Nowy numer 48/2020 Archiwum

Przepraszam Pana, Panie Prezydencie

Czy udostępnienie dokumentów o katyńskiej zbrodni oraz rezygnacja z portretów Stalina w czasie parady zwycięstwa byłyby możliwe bez smoleńskiej tragedii?

Mówią, ale najwyraźniej ich nie chcą. Dziękuję więc tym wszystkim obywatelom mojego kraju, którzy tuż po katastrofie swoją liczoną w dziesiątkach tysięcy obecnością na Mszach żałobnych, na trasach przejazdu, na ulicach i placach wymusili na mediach zmianę tonu. Dzięki nim wyjęto ukryte w szufladach filmy i zdjęcia prezydenckiej pary, pokazujące ich sympatyczne twarze i wzruszające zachowania. Oglądalność wymagała ustępstw na rzecz żałobnych tłumów. Ale ten czas najwyraźniej mija.

Spróbuję zatrzymać go kilkoma słowami o Lechu Kaczyńskim, zdecydowanie najlepszym prezydencie III Rzeczypospolitej. Jego prawnicze wykształcenie, działalność w opozycji, doświadczenia związkowca, samorządowca, urzędnika i polityka wszechstronnie przygotowały go do roli prezydenta. Miał w swoim dorobku pełnienie funkcji senatora i posła RP, ministra w Kancelarii Prezydenta Wałęsy (odszedł, gdy uznał współpracę za niemożliwą), prezesa Najwyższej Izby Kontroli, ministra sprawiedliwości, prezydenta Warszawy i w końcu Polski.

Swoją bardzo konkretną, spójną i przekonującą wizję Polski suwerennej, podmiotowej, prowadzącej politykę zagraniczną zgodną z tym, co podobno „wszyscy” wyczytali w paryskiej „Kulturze”, miał odwagę – tylko on – realizować. Chciał państwa przyjaznego i służebnego wobec obywateli, a nie kolesiów skorumpowanych polityków. Był człowiekiem solidarności przez małe i duże S, a to oznaczało życzliwość i zwyczajną dobroć okazywaną ludziom, brak dystansu wobec rozmówców oraz konsekwentny sprzeciw wobec prywatyzacji służby zdrowia, likwidacji mediów publicznych oraz wprowadzenia podatku liniowego.

Był przykładem patrioty, który we Francji, Niemczech, USA i Rosji jest czymś naturalnym, ale w Polsce, z niezrozumiałych powodów, przeszkadza. Chciał demokracji wolnej od deformacji rodem z PRL, dlatego działał na rzecz otwarcia archiwów, lustracji i dekomunizacji struktur państwa. Należałam do jego zwolenników, ale dzisiaj mam wyrzuty sumienia – nie potrafiłam, jak wielu innych jego przyjaciół i sympatyków, sprawić, by czuł nasze poparcie, bez którego nawet wybitny prezydent nie jest w stanie skutecznie realizować swoich politycznych planów. W imieniu tych, którzy, podobnie jak ja, nie potrafili zatrzymać tej obrzydliwej fali kłamstw i insynuacji – przepraszam Pana, Panie Prezydencie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama