Nowy numer 15/2024 Archiwum

Ewangelia z komentarzem na każdy dzień

« » Lipiec 2023
N P W Ś C P S
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5

Niedziela 2 lipca 2023

Czytania »

ks. Zbigniew Niemirski

|

GN 26/2023 Otwarte

Nagroda proroka

Wykopaliska pokazują, że typowe domostwo Izraelitów z okresu, gdy działał prorok Elizeusz, było tzw. czteroizbowym domem. Na parterze znajdowały się jedna duża izba i inne ważne pomieszczenia. Większość tamtych domów miała piętro. To tam był ów pokój z łóżkiem, stołem, krzesłem i lampą, który kobieta z Szunem przeznaczyła dla Elizeusza. W dzisiejszym pierwszym czytaniu jest wiele skojarzeń, motywów i nawiązań.

1. Szunem, gdzie mieszkała kobieta, która ugościła proroka Elizeusza, to miejscowość położona w najżyźniejszej części Ziemi Świętej, w południowej Galilei. Tu rozegrały się dwie ważne bitwy czasów starotestamentalnych. W pierwszej starli się Madianici i Amalekici z Izraelitami, którymi dowodził zwycięski sędzia Gedeon. W drugiej bitwie Saul, pierwszy król Izraela, stanął do walki z Filistynami. Władca narodu wybranego poległ. Jego następcą został twórca dynastii, król Dawid.

2. Prorok Elizeusz przechodził wielokrotnie przez Szunem, które leżało na szlaku między górą Karmel, gdzie jego mistrzowi, Eliaszowi, objawił się Pan Bóg, a jego rodzinnym Abel-Mechola. Gościnna kobieta z Szunem zapewne znała tego wędrowca i w końcu dostrzegła w nim męża Bożego.

3. Elizeusz zapowiada Szunemitce, która nie miała syna, a jej mąż był już stary, że za rok „będzie pieściła syna”. Coś podobnego stało się wcześniej, gdy Pan Bóg nawiedził starego Abrahama i jego bezpłodną żonę Sarę pod dębami Mamre. Gdy Sara, wątpiąc w obietnicę potomstwa, śmiała się, Pan Bóg obiecał wówczas: „Za rok o tej porze wrócę do ciebie i Sara będzie miała syna”.

4. Prorok nie zapowiada przyszłości. Jego zadaniem jest ogłaszanie, czego tutaj i teraz oczekuje Pan Bóg. Można go odrzucić, ale możemy też usłuchać jego orędzia i zastosować się do woli Bożej, przyjmując – niczym Szunemitka – proroka jako proroka, i ostatecznie – jak mówi Jezus w czytanym dziś fragmencie Ewangelii – otrzymać nagrodę proroka, czyli zbawienie.•

Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Zaloguj się i rozpocznij subskrypcję.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

Czytania »

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 26/2023 Otwarte

Zanurzeni w Chrystusa

1. Zanurzenie symbolizowało potęgę śmierci. Pod wodą nie da się oddychać. Morze w Biblii jest symbolem złych mocy. Tak jak moc Morza Czerwonego została pokonana przez Jahwe, tak Chrystus pokonuje moc śmierci. Wynurzenie z wody chrztu było symbolem zmartwychwstania do nowego życia. Święty Paweł pisze, że chrzest zanurza nas w Chrystusa, zanurza w Jego śmierć, przez którą pokonał On naszą śmierć. Chrzcielna kąpiel wprowadza człowieka w życiodajną więź z Panem. Od chwili chrztu historia życia i śmierci Jezusa staje się moją historią. Jego los i mój los zostają złączone. Jego pascha staje się moją paschą. Ja, „stary Adam”, umieram razem z Chrystusem, pogrzebane są moje grzechy, moc zła zostaje złamana. A jednocześnie razem z Nim zostaję wskrzeszony do nowego życia, otrzymuję nową perspektywę, nową przyszłość. Chrzest jest więc z jednej strony wyzwoleniem, oczyszczeniem, wyrzeczeniem się zła, a z drugiej złączeniem z Chrystusem Zmartwychwstałym, czyli odrodzeniem, oświeceniem, przemianą mocą Ducha Świętego. Chodzi tu nie tylko o moralne odrodzenie – przejście od grzechu do świętości. Chrzest jest także Bożą „szczepionką” przeciwko fizycznej śmierci, jest obietnicą i początkiem naszego zmartwychwstania do życia wiecznego. Można śmiało powiedzieć, że od chwili chrztu jesteśmy już jedną nogą w niebie.

2.   Dzisiejsze czytanie skłania do przypomnienia rodzicom i chrzestnym o tym, jak wielki jest dar, o który proszą dla swojego dziecka. Chrzest nie jest tylko formalnością, nie jest tylko przyjęciem do wspólnoty wierzących, „zapisaniem się” do Kościoła jak do jakiegoś stowarzyszenia. Chrzest nie jest jedynie kościelną celebracją narodzin nowego człowieka. W chrzcie chodzi o życie i śmierć, o nadanie sensu życiu, którego sami nie wymyślamy, ale który przyjmujemy „z góry”. O otwarcie perspektywy nieba

3. Paweł zaprasza nas do refleksji nad własnym chrztem. Ochrzczeni jako dzieci nie zawsze dochodzimy do odkrycia daru otrzymanego w dzieciństwie. Bywa, że ten wielki dar łaski zostaje w naszym życiu zagrzebany, jak talent ukryty w roli, który nie przynosi żadnego zysku, bo nie jest puszczony w obrót. Słowo Boże wzywa nas do tego, abyśmy żyli naszym chrztem. Co to konkretnie oznacza „żyć swoim chrztem”? Kilka intuicji. Żyć w przyjaźni z Bogiem jako Ojcem. Modlić się wiernie, codziennie. Mówić do Boga „Ojcze”, z szacunkiem i miłością. Pozwolić, by to, co grzeszne w nas, umierało. Nie bać się przycinać chwastów, które zagłuszają Boże życie we mnie. Spowiadać się regularnie, bo każda spowiedź to powrót do chrztu. Teologia mówi o tzw. charakterze sakramentalnym. Chrzest zostawia w nas „niezatarte znamię” przynależności do Boga. Chodzi o to, że Bóg jest wierny swojej miłości i nigdy nas nie skreśli. Żyć chrztem to znaczy nigdy nie tracić nadziei, której źródłem nie są nasze uczynki, moralne sukcesy czy modlitwy. Źródłem jest Bóg. Im bardziej żyję dla Niego, tym bardziej pełnym życiem żyję. •

Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Zaloguj się i rozpocznij subskrypcję.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

Czytania »

ks. Robert Skrzypczak

|

GN 26/2023 Otwarte

Miłość potrzebuje krzyża

Ratując bowiem osobę, ratujemy rodzinę. A przez rodzinę ma przyjść odnowa Kościoła i świata. Nawet Mesjasz przyszedł na ten świat i objawił się przez swoją nazaretańską rodzinę. Zna więc nasze ludzkie relacje i nasze sytuacje rodzinne od środka. Nasze codzienne więzi z najbliższymi: współmałżonkiem, dziećmi, rodzicami, teściami, bywają trudne, a nieraz bolesne. Najbardziej podatne na zranienia są te więzi, na których nam najmocniej zależy. I bywa, że najtrudniejszą do zniesienia jest sfera naszej miłości. Trudno kochać i nie wystawić za to rachunku.

Być może w żadnym innym miejscu nie potrzebujemy tak bardzo, jak właśnie tutaj, odważnej decyzji, by pójść za Chrystusem gotowym przenikać nasze obolałe relacje mocą uzdrawiania. W krzyżu Chrystusa zobaczyliśmy miłość, która, nie odbierając nikomu wolności, bierze na siebie wszelkie skutki jej zbłąkanej, zdradliwej realizacji. Odpłaca dobrem za zło, przebacza grzesznikowi, niczego w zamian nie wymagając. Bóg, aby ukazać, do jakiego stopnia gotowy jest kochać człowieka, który odwraca się do Niego plecami, wbrew własnej sprawiedliwości użył miłosierdzia. Ofiarował siebie, aby podnieść człowieka i go zbawić.

Dramatem naszego pokolenia, stopniowo godzącego się na legalną eutanazję, powszechny dostęp do pornografii, rozwodów i surogacji, na poliamorię i usprawiedliwianie zdrad, jest to, że nie dostrzegamy już potrzeby przezwyciężenia tkwiącej w nas samych duchowej śmierci, pogłębiając w sobie samych beznadziejny stan przebywania na egzystencjalnym wygnaniu. Oto, co proponuje Bóg: rusz w drogę ze śmierci do życia z moim Synem Chrystusem. Nie zadowalaj się pierwszym z brzegu horyzontem, nie zatrzymuj się nawet na przedostatnim. Idź aż do końca. Żyj pragnieniem nieba, w gotowości poświęcenia dla niego wszystkich jego namiastek i podróbek. Być może nie ma innego słowa, które by było tak często używane i nadużywane przez ludzi jak „miłość”. Stąd tyle cierpienia związanego z faktem, że albo jesteśmy kochani źle, albo sami nie rozumiemy, jak należy kochać. A jak należy?

Ponieważ Bóg pierwszy nas umiłował, miłość nie jest już przykazaniem, ale odpowiedzią na Jego dar. Z tego pierwszeństwa bycia pokochanym przez Pana Boga może narodzić się miłość równie cenna i wartościowa, pozwalająca nam spełnić się w stosunku do innych. Jej punktem wyjścia jest nie sympatia czy atrakcyjność drugiej osoby, ale intymna relacja z kochającym Chrystusem. Dzięki niej uczę się patrzeć na innego nie tylko przez pryzmat swych uczuć i oczekiwań, ale z perspektywy Jego krzyża. Miłość to nie przygoda, nie może trwać tylko chwilę. Wieczność człowieka przebiega przez miłość. Dlatego jest ona nieustannym wyzwaniem: nawet jeśli przebiega zakrętami, łaska może ją wyprostować. Bywa specyficznym ciężarem znużonego ciała, złotych obrączek, fioletowej stuły lub stetoskopu. Doniesiesz je do końca, jeśli będziesz pamiętał, że poza tymi wszystkimi miłościami, które cię otaczają, istnieje Miłość ostatnia, Miłość wiekuistego spełnienia.•

Miłość potrzebuje krzyża   unsplash

Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Zaloguj się i rozpocznij subskrypcję.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

Zapisane na później

Pobieranie listy