował.

Właścicielka jednej z kieleckich aptek Bożena Śliwa powiedziała PAP, że 95 proc. recept, z jakimi w poniedziałek przychodzili pacjenci, to recepty "problematyczne".

"Jeżeli na recepcie jedynym uchybieniem jest pieczątka lub wpis, to realizujemy ją jako refundowaną. Problem zaczyna się wtedy, kiedy lekarz nie wypełni rubryki z numerem oddział NFZ, co oznacza, że nie weryfikował ubezpieczenia pacjenta. Wtedy żądamy potwierdzenia ubezpieczenia. Jeżeli pacjent nie może okazać dokumentu potwierdzającego prawo do świadczeń, to może złożyć na piśmie oświadczenie o zgłoszeniu do ubezpieczenia zdrowotnego" - tłumaczyła.

W poniedziałek do południa do jednej z aptek w centrum Kielc nie przyszedł żaden pacjent z receptą wypisaną w 2012 r. Kierowniczka apteki powiedziała PAP, że jeżeli recepty będą wypisane prawidłowo, a znajdzie się na nich czerwona pieczątka, to zostaną zrealizowane.

Dodała, że pod koniec roku bardzo wiele osób - głównie leczących się na choroby przewlekłe - kupowało lekarstwa "na zapas". "Obawiali się, że stosowane przez nich lekarstwa nie znajdą na nowej liście leków refundowanych lub że będą refundowane w mniejszym stopniu" - tłumaczyła.

Farmaceutka z innej apteki powiedziała, że zrealizowała rano receptę na antybiotyk, na której nie był wypisany stopień refundacji. "Pacjent zgodził się zapłacić za lek 100 proc. ceny" - dodała.

Wicedyrektor ds. lecznictwa sieci kieleckich przychodni "Promed" Rafał Szczukocki powiedział PAP, że lekarze w przychodniach wypełniają recepty w prawidłowy sposób, dodatkowo przybijając czerwone pieczątki. Przy zapisie do lekarzy wymagane są - jak do tej pory - dokumenty potwierdzający ubezpieczenie.

Z kolei w przychodni Artimed lekarze sami decydują, w jaki sposób wypisywać recepty - większość czyni to zgodnie z nowymi przepisami. Prezes spółki Dariusz Saletra powiedział, że wcześniej lekarze sprawdzili, które z najczęściej stosowanych przez nich leków są na nowej liście refundacyjnej i jaka odpłatność jest za nie wymagana.

Jeżeli pacjenci nie mają przy sobie dokumentów potwierdzających ubezpieczenie, to w przychodni podpisują specjalne oświadczenie. Saletra zaznaczył, że w opinii specjalistów takie dokumenty nie mają mocy prawnej. W przypadku zagrożenia życia pacjenta - w przychodni nie wymaga się potwierdzenia ubezpieczenia. (PAP)

ban/ malk/ gma/

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama