Nowy numer 5/2023 Archiwum

Serce Kościoła

Mistyczne Ciało Chrystusa oddycha modlitwą jak tlenem. Kontemplacyjne klasztory są więc dla niego nie tylko koniecznym warunkiem istnienia, ale i nadzieją na ostatecznie zjednoczenie z Oblubieńcem.

Wierzę w Ciebie, Boże żywy, w Trójcy jedyny, prawdziwy. Wierzę w coś objawił, Boże, Twe słowo mylić nie może”. To paradoks, że jedna z najwcześniej poznawanych przez nas – katolików – formuł, powtarzana w modlitwie jak wierszyk, rymowanka jak wiele innych odmawianych we wczesnym dzieciństwie, jest jednocześnie streszczeniem najgłębszych tajemnic naszej wiary. Wypowiadając te słowa, wyrażamy wiarę, twierdzimy, że Bóg jest żywy, jeden, jedyny, w trzech Osobach. Że udzielił nam ze swego objawienia. Że Jego słowa zawsze są prawdziwe, bo On mylić się nie może. To poważne wyznanie, które poważnie potraktowane staje się wyzwaniem. Jeśli mówisz do Kogoś, kto nie może się pomylić, odnalazłeś prawdę i sposób na życie.

Trudno się domyślić, czy ludzie, którzy postanowili spędzić swoje życie za klasztornymi murami – zanim dokonają spektakularnego gestu dobrowolnego i z miłości udania się „za kraty” – mają większy problem z uznaniem, że Bóg, powołując ich, się nie pomylił, czy raczej z tym, że to oni sami nie mylą się, twierdząc, że On tego chce. Każde powołanie jest inne, ale łączy je wspólny mianownik: wybór czegoś kompletnie niezrozumiałego dla współczesnego świata. Skądinąd to właśnie jest najbardziej paradoksalne: ten świat, który – jak stwierdził słynny trapista Tomasz Merton – jako całkowicie poświęcony kultowi użycia nie może być prawdziwy, jest zakłamany i nie ma w nim miejsca na prawdę, jednocześnie jakby nie rozumiał, że jedynym ocaleniem dla człowieka jest odkrycie prawdy, kim naprawdę jest.

Klasztory kontemplacyjne zdają się w tym świecie oazami na pustyni. Są jak dziury wykopane w ziemi. Ich głębokości nie zna nikt, ale to dzięki nim ziemia jak żywy organizm może oddychać. Czy trzeba dodawać, że troska o tę formę życia powinna być w Kościele jednym z priorytetów? Jeśli jako Kościół mamy od dwóch tysięcy lat tak wiele do zaoferowania, że przychodzący do nas jak do źródła mogą odnaleźć życie, to rola kontemplatyków jest nie do przecenienia. Możemy poświęcić się w całości aktywności ewangelizacyjnej, idąc przez cmentarze tego świata w triumfalnym pochodzie zwycięstwa życia nad śmiercią, głosząc Zmartwychwstałego i przyciągając do Niego kolejne tysiące nawróconych. Za każdym razem jednak, gdy zapominamy, że tenże Zmartwychwstały przed swoją męką spędzał noce na modlitwie, tracimy w rzeczywistości grunt pod stopami. Nie da się triumfu życia skutecznie głosić ustami, w sercu pozostając zamkniętym na Życie.

Tomasz Merton w swojej książce „Modlitwa kontemplacyjna” stwierdził: „Według nauki Ojców monastycznych każda modlitwa, czytanie, medytacja i wszystkie czynności życia monastycznego są skierowane, nastawione na czystość serca, na bezwarunkowe i całkowicie pokorne poddanie się Bogu oraz całkowitą akceptację nas samych i naszej sytuacji jako wyrazu Jego woli. Oznacza to wyrzeczenie się wszystkich kłamliwych wyobrażeń o sobie, przesadnych ocen swoich zdolności, po to, aby być posłusznym woli Bożej, która przychodzi do nas w trudnych wymaganiach, stawianych nam przez życie w jego surowej prawdzie”. Praktyk – eremita, dla wielu mistrz, bezpretensjonalnie rozprawiając się z „kłamliwymi wyobrażeniami” o sobie, nie ograniczył się do indywidualnego wymiaru życia monastycznego. Napisał bowiem: „Chrześcijanin, nawet mnich czy eremita, nigdy nie jest wyizolowaną jednostką. Jest członkiem oddającej chwałę wspólnoty – Ludu Bożego. Alleluja jest zwycięską aklamacją Zmartwychwstałego Zbawiciela. Niemniej sam Lud Boży, nawet gdy oddaje chwałę Panu w Świątyni piękna zacienionej Obłokiem Jego obecności, ciągle jeszcze pielgrzymuje. Przyjmujemy Boga z radością jako członkowie wspólnoty, która otrzymała błogosławieństwo i zbawienie, a która teraz wędruje, aby spotkać Go, gdy przyjdzie w obiecanym przez siebie Adwencie”.

Ilekroć przechodzę obok zabudowań katowickiego Karmelu, odczuwam radość i podekscytowanie. Nie mam bowiem najmniejszych wątpliwości, że i w tej, i we wszystkich innych wspólnotach kontemplacyjnych bije serce Kościoła. A serce to bardzo ważny organ w ciele. Nie widać go, właściwie nie słychać. Można je czasem poczuć, jak miarowo odmierza kolejne sekundy życia. Kiedy przestanie odmierzać, ciało przestanie żyć. Bardziej wprost i w temacie kontemplacyjnych zakonów: jeśli serce przestanie odmierzać Mu czas, Ciało przestanie żyć. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ks. Adam Pawlaszczyk

Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, dyrektor Instytutu Gość Media.

Święcenia kapłańskie przyjął w 1998 r. W latach 1998-2005 pracował w duszpasterstwie parafialnym, po czym podjął posługę w Sądzie Metropolitalnym w Katowicach. W latach 2012-2014 był kanclerzem Kurii Metropolitalnej w Katowicach. Od 1 lutego 2014 r. pełnił funkcję oficjała Sądu Metropolitalnego. W 2010 r. obronił pracę doktorską na Wydziale Prawa Kanonicznego UKSW w Warszawie i uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych w zakresie prawa kanonicznego. Współpracował z Wydziałem Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego i Wydziałem Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej w Katowicach w ramach formacji duchownych i świeckich w zakresie kościelnego prawa małżeńskiego oraz teorii prawa kościelnego. Szczególnie zainteresowany literaturą i muzyką, autor poezji, tekstów pieśni religijnych, artykułów i felietonów, współpracował z TVP, Radiem Katowice i Radiem eM.

Więcej artykułów ks. Adama Pawlaszczyka