Nowy numer 49/2019 Archiwum
  • Anonim (konto usunięte)
    25.09.2019 12:26
    Sekularyzacja w Polsce jest faktem. Odpowiedzi na pytanie dlaczego się tak dzieje i jak sekularyzacja będzie kroczyć jest tyle, ilu dyskutantów rożnych paneli naukowych.

    Natomiast niestety brakuje zarówno recept na odwrócenie trendu jak i pomysłów na nowoczesną ewangelizację i to nie tylko młodych, ale też starszych.
    Bo model religijności ludowej dotyczy przede wszystkim starszych środowisk z małych miast i wsi, a model akcyjności tzw. nowej ewangelizacji opiera się tylko o emocje tłumu. Ani jeden, ani drugi nie zapewnia trwałości religijnej.
    Co chyba najgorsze, to zaobserwowana na kilku oddziałach szpitalnych obojętność wiary wobec sytuacji krytycznych, czyli nawet w obliczu potencjalnej śmierci wiele osób nie wraca do Boga. To chyba bardziej przeraża niż puste ławki w kościołach i brak młodych ludzi w tych ławkach. Brak potrzeby pojednania z Bogiem, gdy możliwa jest śmierć pokazuje dobitnie słabość Kościoła w Polsce.
    doceń 18
    • teofanes
      25.09.2019 13:07
      Nie potrzeba żadnej "nowej" ani tym bardziej "nowinkarskiej" ewangelizacji, wystarczy ta, która była dotychczas. Ewangelię, tę jedną jedyną, trzeba głosić z głęboką wiarą i stanowczością, niezależnie od tego czy się to komuś podoba czy nie. Zawarte tam WYMAGANIA Jezusa Chrystusa należy traktować poważnie. Obecny Kościół (większość biskupów i księży) chciałby te wymagania złagodzić, uczynić łatwiejszymi i przyjemniejszymi, żeby przypodobać się laickiemu światu. TO JEST BŁĘDNA DROGA. To ona powiększa sekularyzację. Bardzo wielu młodych z wielką radością wróci do Kościoła, jeśli on będzie głosił prawdę o Bogu, Jego miłości ale i sprawiedliwości, o Jego łasce, o postawieniu wszystkiego na Boga. Wszystko pochodzi od Boga, oprócz moralnego zła i grzechu. Także zatrute środowisko i pokój na świecie tylko On może uratować. Trzeba w to wierzyć, głęboko Bogu ufać. A dziś nawet w Kościele nie chce się tego robić, postękując, że chrześcijaństwo jest trudne, że nie może być tak, jak w średniowieczu, że teraz jest XXI wiek, więc Pan Bóg nie może za wiele od nas wymagać, bo się na to nie zgodzimy itd. Dziś już nie ma czasu na puste pseudo-teologiczne rozważania; albo Bogu bez reszty uwierzymy i On nas uratuje, albo nie uwierzymy i wszyscy zginiemy. Nie ma trzeciej możliwości.
      doceń 25
      • Anonim (konto usunięte)
        25.09.2019 13:47
        Nic nie stoi na przeszkodzie aby od siebie wymagać więcej niż wymagają księża i biskupi od katolików i żyć w zgodzie z tym co się proponuję innym. Dziś brakuje rzeczywistych świadków wiary którzy nie żyją wiarą na pokaz.
        Młodzi ludzie natomiast nie wrócą do kościołów gdy zwiększy się tzw. rygoryzm moralny, bo młodzi ludzie bezbłędnie rozpoznają hipokryzję takiego podejścia.

        Chrześcijaństwo a szczególnie katolicyzm są mega trudne dla ludzi, którzy są bliscy postawy "starszego brata". Nie wspominając o tych, którzy wiarę kojarzą z lękami i z opowiadaniami że "wszyscy zginiemy".
        doceń 15
        0
      • Dremor_
        25.09.2019 13:47
        Dremor_
        Obecny model nie sprawdził się, trwanie przy nieskutecznym rozwiązaniu jest zwykłą głupotą.

        A odnośnie tego co jest właściwą drogą polecam lekturę Dziejów Apostolskich, w których masz przykład, gdy Kościół zmienił doktrynę dotyczącą obowiązywalności Prawa Mojżeszowego. I to wbrew literalnie odczytywanym słowom Jezusa.
        doceń 15
        0
  • Dremor_
    25.09.2019 13:11
    Dremor_
    Pytanie na ile religijność Polaków jest faktycznie chrześcijańska, czy katolicka? Polska wiara jest silna jedynie w sferze deklaratywnej, ale nie w praktyce, gdy trzeba odpowiedzieć na realne wyzwania. Za przykład niech posłużą apele papieża o ochronę środowiska, które polscy katolicy ignorują, lub największą niechęć wobec uchodźców, mimo, że jest to postawa absolutnie nieewangeliczna. Katolicy w Polsce wolą szukać uzasadnień politycznych (np. że węgiel jest nam potrzebny, albo że uchodźcy to tak na prawdę migranci ekonomiczni itp.), niż kierować się w swoich decyzjach naukami Jezusa.
    doceń 16
    • Anonim (konto usunięte)
      25.09.2019 13:51
      Kiedyś jakiś ksiądz na kazaniu dotyczącym szatana powiedział, że dziś szatan jest bezrobotnym, bo my sami nie wierzymy, a jedynie co potrafimy, to zachować pozory religijności.
      Biblijna "miłość bliźniego" która jest filarem katolickiej wiary dziś dla wielu jest taką miłością z dużą ilością "małego druczku" mówiącego kogo i dlaczego można nie kochać.
      doceń 13
  • teofanes
    25.09.2019 16:04
    @TomaszL "Młodzi ludzie natomiast nie wrócą do kościołów gdy zwiększy się tzw. rygoryzm moralny, bo młodzi ludzie bezbłędnie rozpoznają hipokryzję takiego podejścia. " No nie! Co ma hipokryzja do wysokich wymagań, jakie niewątpliwie stawia nam Ewangelia? One obowiązują wszystkich, młodych też!! Nikt Panu Bogu łaski nie robi. Ewangelia jest przesłaniem dla WSZYSTKICH, a nie tylko wybranych jednostek. Prawdziwą Ewangelię mają głosić biskupi i księża (świeccy też na miarę swoich sił), ale nie jakąś jej namiastkę, bo tego im robić nie wolno bez zdrady Pana Jezusa. Czy ktoś takie głoszenie przyjmuje czy nie, to już jego sprawa. Tu dla młodych nie może być żadnego wyjątku. I jeszcze jedno, nie wolno patrzeć na Kościół socjologicznie - ilu nas jest i walczyć o ilość. Ilość nie jest tu ważna. Wiara jest ważna.
    doceń 25
    • Dremor_
      25.09.2019 16:10
      Dremor_
      Zapytam przewrotnie, gdzie Ewangelia mówi cokolwiek na temat obowiązującej dziś etyki seksualnej? Prawie wszystko w tym zakresie to późniejsza nauka Kościoła, a nie Ewangelia.

      doceń 11
      • elle1
        29.09.2019 00:13
        Proponuję, żebyś poczytał samą Ewangelię i posłuchał co Słowo do Ciebie konkretnie mówi, zamiast czytac jej jakieś przedziwne opracowania, które szukają między wierszami, jak to Słowo obalić.
        doceń 2
        0
      • Dremor_
        29.09.2019 00:29
        Dremor_
        Nie pytam o to co komu "Słowo powiedziało", tylko o to co faktycznie jest napisane w tekście. A to, co proponujesz trąci pentekostalizmem.
        doceń 0
        0
      • elle1
        29.09.2019 01:41
        To dlaczego nie widzisz , co jest napisane a widzisz czego nie ma? Właśnie dlatego, że ktoś Ci tłumaczy a sam nie czytasz. Gdybyś się chociaż zapytał 10-latka, co tam przeczytał, to może byś wiedził, co jest napisane i byś nie chodził po forach i nie opowiadał jakie piękne szaty ma król. Nikt poza Tobą i Twoimi autorytetami ich nie widzi.
        doceń 2
        0
      • Dremor_
        29.09.2019 08:52
        Dremor_
        Czekam w takim razie na konkretne słowa z Ewangelii na temat dzisiejszej etyki seksualnej, jakaś wypowiedź np. na temat antykoncepcji? Stawiam, że nie znajdziesz, bo obecna nauka w tym zakresie Kościoła to wnioskowanie nie-wprost. I o tym pisałem powyżej.
        doceń 1
        0
      • elle1
        30.09.2019 15:25
        Bóg stworzył człowieka jako parę - kobiete i meżczyznę oraz polecił im się rozmnażać. To jest proste jak budowa cepa. Jeżli komuś potrzeba dokładniejszych instrukcji to chyba tylko po to, żeby je omijać.
        doceń 2
        0
      • Dremor_
        30.09.2019 15:37
        Dremor_
        Takie to "proste jak budowa cepa", że Prawo Mojżeszowe nakazywało w związku z tym płodzić synów z niewolnicami, kazało przymusowo wydawać wdowę za brata jej męża, nakazywało zgwałconym dziewczynom poślubić swojego oprawcę, a pannom w ciąży kazało pić truciznę. I widzisz, to wszystko Żydzi wywnioskowali sobie z tego samego opisu stworzenia. A dzisiejszy Kościół wywnioskował sobie co innego. Ostatnio nawet, niemal po 2000 lat w końcu zauważył, że seks może też sprawiać przyjemność, a niekoniecznie służyć wyłącznie prokreacji.
        doceń 2
        0
      • elle1
        30.09.2019 21:41
        No to sam widzisz , co warte są interpretacje, gdy się chce prawo Boże ominąć dla wlasnej wygody lub/i przyjemności a jeszcze rozum jest do tego zaślepiony. Prawo Mojżeszowe to raczej kodeks rodzinny Izraelitow z tamtych czasow - prawo świeckie dostosowane do realiów społecznych tamtej epoki a nie prawo Boze, tylko ze oni wtedy tego nie rozgraniczali, bo najwyzszy kaplan byl sędzią. Możesz je więc porównywać do współczesnego ustawodawstwa a nie nauczania kościoła. W Biblii Księga Kapłanska jest po to, żebyśmy wiedzieli co Pan Jezus miał na myśli piętnując faryzeizm - literę prawa nad jego duchem. Ty zaś pytałeś się konkretnie o zakaz antykoncepcji w Piśmie Swiętym. To ja się pytam w takim razie - Jak masz nakaz skrętu w prawo, to szukasz zakazu skrętu w lewo i jedziesz w lewo, jak go nie ma? Zamiarem Stwórcy jest aby człowiek był płodny a nie bezpłodny i ujął to tak jasno, że pomylić się nie da.
        doceń 2
        0
      • Dremor_
        01.10.2019 11:45
        Dremor_
        Idąc tym tokiem trzeba by uznać NPR za niedopuszczalne. Przecież współżycie w dniach niepłodnodnych wyklucza płodność.
        doceń 1
        0
      • elle1
        01.10.2019 12:20
        Skuteczność NPR jest obecnie tak duża, ze rzeczywiście można ją uznać za antykoncepcje, jeśli jest z takim zamiarem stosowana. Chrześcijanin powinien być zawsze otwarty na Boży plan względem jego rodziny i ufać , ze Pan Bóg wie , co dla niego najlepsze i potrafi to bezpiecznie przeprowadzić. Jeśli ktoś mówi, koniec kropka, więcej dzieci nie chce i mieć nie będę to NPR jest zwykłą antykoncepcją i Kościół tak to przedstawia. Można natomiast powiększenie rodziny czasowo odłożyć, jeśli są ku temu ważne powody, choćby to były tylko lęki, jednocześnie się modląc, żeby Pan Bóg te powody usunął. Bez Bożej pomocy nie da się dzieci ani urodzić ani wychować.
        doceń 1
        0
      • Dremor_
        01.10.2019 12:26
        Dremor_
        Czyli w świetle Pisma Świętego nie ma znaczenia czy używa się NPR, czy prezerwatywy, o ile planuje się dzieci. Dochodzimy więc do pierwotnej tezy, że etyka seksualna jest wyłącznie wnioskowaniem, więc dziełem Kościoła, a nie Boga. A o ile zasady Boga są z grubsza niezmienne, o tyle zasady Kościoła mogą ulegać zmianom.
        doceń 1
        0
      • elle1
        01.10.2019 14:31
        NPR się stosuje przede wszystkim po to , żeby mieć dzieci. Nie widzę takiego zastosowania dla prezerwatyw. A jako kobieta mogę powiedzieć, ze róznica jest kolosalna. Gdyby mąż się do mnie zbliżył w prezerwatywie, poczułabym się zgwałcona. NPR zbliża małżonków, wymaga od nich współpracy i poszanowania a od mężczyzny opanowania (co jest silnym afrodyzjakiem dla kobiety). Dzięki NPR bardziej kocham mojego męża, co jest chyba zgodne z biblią. Czyż nie?
        doceń 1
        0
      • Dremor_
        02.10.2019 08:24
        Dremor_
        NPR używa się po to by nie mieć dzieci. Ewentualnie jako pomoc, gdy ma się z tym problem, ale podstawowym celem jest antykoncepcja. I nie mówimy tu o prywatnych odczuciach, bo katolickie poradnie rodzinne pełne są ludzi z problemami, dla których NPR jest "babraniem w glutach" i doprowadza do kryzysów. Ludzie mają różną wrażliwość, niekoniecznie taką, jak Twoja.
        doceń 1
        0
    • Anonim (konto usunięte)
      25.09.2019 16:53
      "Co ma hipokryzja do wysokich wymagań, jakie niewątpliwie stawia nam Ewangelia? "
      Dobre pytanie. Wiara bierze się ze słuchania, a kto uwierzy choćby w to co nazywasz wysokimi wymaganiami skoro samemu ich w swoim życiu nie wypełnia.
      Ale istotniejszym jest trudna do zrozumienia dla wielu prawda, ze istotą wiary katolickiej wcale nie jest wypełniania lub nie jakiś wyśrubowanych norm moralnych. Co więcej, wypełniając 100% norm (choć to oczywiście niemożliwe) i tak nie mamy żadnej gwarancji zbawienia, a już tym bardziej gwarancji życia w szczęściu doczesnym. I jeszcze dalej - rygoryzm moralny zalecany innym jest wprost wynikiem braku własnej wiary.
      • teofanes
        25.09.2019 20:50
        Nie, nie, znowu potrzebne rozróżnienia. Wymagania jakie stawia Ewangelia mają dwojaki charakter. Jedne dotyczą naszego moralnego życia - masz żyć z jedną żoną (a żona z jednym mężem), a nie z trzema czy czterema w ciągu życia. Świat mówi: nie! to okropne żyć z jedną osobą przez całe życie, to niewykonalne, to jakiś straszny ideał (także Niemiec kard. Kasper tak mówi). Mimo że to jest trudne, to Chrystus od nas tego wymaga (a jak ktoś mówi, że nie wymaga, to zwyczajnie kłamie - tacy teraz też są w Kościele). Obok wymagań moralnych mamy jeszcze powinność religijną - uwierz, że Bóg mówi prawdę, i jednocześnie cię kocha - co więcej, jest to miłość, która przewyższa wszelką ludzką miłość. Niektórzy mówią, nie On mnie nie kocha, moje życie wcale nie jest przyjemne, jest ciężkie, pełne cierpienia i trudności. Wiara w Boga wymaga nieraz sporego duchowego wysiłku - no o tym się nie mówi, bo po co zniechęcać młodych, lepiej ich utrzymywać w iluzji, że Bóg, że wiara, że Kościół to kolejne przyjemności, podobne do tych, które oferuje świat. No a jeśli Bóg, wiara, Kościół nie niosą z sobą przyjemności, to koniecznie trzeba się z nimi pożegnać, po co się męczyć. I niestety, wielu duchownych i świeckich takie myślenie w Kościele akceptuje. Ta iluzja musi prowadzić do zeświecczenia.
        doceń 23
        0
      • Dremor_
        25.09.2019 21:35
        Dremor_
        Zwróć uwagę na jedną rzecz, Kościół odpuszcza praktycznie każdy grzech, mógłbym być ludobójcą i kanibalem, ale jeśli prawdziwe przystapię do sakramentu pokuty, to mogę pojednać się z Bogiem. Natomiast ponowne małżeństwo osoby opuszczonej przez pierwszego małżonka, owocujące miłością, szczęściem, dziećmi w oczach kościelnych przepisów jest czymś, od czego nie może być przebaczenia, dyspensy, czy pokuty. Czy nie uważasz, że coś tu jest nie tak?
        doceń 7
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        26.09.2019 08:45
        @TEOFANES - tak, Ewangelia stawia oczywiście sprawę jasno. I to nie tyle, że masz być z jedna żoną (mężem), ale że nawet pragnienie, myśl zdrady jest już zdradą. Co więcej gniew jest równoznaczny z zabójstwem, a zamiast oczywistego prawa odwetu jest nastawianie drugiego policzka i co gorsza miłość do nieprzyjaciół.
        Ale dla wielu największym problemem jest cudzy grzech życia w drugim związku, a nie własne grzechy.

        @DREMOR_ - od czasu rozjechania się świeckiego rozumienia małżeństwa z tym rozumianym (współcześnie) po katolicku będzie cały czas konflikt postaw. I nie, nie jest dobrym pomysłem dla nauki o małżeństwie uznanie rozwodów.
        doceń 2
        0
      • Dremor_
        26.09.2019 10:04
        Dremor_
        Nie mówię o uznaniu, tylko o absurdzie, że rozgrzesza się morderców, a nie da się rozgrzeszyć ludzi, których "grzechem" był błąd młodości, a następnie szczęśliwe życie w nowym związku. Istnieje zasada, że świętość nie wymaga heroizmu, a tu wymaga się od porzuconej żony cierpienia całe życie w celibacie i to nie z powodu własnego grzechu, tylko grzechu męża, który porzucił. Absurd.
        doceń 5
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        26.09.2019 10:08
        Błąd Kościoła nie polega na tym, że głosi nierozerwalność małżeństwa. Błędem jest dopuszczanie do zawierania nieodwołanego sakramentu bez odpowiedniego przygotowania młodych.
        Bracia ze Wschodu rozwiązali ten problem w miarę logicznie, pójście ich drogą jest dziś najlepszym pomysłem.
        doceń 2
        0
      • Dremor_
        26.09.2019 10:12
        Dremor_
        Bracia ze Wschodu mają zwyczajne rozwody, tylko ubrane w inne słowa.
        doceń 5
        0
      • elle1
        29.09.2019 02:03
        Dremorze, idealizujesz powtórne związki i demonizujesz celibat. Drugie malzeństwo wcale nie musi być lepsze od pierwszego a dzieci w nim szczęśliwe (sama jestem dzieckiem z takiego związku). Bliska mi osoba po śmierci współmałżonka zrezygnowała z powtórnego małżeństwa twierdząc, że tak jest jej lepiej i myśle, że ma rację, bo znam okoliczności. Po prostu nie każdy nadaje się do małżeństwa. Celibat to dobre rozwiązanie dla takich osób. Co jest winna kobieta porzucona przez męzą? Ano to, że sobie takiego wybrała. Ludzie z lęku przed celibatem podejmują błędne decyzje i np. żenią się z osobą, która się do małżeństwa nie nadaje lub pomimo tego, że sami są niedojrzali. O rozgrzeszenie trudno, jesli ktoś się już sam rozgrzeszył, albo wogóle nigdy nie czuł winny. Ilu rozwodników jest w stanie przyznać, ze małżenstwo rozpadło się z ich winy? Zazwyczaj to współmałżonek był nie do zniesienia. A jeśli ktoś już jedno małżeństwo spaprał, to nie lepiej jest za to pokutowac, niż paprać życie kolejnej osobie?. Z drugiej strony chrzescijanska etyka seksualna wcale nie jest taka trudna. To co przeszkadza, to lęki które nam wpaja współczesna kultura np. przed dzieckiem oraz przekonania np. ze nastolatek musi "uprawiać " seks, choc moje pokolenie wcale nie musiało. Kiedy nie było tabletki antykoncepcyjnej to na prawde wiele osób z konieczności raczej jak widać niż z przekonania ale z powodzeniem się do niej stosowało. Ja z własnego zaś doświadczenia moge stwierdzic, że radykalizm w tej kwestii bardzo buduje relację małżeńską. Im bardziej jesteśmy z mężem radykalni tym bardziej jesteśmy szczęśliwi i zadowoleni.
        doceń 3
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        29.09.2019 06:33
        No to się szczerze roześmiałem przeczytawszy słowa "chrzescijanska etyka seksualna wcale nie jest taka trudna".
        A już "przekonania np. ze nastolatek musi "uprawiać " seks, choc moje pokolenie wcale nie musiało" brzmią jak typowa bajka starszego pokolenia. Pomijajjąc oczywistośc, czyli fakt, ze można zgrzeszyć przeciw VI nieuprawiając fizycznie seks, to ilość panien młodych idących w ciąży do ślubu przeczy wprost tej drugiej tezie. A obu wprost zaprzeczają choćby porady jak sobie radzić z młodzieńczą burzą hormonów.
        Moralność katolicka w całości jest chyba najtrudniejszą drogą życia i to bez względu na to, czy wybierze się małżeństwo, czy celibat.
        doceń 0
        0
      • Dremor_
        29.09.2019 08:58
        Dremor_
        Opuszczona kobieta winna tego, że sobie takiego męża wybrała. Czyli mamy do czynienia nie tyle z własnym grzechem, tylko konsekwencją cudzego czynu, ale żadnej możliwości rozgrzeszenia. To jest właśnie ten absurd, morderca jest w stanie skorzystać z pokuty, zdradzona żona nie. Chyba, że owa żona podejmie heroiczny wysiłek życia w samotności. Absurd.
        doceń 0
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        29.09.2019 09:17
        @DREMOR_ - kończyłeś teologię? Naprawdę? Bo poziom pytania o rozwód i mordercę to raczej świadczy o braku wiedzy teologicznej.
        Sprawa jest prosta, przynajmniej w teorii. Praktyka jest trochę inna, ale to już też i inna dyskusja.
        Natomiast jeżeli szukać już winnych tej narastającej patologii rozwodów, to na równi winne są rodziny (katolickie zapewne) i Kościół, bo nie przygotowują młodych do dojrzałej decyzji o małżeństwie. W kilku znanych mi przypadkach rozwodów taki finał dało się przewidzieć przed "sakramentalnym tak". Ale zabrało odwagi czy siły argumentów.
        doceń 0
        0
      • Dremor_
        29.09.2019 09:32
        Dremor_
        Kontynuuję przytoczony przykład. Morderca zabija człowieka, potem prawdziwie żałuje, idzie do spowiedzi i dostaje rozgrzeszenie. Nikt mu później nie każe żyć niezgodnie z powołaniem. Natomiast opuszczona przez męża kobieta ma obowiązek za cudzy grzech trwać do końca życia w celibacie, a założenie przez nią szczęśliwej rodziny jest grzechem wiekszym, niż morderstwo, bo nie da się za to dostać rozgrzeszenia.
        doceń 1
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        29.09.2019 09:51
        Najprościej - kobieta idąc do ołtarza dobrowolnie i w pełni świadomie (w teorii) zobowiązała się do bycia żoną jednego mężczyzny i nigdzie nie było małego druczku w rodzaj, ze jak odejdzie, to można sobie znaleźć innego mężczyznę. Więc Twój przykład pokazuje brak rozumienia do czego małżonkowie katolicy się de facto zobowiązują. Ale też to co piszesz potwierdza to o czym mówię - brak przygotowania do małżeństwa i brak rozumienia sakramentu małżeństwa. Nawet wśród osób mieniących się teologicznym wykształceniem. I to faktycznie jest współczesnym dramatem
        doceń 0
        0
      • Dremor_
        29.09.2019 10:14
        Dremor_
        No widzisz, a do morderstwa istnieje mały druczek, że jak prawdziwie żałujesz i wyznasz grzechy, to dostaniesz rozgrzeszenie. Podobnie w przypadku każdego innego grzechu, poza tym polegającym na chęci założenia rodziny, gdy za pierwszym razem nie wyszło. Gdzie tu sens i logika?
        doceń 0
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        29.09.2019 10:23
        Sens i logika są oczywiste. Tak samo jak logicznym jest wypełnianie własnych doborolnie danych zobowiązań.
        Ale tak jak piszę,, problem braku rozumienia wynika z braku wiedzy o tym sakramencie, do tego braku wiary i miłości. Bez pracy u podstaw co i rusz będą pojawiać się podobne argumenty jak Twoje. Nie mające nic wspólnego z rzeczywistością sakramentalną. Ale za to nośne. Notabene kobieta nie winna rozwodu nie ma takiego grzechu, a rozgrzeszenia nie dostaje za grzech cudzołóstwa. Jak każdy, kto nie żyje w małżeństwie sakramentalnym. I tak samo nie dostanie rozgrzeszenia, gdyby była panną żyjącą w konkubinacie. Bo nie wypełnia, ano właśnie, czego nie wypełnia? Wiesz zapewne.

        doceń 0
        0
      • Dremor_
        29.09.2019 10:45
        Dremor_
        Z każdego dobrowolnego zobowiązania Kościół może zwolnić i to robi. Zwalnia się ze ślubów zakonnych, udziela dyspensy od celibatu, każdy spowiednik ma władzę zwolnić od przysięgi uroczystej. Jedynym wyjątkiem jest małżeństwo, jakby grzech cudzołóstwa u osoby świeckiej, która zawarła powtórny związek z miłości był większy, niż podobny grzech księdza, połączony z wiarołomstwem. Bo ksiądz dyspensę dostanie, a przykładowa porzucona żona już nie.
        doceń 2
        0
      • elle1
        01.10.2019 12:23
        Tomaszu, znowu się z tobą nie zgodzę, że chrześcijański model eksualności jest najtrudniejszy. Fakty temu przeczą. Bo czyż łatwo jest być 17-latką po przejściach, wielokrotnie porzuconą przez kolejne "miłości".
        doceń 1
        0
      • elle1
        01.10.2019 12:24
        Łatwo jest żyć w małżeństwie z przypadkową osobą, wymuszonym ciążą?
        doceń 1
        0
      • elle1
        01.10.2019 12:37
        Łatwo jest mieć żonę, teściową, eksżonę, eksteściową i dzieci z obu związków? Łatwo jest się wychowywać w patchworkowej rodzinie albo bez taty lub bez mamy? Łatwo jest żyć młodemu mężczyźnie z seksualnością zaburzoną przez pornografie i autoerotyzm, kiedy nie potrafi stworzyć normalnej relacji z kobietą? Z chrzescijańska etyką seksualną jest tak jak z zasadami zdrowego odżywiania z tą różnicą , że z tymi drugimi nikt nie próbuje dyskutować. Stosowanie jednych i drugich oczywiście wymaga wypracowania odpowiednich przekonań, upodobań i nawyków oraz silnej woli, ale też oszczędza kłopotów. Wysiłek też jest konieczny. Zamiast jest w barze szybkiej obsługi, to co tam mają na zbyciu, trzeba nauczyć się gotować i poświęcić trochę czasu na przygotowanie dania, w zamian ma się dużo smaczniejsze i zdrowsze pożywienie. Podobnie zamiast szybkiej konsumpcji przypadkowej osoby a potem kolejnej i kolejnej proponuje się pracę nad sobą swoimi umiejetnościami społecznymi i komunikacyjnymi, staranny wybór partnera (ale bez przebierania do trzydziestki, bo wiadomo jeść się chce) oraz trwanie w tym wyborze. W zamian ma się udane małżeństwo a nie kłopoty.
        doceń 1
        0
      • Dremor_
        01.10.2019 12:48
        Dremor_
        Elle1, znów ulegasz mylnemu przeświadczeniu, że stosowanie się do zasad religijnych daje doczesne szczęście.
        doceń 0
        0
      • Dremor_
        01.10.2019 12:58
        Dremor_
        Bez problemu mogę Ci wskazać kilkanaście znanych mi małżeństw, które są po rozwodach, wychowują wspólnie dzieci i są szczęśliwsi, niż w pierwszych nieudanych związkach. Mogę Ci wskazać wielu młodych ludzi, którzy żyją razem bez ślubu i są szczęśliwsi, niż żyjący w wymuszonym celibacie trzydziestolatkowie, którzy cierpią, bo potencjalne kandydatki na żonę nie chciały ślubu w wieku 20 lat, a potem było za późno, by kogoś poznać. Stosowanie chrześcijańskiej etyki seksualnej nie jest żadną gwarancją szczęścia, tak samo jak zerwanie z nią nie jest żadną gwarancją nieszczęść.
        doceń 0
        0
      • elle1
        01.10.2019 12:58
        Jeszcze kilka sprostowań. Kobieta, która nie jest winna rozwodu (Co to wogóle znaczy? Rozumiem, że mamy na myśli to, że nie ona wniosła pozew. Ale mogła jeszcze niszczyć małżeństwo do spółki z mężem, albo sobie zakpiła z małżeństwa żeniąc się z byle kim lub nawet chorym człowiekiem z jakiegoś głupiego powodu np. po to żeby mieć męża, albo bo było już dziecko. Ale przyjmijmy hipotetycznie ze rozmawiamy o jakiejś skrzywdzonej świętej.) nie grzeszy samym rozwodem. Rozgrzeszenia może nie dostać gdy żyje z nie swoim mężem i nie zamierza tego przerwać. Brak tu bowiem, spełnienia warunku dobrej spowiedzi - mocne postanowienie poprawy. Z tego samego powodu rozgrzeszenia nie dostanie osoba żyjąca w konkubinacie. Rozgrzeszenie może dostać osoba rozwiązła jeśli okłamie, co do postanowienia poprawy, ale jest ono i tak nie ważne a cala spowiedź świętokradcza. Morderca rozgrzeszenie dostanie jeśli nie ma zamiaru mordować dalej.
        doceń 1
        0
      • elle1
        01.10.2019 13:54
        Dremorze, niepokoi mnie fakt, ze masz tylu rozwodnikow wsród bliskich znajomych. A masz jakis znajomych stosujacych sie do etyki chrzescijanskiej? Podales przyklad hipotetycznego celibatariusza w wieku 30 lat, ktory od 10 lat bezskutecznie szuka zony. To albo źle szuka, albo coś z nim jest nie tak, bo ja znam wiele kobiet w tym przedziale wiekowym, które bezskutecznie poszukują porządnego meżczyzny i bardzo chcą mieć rodzinę. Trochę też nie kupuję argumentu, że wieku 30 lat trudno kogoś poznać. W dzisiejszych czasach to przeciez jeszcze niemal nastolatatek. Ja rozumiem, że ktoś może mieć lepsze drugie małżeństwo, tylko po co mu w takim razie było pierwsze? To jest jak dla mnie akurat argument za tym, żeby posłuchac rozumu a nie popędu. A o tej młodzieży w konkubinacie to pogadamy za parę lat, najlepiej z ich dziećmi. O szczęściu doczesnym nie podejmuje się rozmawiać, bo prawie na pewno oznacza ono dla Ciebie co innego niż dla mnie. Zerwanie z chrześcijańską etyka seksualną to jest gwarancja nieszcześć, no chyba ze zdrada, rozwód, seryjny konkubinat, czy inne wielokrotne porzucenie, samotne rodzicielstwo to nie jest nieszczęście.
        doceń 1
        0
      • elle1
        01.10.2019 13:59
        No chyba, że ktoś wierzy w seriale telewizyjne, że to z człowieka spływa jak po kaczce a nawet jest ekscytujące. W rzeczywistości kończy się to alkoholizmem lub deprechą, wystarczy popatrzeć na celebrytów.
        doceń 1
        0
      • Dremor_
        01.10.2019 14:20
        Dremor_
        No załóżmy więc, że mówimy o "skrzywdzonej świętej", której osobistym grzechem uczynkowym jest to, że założyła ponownie rodzinę. I jej "życie w konkubinacie", które w praktyce nie różni się niczym od małżeństwa (zakładamy, że jest idealnie, rodzice się kochają, dzieci są wychowywane na porządnych ludzi). Jedyne, co powoduje, że jej związek jest grzeszny był błąd w przeszłości. I ten błąd z przeszłości jest większy, niż błąd z przeszłości nawróconego mordercy. Absurd.
        doceń 0
        0
      • Dremor_
        01.10.2019 14:37
        Dremor_
        Co do moich znajomych, to czemu Cię to niepokoi? Ludziom różnie się w życiu układa, obecnie co trzecie małżeństwo się rozpada. Miałbym zrywać kontakty z ludźmi tylko dlatego, że ponownie wzięli ślub? Albo dobierać sobie znajomych pytając o ich stosunek do etyki? A znajomych stosujących się w 100% do chrześcijańskich zasad też mam. I są wśród nich zarówno ludzie szczęśliwi jak i tacy, co nie odbywają się do siebie od roku i tylko przekonanie, że nie wolno się rozwodzić sprawia, że żyją w fikcji małżeństwa. A żeby było ciekawiej znam też paru homoseksualistów w związkach. I też są tacy, co skaczą z kwiatka na kwiatek, jak i stałe długoletnie związki z dziećmi. I sama widzisz, pokazujesz gdzie popełniasz błąd, mierząc innych ludzi własną miarą szczęścia doczesnego, uznając je za coś obiektywnego. Dla Ciebie rozwód byłby wielkim nieszczęściem, dla kogoś innego rozwód jest ulgą i uwolnieniem się od różnych doczesnych przykrości. A już na pewno szczęśliwszy jest człowiek, który zostawia za sobą przeszłość i buduje nowy owocny związek, niż taki, który musi żyć w przymusowym celibacie, tylko dlatego, że kiedyś popełniło się błąd stając przed ołtarzem.
        doceń 0
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        02.10.2019 10:36
        @ELLE1 aby nie wnikać w szczegóły to podstawowym problemem dzisiejszego pojmowania katolickiej etyki seksualnej jest próba wpasowania jej do standardów świata i udowadniania, że stosowanie się do tej etyki zapewni szczęście na tym świecie. Co oczywiście nie jest prawdą, bo każdy stanie kiedyś przed wyborem, czy wybrać szczęście doczesne, czy wieczne.
        Dla jednych to będzie kwestia rozwodu i ponownego małżeństwa (bo szuka się tego szczęścia po zranieniach w małżeństwie), dla innych będzie to kwestia zachowania wierności mimo wielkich pokus, czy mimo postawy współmałżonka lub pewnie częściej współmałżonki która ma inne zapatrywanie na seks małżeński.
        Dla kogoś innego problemem może nie tyle z samą etyka seksualną, ale z wiernością rodzinie będzie dziecko niespełniające wymagań, zdrada żony czy męża z teściami, zdrada z pracą itd.

        Ale już na samym początku etyka seksualna w wydaniu katolickim ma problem sama ze sobą, bo mówi się o czystości do małżeństwa czyli życiu nie tylko bez seksu, ale bez pragnienia czy marzeń o seksie przez najbardziej burzliwy okres rozwoju. Jakoś wątpię, aby ktokolwiek faktycznie i w pełni zachował w tym okresie czystość, choć być może uchował swe fizyczne dziewictwo / prawictwo.
        doceń 0
        0
      • Dremor_
        02.10.2019 10:54
        Dremor_
        Problem z etyką seksualną wynika z tego, że większość zasad spisanych w Biblii było zaleceniami Pawła w związku z nadzieją bardzo szybkiego nadejścia końca świata. W tym wypadku nawet nie warto było się rozmnażać, bo po co, skoro Jezus zapowiedział, że zaraz będzie ucisk, wojny, Apokalipsa i w ogóle. Problem taki, że zasady pisane dla ludzi oczekujących nadejścia końca lada dzień nie są odpowiednie dla ludzi, którzy jakoś muszą ułożyć sobie życie na Ziemi myśląc o jakiejkolwiek przyszłości.
        doceń 0
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        02.10.2019 11:07
        Problem z etyką to przede wszystkim problem z wiekiem zakładania małżeństw, obecnym stosunkiem mężczyzn do kobiet i dzieci, postępujący feminizm u co za tym idzie wolność ekonomiczna kobiet, które dziś nie mają konieczności życia przy mężczyźnie i wiele innych. Pomijam też widoczny w Polsce problem "narodu katolickiego", bo to inny, aczkolwiek istotny temat.
        doceń 0
        0
  • teofanes
    25.09.2019 16:08
    @ Dremor "Polski katolicyzm wyrósł na "szukaniu wroga". Dremor głupoty wypisujesz, ot byle pisać.
    doceń 26
    • Dremor_
      25.09.2019 16:15
      Dremor_
      Mniemam, że podzielisz się swoją wiedzą na temat rozwoju katolicyzmu w Polsce, chętnie posłucham. Bo jak na razie, to widzę, że Ty piszesz głupoty wynikające z bardzo płytkiej wiedzy na temat własnej religii.
      doceń 12
      • teofanes
        25.09.2019 16:35
        Dobrze, dobrze, zostań tam, gdzie jesteś.
        doceń 22
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        25.09.2019 16:59
        Patrząc choćby na ostatnich kilkadziesiąt lat, to czy w czasach komuny katolików w kościołach jednoczyła ich wiara, czy może potrzeba bezpiecznej wspólnoty sprzeciwu wobec komuny.
        Ilu katolików w Polsce w czasach komuny faktycznie żyło zgodnie z wiarą, a ilu "wierzyło" ze strachu?
        A ilu dziś jest zalęknionymi katolikami, którzy w religijności (często nadmiernej) szukają ucieczki przed swymi lękami? Ilu dziś katolików pasjonuje sie godzinami opowieściami o szatanie, zagrożeniach widzianych w martwych przedmiotach czy ratunku przed złem w np. soli (ale poświęconej).
        doceń 9
        0
      • Dremor_
        25.09.2019 17:13
        Dremor_
        Dobra, skoro nie wiesz, to Ci podpowiem. Polska do okresu Zaborów była krajem wielonarodowym i wielokulturowym, gdzie religia odgrywała mniejszą rolę, niż w pozostałych krajach Europy. Nie mieliśmy zjawiska w stylu "katolickiej Francji", że o Hiszpanii nie wspomnę, czy prawosławnej Rusi, albo kościołów narodowych typowych dla protestantyzmu. I Rzeczpospolita charakteryzowała się sporą tolerancją religijną, uwzględniającą Żydów, czy Tatarów. Sytuacja zmieniła się w okresie zaborów, które jednocześnie zbiegły się z Wiosną Ludów i tendencjami narodowotwórczymi. Stąd poszukiwania czegoś, co mogłoby zjednoczyć Polaków, gdy zabrakło państwa. Tym czynnikiem był przede wszystkim język, a w zaborach pruskim i rosyjskim religia. I to był pierwszy przejaw budzenia się "polskiego katolicyzmu" - opozycja wobec zaborcy.
        Ten przejaw był po odzyskaniu niepodległości głównym powodem stworzenia przez ówczesną Endecję mitu "Polaka-katolika". Celowo piszę "mitu", gdyż katolicyzm w tamtym okresie nie był wcale wyznacznikiem polskości, ale endecy w myśl nacjonalizmu chcieli taki model stworzyć. W tym modelu nie było miejsca we wspólnocie narodowej dla Żydów, Rusinów, czy etnicznych Niemców, mimo, że wszystkie te grupy jednoczył wspólny język polski. Stąd też podkreślanie katolicyzmu w opozycji do innych grup etnicznych zamieszkujących Polskę.
        Duży wpływ na tworzenie się pojęcia "katolicyzmu polskiego" miała walka między Endecją a środowiskiem związanym z Piłsudskim. Kościół niechętny wobec Piłsudskiego. Wynikiem tej walki było chociażby uznanie Bitwy Warszawskiej za "Cud nad Wisłą", by zaakcentować, że to nie zasługa Piłsudskiego, tylko Matki Boskiej.
        O Kościele za czasów komuny chyba nawet nie muszę pisać, związek między działalnością opozycyjną wobec komunistów, a wiarą katolicką był tak ścisły, że praktycznie nie dało się być ateistą i opozycjonistą jednocześnie. Wtedy nawet Michnik ochrzcił swoje dziecko.

        Model katolicyzmu wyrosłego na walce z wrogiem ma swoje echa także dziś. Niektórym wydaje się, że koniecznością jest wyszukiwanie wrogów i wskazywanie coraz to nowych zagrożeń. Idea "walki ze złem" w polskim katolicyzmie stoi dużo wyżej wobec idei "czynienia dobra".

        A teraz czekam, drogi Teofanesie, na odniesienie się do mojego tekstu. Bo skoro zarzuciłeś mi pisanie głupot, to pewnie masz ku temu podstawy. I oczekuję, że inne podstawy, niż tylko pisanie zaczepek słownych dla samego pisania.
        doceń 13
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        25.09.2019 17:20
        Dopowiem, że w 1938 roku katolików w Polsce było 65%, a po II wojnie światowej i zmianie granic ponad 97%.
        doceń 9
        0
      • Dremor_
        25.09.2019 17:36
        Dremor_
        I była to głównie "zasługa" Stalina. Taki paradoks historii.
        doceń 7
        0
  • Quinque
    25.09.2019 19:38
    Quinque
    Jak nie chcą to niech nie chodzą do Kościoła. Mamy się tym przejmować? Ponieważ?
    doceń 28
    • Dremor_
      25.09.2019 20:31
      Dremor_
      Ponieważ jesteśmy odpowiedzialni za naszych braci i siostry. Pytanie natomiast, na ile w polskich realiach "chodzenie do kościoła" przybliża nas do zbawienia, zwłaszcza w sytuacji, gdy w kościołach zamiast Ewangelii głosi się patriotyzm i kult rodziny.
      doceń 5
  • Eugeniusz_Pomorze_
    25.09.2019 21:07
    W 1731 akapicie "Dzienniczka", św. s. Faustyna zapisała: "Dziś zbudziła mnie wielka burza, wicher szalał i deszcz, jakoby chmura była oberwana, co chwila uderzały pioruny. Zaczęłam się modlić, aby burza nie wyrządziła żadnej szkody; wtem usłyszałam te słowa: Odmów tę koronkę, której cię nauczyłem, a burza ustanie. Zaraz zaczęłam odmawiać tę koroneczkę i nawet jej nie skończyłam, a burza nagle ustała i usłyszałam słowa: Przez nią uprosisz wszystko, jeżeli to, o co prosisz, będzie zgodne z wolą moją."
    • JAWA25
      27.09.2019 13:45
      Znowu "prywatne objawienia" ?
      doceń 22
      • Eugeniusz_Pomorze_
        28.09.2019 19:10

        Znowu wątpliwości/negacja? Św. s. Faustyna wg Ciebie świętą nie była? Nie wierzysz w to, co głosi Kościół Katolicki? Przeszkadza Ci Miłosierdzie Boże? "Dzienniczek" to fałsz? - A Pismo Święte? Jest więcej pytań, ale odpowiedz najpierw na te.
        doceń 0
        0
      • Dremor_
        28.09.2019 19:27
        Dremor_
        Kościół Katolicki (po wcześniejszym dwukrotnym potępieniu) ostatecznie uznał objawienia Faustyny za objawienia prywatne. Oznacza to, że można sobie w nie wierzyć, ale można je też w całości odrzucić. Tak więc odpowiedź na Twoje pytanie brzmi, tak, owszem, można w świetle katolicyzmu uznać "Dzienniczek" za fałsz, a "objawienia" Faustyny za wymysły.
        Inaczej jest z Objawieniem, czyli Pismem Świętym, tu sytuacja jest odmienna. Natomiast stawianie znaku równości między objawieniem prywatnym a Pismem Świętym jest niedopuszczalne.

        Ja osobiście uważam "Dzienniczek" za efekt urojeń i niedojrzałej wiary Faustyny. Ty możesz uważać to za głos z Nieba. I obaj możemy w ramach katolicyzmu trwać przy swoich stanowiskach.
        doceń 2
        0
      • Eugeniusz_Pomorze_
        28.09.2019 20:23
        NIE mam ochoty z Tobą dyskutować Dremorze, bo wg Ciebie Kościół Katolicki ogłasza "osoby z urojeniami"... ŚWIĘTYMI! Na podstawie więc "urojeń i niedojrzałej wiary Faustyny" Kościół Katolicki USTANOWIŁ M.IN. ŚWIĘTO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO...! Prowadź sobie Dremorze swoją działalność sekciarską, ale WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Ja nie chcę z Tobą wchodzić w dyskusję, bo nie zamierzam brać udziału w Twoich praktykach odciągania l
        doceń 1
        0
      • Eugeniusz_Pomorze_
        28.09.2019 20:29
        Prowadź sobie Dremorze swoją działalność sekciarską, ale NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Ja nie chcę z Tobą wchodzić w dyskusję, bo nie zamierzam brać udziału w Twoich praktykach odciągania ludzi od Kościoła Katolickiego.
        doceń 1
        0
      • Dremor_
        28.09.2019 21:00
        Dremor_
        Widać, że nie rozumiesz doktryny katolickiej w zakresie objawień prywatnych i uznawania kogoś świętym.

        Poza tym nic nie stoi na przeszkodzie, by osoba z urojeniami mogła zostać świętym.

        doceń 1
        0
  • teofanes
    25.09.2019 23:18
    Dremor_
    25.09.2019 21:35 Czym innym jest taki akt woli, który jest grzechem popełnionym w danym momencie życia a czym innym trwanie w grzechu. "Pojedynczy" grzech także jest trwaniem w grzechu, dopóki człowiek nie zyska świadomości że zgrzeszył. Jeśli powie sobie: nic się nie stało a zresztą nie uznaję tego za grzech, to faktycznie trwa w grzechu. Jeśli natomiast uzna swój grzech i żałuje przed Bogiem, że go popełnił i obiecuje sobie i Bogu poprawę, wyzna na spowiedzi ten grzech, to oczywiście przestaje trwać w grzechu. Jeśli natomiast żyje w drugim niesakramentalnym związku i NIE CHCE go usunąć, to wtedy inne względy przedkłada nad grzech, który kiedyś popełnił wchodząc w ten związek związek i teraz podtrzymując ten związek stale go popełnia. Teraz nie chce z nim zerwać nawet za cenę trwania w grzechu, wtedy oczywiście za niego żałuje ani nie zamierza się poprawić. Spowiedź w takiej sytuacji i oczekiwanie uzyskania rozgrzeszenia jest fikcją. Kościół nie może tego robić, nie zdradzając Boga i nie przekreślając swojej misji.
    doceń 23
    • Anonim (konto usunięte)
      26.09.2019 07:11
      To jest dokładnie przykład tego o czym piszę - wiara redukowana do norm moralnych co prowadzi do wiary z lęku przed grzechami. Co więcej cała etyka katolicka dziś jest redukowana do mówieniu o grzechu, o złu. I to prowadzi w prostej drodze do odrzucenia tej etyki choćby przez młodych ludzi.

      Mówi się - seks przed ślubem to grzech. Mówi się zdrada małżeńska to grzech. Redukuje się życie do usilnego ale nieudanego unikania grzechu. Czy na tym ma polegać bycie katolikiem? Na życiu w lękach przed popełnieniem grzechu?
      • elle1
        01.10.2019 14:16
        Tomaszu, tu nie chodzi o grzech, ale o brak miłości. W ralacji z drugim człowiekiem nie może chodzić o zaspokojenie wlasnego popendu i własnych potrzeb. Nastolatki z definicji nie są zdolne do innych relacji i powinny sie skupić na przyjaźniach a nie seksie, tym czasem wmawia sie im ze mogą a nawet muszą. Współczesna kultura wbija dzieci (nie tylko dzieci zresztą) w kompleksy i każe im je kompulsywnie rozwiązywać przy pomocy rozrywek i uzywek, do których seks zalicza. We współczesnym świecie Kościół już bardzo rzadko mówi o grzechu. Dramatem jest, że ludzie nie chcą dziś sluchać nawet o miłości i odpowiedzialności. Młodzi ludzie zresztą coraz rzadziej wierzą w miłość chyba że im się pomyli z popędem.
        doceń 1
        0
    • Dremor_
      26.09.2019 09:40
      Dremor_
      Teofanes, to, o czym piszesz wynika z jurystycznej pułapki wynikającej z konstrukcji nauki o sakramencie. I nie chodzi wcale, że ktoś NIE CHCE usunąć grzechu. Bo w opisywanym przypadku nie może, bo pierwszy małżonek ma dawno swoją rodzinę i dzieci, podobnie druga osoba. I znów wrócę do przykładu, nawrócony morderca i kanibal dostanie rozgrzeszenie z mniejszymi warunkami pokuty, niż osoba, której grzechem była chęć życia zgodnie z powołaniem do bycia małżonkiem i rodzicem. Bo morderca nie wróci nikomu życia, a rozwodnik w celu uzyskania rozgrzeszenia musi porzucić nową rodzinę, a najlepiej jeszcze rozbić tę, którą założył pierwszy małżonek i żyć ze sobą, choćby bez miłości, ale tylko w imię prawnej zasady, że "tylko pierwsze małżeństwo się liczy". I nie chodzi tu o legalizację rozwodów, tylko absurd, że założenie z kimś rodziny i szczęśliwe życie jest dla Kościoła większym grzechem, niż masowe morderstwa.
      • teofanes
        26.09.2019 10:18
        No cóż, nie podoba ci się wiara katolicka, twoja sprawa. Widocznie, odpowiadają ci inne wyznania.
        doceń 22
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        26.09.2019 10:29
        @TEOFANES - pomijając stricte katolickie podejście do bliźniego to mam dwa pytania. Pierwsze, czy żyjesz w małżeństwie. A drugie, jeżeli tak, to czy żyjesz w małżeństwie ze strachu przed grzechem rozwodu?
        doceń 2
        0
      • Dremor_
        26.09.2019 11:04
        Dremor_
        Teofanes, gdy kończą się argumenty, to pozostają jedynie próby obrażenia. Typowe. Co do wiary katolickiej, to owszem, mam zastrzeżenia, jak każdy teolog. Gdybyś sam również zgłębił własną wiarę, to też wiele byś ujrzał
        doceń 3
        0
      • elle1
        01.10.2019 14:21
        To jest bardzo dobre pytanie. Nie lubisz kościoła katolickiego, nie lubisz katolikow, odrzucasz większość prawd wiary, są wyznania, które przyznają Ci rację. Co Ci każe chodzic do naszego Kościoła i dyskutować na naszych forach? Chcesz nas zmienic?
        doceń 1
        0
  • teofanes
    25.09.2019 23:37
    @ Dremor

    To prawda, Rzeczpospolita Obojga Narodów była państwem wielonarodowym, w którym protestanci byli tolerowani i mogli kandydować na najwyższe stanowiska państwowe. Polska II połowy XVI wieku była tak bardzo krajem wolnym, że Anglikom czy Francuzom się nawet o tym nie śniło. Brzydką twarz protestantyzmu Polacy poznali podczas "Potopu" szwedzkiego. To Szwedzi nam pokazali czym jest protestantyzm. Okazali się pospolitymi rabusiami, bluźniercami profanującymi Najświętszy Sakrament, podpalaczami naszych miast, niszczycielami zamków, kościołów, złodziejami wszelakiego mienia (brali wszystko co widzieli - Szwecja w tym czasie była biednym, zacofanym krajem) itd. To byli bezwzględni, okrutni żołdacy, którzy dopiero co zakończyli rzezie i rabunek w Niemczech podczas Wojny Trzydziestoletniej. Polaków skutecznie wyleczyli z miłości do luteranów. Mimo to w XVII czy XVIII wieku w Polsce protestanci mieli o niebo lepsze warunki życia niż np. katolicy w Anglii, którym nawet "światły" Locke odmawiał tolerancji. Zabory jedynie umocniły przekonanie, że Polak-patriota jest katolikiem, bo obok Prusak był twardym luteraninem a Rosjanin prawosławnym. Polak-katolik jest kategorią historyczną, która nie jest skierowana przeciw nikomu, lecz jest wyrazem obrony naszej polskiej tożsamości. A do tego chyba mamy prawo, nieprawdaż?
    doceń 27
    • Anonim (konto usunięte)
      26.09.2019 07:13
      "Polak-katolik jest kategorią historyczną, która nie jest skierowana przeciw nikomu, lecz jest wyrazem obrony naszej polskiej tożsamości."
      Łączenie wiary katolickiej z konkretnym narodem jest brakiem rozumienia wiary. Co więcej jest tutaj wprost redukcja tej wiary wyłącznie do ckliwej wiary ludowej i równie ckliwych mitów o wielkiej Polsce. I to faktycznie jest wpływ zaborów a później okresu komuny.
      doceń 7
    • Dremor_
      26.09.2019 09:50
      Dremor_
      Teofanes, wykazujesz się nie tylko płytką wiedzą teologiczną, ale także historyczną. Po stronie szwedzkiej walczyło sporo katolików, podczas oblężenia Jasnej Góry byli oni nawet wpuszczani za mury, by móc wziąć udział we mszy świętej. Próba przedstawiania Potopu jako "wojny religijnej" jest historiografiicznym obrazem, nie mającym odbicia w rzeczywistości. A sama figura "Polak-katolik" nie jest formą historyczną, tylko polityczną, wymyśloną w Dwudziestoleciu przez Endecję. Celem tej figury było przeciwstawienie się "wrogom", najpierw wewnętrznym (którym odmawiano bycia Polakiem) i zewnętrznym. Z resztą sam to częściowo przyznajesz, pisząc o obronie tożsamości. Obrona zakłada istnienie wroga, co potwierdza tezę, że polski katolicyzm wyrósł na szukaniu wroga.
      • teofanes
        26.09.2019 10:15
        Ej gościu piszesz bez głowy. Nie wiesz, że Szwedzi byli luteranami? Czy byli wśród nich jacyś katolicy? Tak, m. in. polscy zdrajcy, ktorzy współpracowali ze Szwedami. Armia szwecka i jej dowódcy byli luteranami. Cała Szwecja była luterańska, z małymi wyjątkami typu królowa Krystyna z niewielkim swoim otoczeniem, ktorej Szwedzi szybko się pozbyli. Sprawdź sobie mapę wpływów protestanckich w Europie po Wojnie 30-letniej. Nie pisz o wyjątkach czy niewielkich grupkach, które o niczym nie przesądzały.
        doceń 23
        0
      • Dremor_
        26.09.2019 11:15
        Dremor_
        Pomijam, że luteran i kalwinistów wrzucasz do jednego worka, bo to częsty błąd. Ale polecę, byś uzupełnił wiedzę o reakcję Karola Gustawa na apele protestantów, by utrącić róg bestii. Albo o negatywną ocenę ślubów Jana Kazimierza, odebranych jako zagrożenie dla wolności religijnej. Ale nawet zakładając, że masz rację, to nadal mówimy o katolicyzmie w Polsce jako zjawisku szukania wroga. Po prostu dodaj do mojej wyliczanki "bij Szweda". Tylko potwierdzasz tezę, że polski katolicyzm musi mieć wroga.
        doceń 4
        0
  • teribelka
    28.09.2019 00:09

    komentarz do gościa
    27 wrz 2019 00:17 (1 dzień temu)
    Ja k-paczkowska@o2.pl

    do
    mnie (więcej)


    https://www.gosc.pl/komentarze/dodaj/1096687

    Ostatnio chodzi mi po głowie zdanie św. Pawła (Flp 3, 8n) "...wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim..." Spotkanie Boga Żywego zmienia perspektywę, i hierarchię wartości, i wtedy cała reszta ma sens (bo jest z miłości) - i asceza, i moralność, i ewangelizacja, i celibat, i zakony, i dziesięcina, i męczeństwo, i wierność, i wytrwałość w szarzyźnie życia itp. Myślę, że w Polsce chrześcijaństwo w pewnej mierze jest na poziomie kulturowym - dzieci posyła się na religię, żeby nie odstawały od innych, i tak, jak inne dostały odpowiednie prezenty na komunię, bo jak nie dostaną, to będą (się czuły) wykluczone, - tacy to odejdą po bierzmowaniu, (może dlatego, że na bierzmowanie nie ma prezentu... :( :( :( ) Ślub oczywiście w Kościele, bo jest "odpowiednia oprawa", no i jeszcze opłatek, "święconka" i najbardziej chyba oblegana w Polsce uroczystość religijna - Środa Popielcowa (chociaż - dobrze, że coś jeszcze ludzi rusza, pewnie Pan Bóg na tej Środzie Popielcowej niejednego nawrócił). Z drugiej strony - karteczki do spowiedzi i indeksy do bierzmowania... Polskiemu chrześcijaństwu potrzeba EWANGELIZACJI - czyli żeby ludzie POZNALI JEZUSA - bo wtedy będzie przedmiotowa cała reszta - i na poziomie moralności, i socjologii, i kultury. A ta cała reszta bez Jezusa - to tylko PREAMBULA FIDEI. Czy może być Kościół bez JEZUSA ? ... Problem z pedofilią i celibatem, kryzys powołań, jak również problem z odchodzeniem ludzi od Koscioła (i stąd problem utrzymania, renowacji i np zabytkowych kościołów - ilustracja: pożar Notre Dame wzbudził dyskusję) - to są sprawy wtórne, ale przyczyna jest jedna i ta sama. Dlaczego wartości były nośne w przeszłości ? Dlaczego pierwsi chrześcijanie ginęłi na arenach ? Dlaczego życie monastyczne w ogóle powstało, i to oddolnie ? Pewne wzorce zewnętrzne się zmieniają, dzisiaj raczej nie chodzi się we włosiennicy, raczej się nie biczuje, zniknęli słupnicy - za to mamy np modlitwy w językach i Biblię w internecie w oryginalnych językach. Ale meritum zostaje to samo.
    • Anonim (konto usunięte)
      28.09.2019 07:27
      Tzw. nowa Ewangelizacja nie jest odpowiedzią na obecny kryzys. Wręcz przeciwnie, promowanie wiary oparte o emocje (często tłumu) prowadzi wprost do przyspieszenia laicyzacji. Nie da się zbudować domu bez solidnych fundamentów, nie da się trwale zaszczepić miłości bazując wyłącznie na emocjach.
      doceń 0
    • Dremor_
      28.09.2019 09:07
      Dremor_
      Dlaczego chrześcijanie ginęli na arenach? Bo w pierwotnym Kościele silne było przekonanie, że nadejście Królestwa Niebieskiego nastąpi jeszcze za "tego pokolenia", zgodnie ze słowami Jezusa. Stąd też u pierwszych chrześcijan radykalne odrzucenie doczesności. Rozwój ruchu monastycznego był z kolei efektem kilku czynników, po pierwsze braku spełnienia obietnicy szybkiego końca świata, po drugie "zhellenizowania" chrześcijaństwa przez Konstantyna i po trzecie ogromnemu wpływowi gnostycyzmu na wczesne chrześcijaństwo. Sam monastycyzm, czy późniejsza asceza z Ewangelią nie miały wiele wspólnego.
      • Anonim (konto usunięte)
        28.09.2019 09:11
        Monastycyzm nie miał wiele wspólnego z Ewangelią? Poważnie?
        Możesz te śmiała tezę jakoś uzasadnić?
        doceń 1
        0
      • Dremor_
        28.09.2019 11:03
        Dremor_
        Powołaniem chrześcijańskiego świadka wiary jest "iść i głosić". Monastycyzm jest tego zaprzeczeniem, ucieczką przed światem, a nie pójściem do świata, by głosić Dobrą Nowinę. Jest to typowy obraz "świecy pod korcem", albo "zakopanego talentu". Do tego klasyczne pustelnie były zaprzeczeniem społecznego wymiaru Kościoła jako wspólnoty.
        doceń 1
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        28.09.2019 11:17
        Dziwi mnie negowanie czy to dorobku dla chrześcijaństwa czy to pustelników (Ojców pustyni), czy też późniejszych zakonów choćby działających w oparciu o Regułę św. Bernarda, czy też późniejszych zakonów jak dominikanie czy franciszkanie.
        Monastycyzm, czyli zakonnicy przyczynili się do rozwoju chrześcijaństwa w średniowieczu. Ale skoro musisz to zanegować...
        doceń 1
        0
      • Dremor_
        28.09.2019 18:11
        Dremor_
        Nie neguję żadnego dorobku. Wskazuję tylko jego sprzeczność z Ewangelią. Przymusowe nawracanie mieczem też przyczyniło się do rozwoju chrześcijaństwa. Ale przecież nikt nie powie, że mordowanie Indian w Ameryce Południowej było dziełem zgodnym z nauką Jezusa.
        doceń 1
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        28.09.2019 19:44
        Opowiadanie że droga monastyczna zaprzecza Ewangelii wynika z braku Jej rozumienia. Nie ma sprzeczności pomiędzy Ewangelią a Ojcami Pustyni czy późniejszymi zakonami. A rozwój chrześcijaństwa w Europie wprost wynikł z rozkwitu życia zakonnego. W Twojej okolicy o ile się nie mylę leży dla przykładu Lubiąż czy Henryków.
        doceń 0
        0
      • Dremor_
        28.09.2019 19:56
        Dremor_
        Wskaż mi w takim razie choć jedno zalecenie, by chrześcijanin miał odciąć się od świata i szukać zbawienia samotnie, poza wspólnotą bliźnich. Jest to sprzeczne z przykazaniem danym przez Chrystusa, aby się wzajemnie miłować. Pustelnik nie miłuje nikogo, bo jest sam.

        Lubiąż i Henryków to cystersi, oni powstali tysiąc lat po Chrystusie, a my tu mówimy o początkach ruchów monastycznych, więc nie mylmy pojęć.
        doceń 1
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        28.09.2019 20:35
        Cystersi, Benedyktyni, Dominikanie, Franciszkanie,... to życie monastyczne. Wyrosło z tradycji Ojców Pustyni. Więc pytanie czy Ojcowie Pustyni wydali dobre owoce?
        Medytacja, życie mnisze nie są sprzeczne z Ewangelią. A "Pustelnik nie miłuje nikogo, bo jest sam. " nie jest prawdą jeżeli chodzi i Ojców Pustyni i jeżeli chodzi o zakony monastyczne.
        doceń 1
        0
      • Dremor_
        28.09.2019 20:54
        Dremor_
        Ja o Rzymie, Ty o Krymie.

        Pontyfikat Franciszka wyrósł na tradycji Kościoła w Argentynie, którego by nie było, gdyby nie krwawe podboje Hiszpanów. Ale nikt nie mówi, że konkwista była zgodna z Ewangelią. Mimo owoców. Analogicznie jest z monastycyzmem. Sama idea była zaprzeczeniem Ewangelii, mimo, że ostatecznie zaowocowała kilkoma dobrymi rzeczami.
        doceń 1
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        29.09.2019 09:06
        "Sama idea była zaprzeczeniem Ewangelii, " - to tylko Twoja subiektywna ocena. Zycie monastyczne pokazało dobitnie, że takie oceny mijają się z prawdą.
        Choćby już same dzieła Ojców Pustyni do których i dziś często nawiązujemy. Ale z drugiej strony rozumiem współczesny opór przeciwko ascezie i to taje radykalnej, a nie na pokaz.
        doceń 1
        0
      • Dremor_
        29.09.2019 09:54
        Dremor_
        Nieprawda. Rozwój monastycyzmu był wynikiem przenikania ideałów gnostyckich do chrześcijaństwa, a nie z samego pierwotnego chrześcijaństwa. To gnostycyzm zakładał istnienie złego świata, przed którym należało uciec, odrzucając cielesność i wspólnotowość. Przemiany społeczne tego okresu sprzyjały powstawaniu takich postaw. Nie zapominaj też, że monastycyzm istniał w opozycji do rozwijającego się chrześcijaństwa, które starało się odnaleźć miejsce w świecie, do którego zostało posłane. Monastycyzm w swej podstawie odrzucił chrześcijańską ideę powszechności zbawienia, do którego powołani są wszyscy ludzie, na rzecz gnostyckiej wizji zbawienia indywidualnego.
        doceń 0
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        29.09.2019 10:04
        Pomijając dyskusyjną tezę o gnostycyzmie to polecam jednak taką próbę ascezy i mistyki chrześcijańskiej. Szczególnie gdy uznaje się wielu ojców pustyni za świętych. I to nie tylko przez Kościół Katolicki.
        doceń 0
        0
      • Dremor_
        29.09.2019 10:22
        Dremor_
        Można też spróbować chrześcijańskiej medytacji. Tylko tu dysonans będzie większy, bo nie ma ona takiej tradycji jak chrześcijańska gnoza.
        doceń 0
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        29.09.2019 10:32
        Cóż, skoro dla Ciebie np. Osiem duchów zła. Rekolekcje z Ewagriuszem z Pontu prowadzone przez Benedyktynów to przejaw gnozy, to właściwie szkoda czasu na taką dyskusję.
        ps. gorąco polecam te Rekolekcje. Są w internecie.
        doceń 1
        0
      • Dremor_
        29.09.2019 10:57
        Dremor_
        A Ty znów o Krymie. Benedyktyni to VI wiek, a cały czas rozmawiamy o III - IV wieku, czyli o początkach ruchu monastycznego. Geneza, nie owoce.
        doceń 0
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        29.09.2019 13:28
        O ile pamiętam to sw. Benedykt był najpierw pustelnikiem, a Ewagriusz z Pontu był ojcem pustyni. W dodatku jego osiem duchów zła ma wiele wspólnego z siedmioma grzechami głównymi.
        doceń 1
        0
      • Dremor_
        29.09.2019 13:34
        Dremor_
        Owszem, ale w czasach Benedykta ruch monastyczny znacznie się już "ucywilizował". Nie zmienia to faktu, że sam w sobie był zaprzeczeniem ewangelicznego przesłania, by iść i głosić, a nie chować się przed światem.
        doceń 0
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        29.09.2019 13:42
        Na koniec, bo widać że tak można bez końca. Ale może napiszesz kto był pierwszym, kto zauważył to co dziś Kościół nazywa grzechami głównymi? Fakt, że tylko cztery, ale jednak to są podwaliny nauki Kościoła. A podwaliny nauki Kościoła nie mogą być sprzeczne z Ewangelią, więc mylisz się w swojej subiektywnej ocenie. I to byłby koniec tego tematu.
        doceń 1
        0
      • Dremor_
        29.09.2019 15:28
        Dremor_
        Masz pewnie na myśli Antoniego Wielkiego, ale to nie on był pierwszy, tylko autor listu Jana, który wymienia trzy grzechy główne, a wcześniej robili to stoicy. I w sumie od tego trzeba by było wyjść, filozofia stoicka jest głównym prądem myślowym, który stworzył chrześcijaństwo. I gdyby tak patrzeć tylko po ludzku, że chrześcijaństwo wyewoluowało z filozofii stoików, o tyle monastycyzm to regres z powrotem do tego prądu. I nie ma się co temu dziwić, okres patrystyczny to renesans stoicyzmu w Imperium.
        doceń 1
        0
  • teribelka
    29.09.2019 10:55
    pisząc komentarz, miałam na myśli, że chrześcijaństwo się spłyciło. Któryś z tych "sławnych teologów" napisał, że chrześcijaństwo(czy Kościół) albo będzie mistyczny, albo nie będzie go wcale - tu nie chodzi o emocje, choć mogą one towarzyszyć - heroizm, zwłaszcza codziennego życia, trudno budować na emocjach, ale można, czasem wręcz wbrew emocjom - na wierze, traktowanej jako "akt rozumu przekonanego o łasce Bożej z nakazu woli poruszanej łaską przez Boga" ( - definicja z Katechizmu). Męczennicy nie umieraliby, gdyby nie wierzyli - nie tylko w (istnienie) Boga, ale Bogu. A wierni świeccy głosić Ewangelię mają głównie swoim życiem - żeby inni patrząc na ich życie, pytali się ich o wiarę. Uważajmy, bo czasem można pomylić "głoszenie" z propagandą. ... A komentarze moich interlokutorów, mam wrażenie, odbiły w inną stronę.
    • Dremor_
      29.09.2019 11:03
      Dremor_
      Wszystkie teksty w stylu "Kościół będzie <taki jak ja chcę>, albo nie będzie go wcale" z miejsca należy wywalać do kosza. Kościół to wspólnota ludzi o różnych wrażliwościach i podejściach. Ja dla przykładu kompletnie nie kupuję mistycyzmu, ale nie neguję, że komu innemu będzie on potrzebny. W Kościele "mistycznym albo wcale" nie ma dla mnie miejsca. Zaprzecza to chrześcijańskiej wizji egalitarności zbawienia.
      doceń 0
  • teribelka
    29.09.2019 10:59
    ... A "poznanie Jezusa" żeby nie wchodzić w te gnostyckie klimaty - może rzeczywiście chyba lepiej by było powiedzieć - "świadomość, że to On nas poznaje" - w sensie biblijnego "JADA" - VIDE PS. 139. POZDRAWIAM.
    doceń 2
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama