Nowy numer 42/2021 Archiwum

Odrodzenie dla Świętego Krzyża

Sanktuarium stare jak Polska odzyskuje blask.

Kasata

Na podstawie zachowanych i odsłoniętych fragmentów dawnych budowli klasztoru dałoby się dziś wykładać historię architektury. – W całym obiekcie można znaleźć wszystkie style architektoniczne – mówi o. Czepirski. – W pewnym miejscu widzimy kamienny mur i zwężającą się łukowato sklepioną wnękę, tworzącą część dawnego okna. – To jeden z najstarszych, romańskich fragmentów budowli – wyjaśnia zakonnik. W krużgankach pokazuje sklepienia gotyckie. Są oryginalne. Szczęśliwie przetrwały, ale nie wszędzie tak jest. Czasami powodem zniszczeń były pożary. Po jednym z największych, w XVIII wieku, kościół klasztorny został odbudowany w kształcie obecnym – neoklasycystycznym. Budowla wzniesiona w latach 1781–1789 dominuje wśród obiektów klasztoru. Jej jasne wnętrze zdobią wielkie obrazy autorstwa Franciszka Smuglewicza, cenionego w XVIII wieku malarza historycznego.

Kościół sanktuaryjny nigdy nie utracił swojej funkcji pomimo dramatycznych nieraz zmian przeznaczenia klasztoru. Najbardziej brzemienna w skutki była kasata klasztoru w 1819 roku. Nastąpiła ona wskutek zabiegów rosyjskiego zaborcy. Bezcenny księgozbiór, tworzony przez wieki przez mnichów pracowicie przepisujących dzieła w świętokrzyskim skryptorium, został rozproszony lub uległ zniszczeniu. Podobny los spotkał inne cenne rzeczy z wyposażenia klasztoru. Relikwie Drzewa Krzyża Świętego na krótko trafiły do kościoła parafialnego w Nowej Słupi. Mimo tak potężnych zawirowań ludzie dalej pielgrzymowali na Święty Krzyż. Przez pewien czas obsługiwało ich kilku benedyktynów, którym pozwolono tam zamieszkać, później duszpasterstwo prowadzili księża diecezjalni.

W 1882 roku większość obiektów klasztoru przekształcono na więzienie i w tej funkcji pozostały do II wojny światowej. Po zaatakowaniu Związku Radzieckiego w 1941 roku Niemcy przetrzymywali tam jeńców radzieckich. Był to dla nich w istocie obóz zagłady. Świadkiem straszliwych warunków, jakie Niemcy stworzyli tym ludziom, jest ostrzeżenie po rosyjsku i niemiecku, napisane na ścianie jednego z pomieszczeń: „Ludożerstwo będzie karane rozstrzelaniem”.

Na polanie poniżej klasztoru spoczywa od 6 do 8 tysięcy tych nieszczęśników. Tylu zmarło ich przez zaledwie rok funkcjonowania obozu. – Opiekę nad grobami sprawuje miasto Nowa Słupia. Ze strony rosyjskiej nigdy nie było troski o te groby, bo w świetle decyzji Stalina nie mieli prawa się poddać, są więc uznani za zdrajców – mówi rektor.

Przyroda ma się dobrze

Obecnie wewnątrz i na zewnątrz klasztoru trwają remonty. Dzięki staraniom oblatów obiekt odzyskuje blask. – Jest takie powiedzenie: benedyktyni góry, cystersi doliny, oblaci ruiny – śmieje się o. Krzysztof Czepirski. Bo istotnie znaczna część domów zakonnych Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej to dźwignięte z ruin dawne klasztory. Zakonnicy sprowadzili się na Święty Krzyż w 1936 roku. Do wybuchu wojny zdążyli już sporo odbudować, ale niemieckie bombardowanie zniweczyło ten trud.

Przeciwności pojawiały się stale. Po wojnie problemy robili oczywiście komuniści. – Władze PRL urządziły tu w 1950 roku Park Narodowy, co do tej pory utrudnia funkcjonowanie sanktuarium – zauważa o. Marian Puchała. Istotnie, nie wydaje się, żeby ówczesnym władzom specjalnie zależało na przyrodzie: 16 lat po ustanowieniu Parku Narodowego postawiły 250 metrów od klasztoru liczącą 157 metrów wieżę radiowo-telewizyjną. Do dziś dominuje ona nad sanktuarium, szpecąc otoczenie.

Misjonarze oblaci czynią starania o odzyskanie pozostałej części dawnego klasztoru, tej, która została odebrana po kasacie. Większość tych pomieszczeń jest nieużytkowana.

Ojciec przełożony wyjaśnia, że Park Narodowy – po zbudowaniu nowoczesnego muzeum w Nowej Słupi – jest gotowy odstąpić oblatom zajmowane dotąd pomieszczenia. A byłyby one bardzo potrzebne, bo obecnie nie można na Świętym Krzyżu ani urządzić konferencji z prawdziwego zdarzenia, ani przeprowadzić rekolekcji dla jakiejś grupy osób, ani kogoś zakwaterować. – Kościół zachował prawa własności, ale z powodu dziwnych manipulacji historycznych wciąż nie możemy obiektów tych odzyskać – dopowiada przełożony.

Utrapieniem są też „ekolodzy”, którzy wszczynają histerię, słysząc o próbach odzyskania obiektów i niewielkiego terenu zielonego (ok. 50 metrów kwadratowych). „Wynaleźli” na trawniku – otoczonym drogą powiatową – mnóstwo rzekomo unikatowych gatunków flory i fauny, co oczywiście ma zablokować próby odzyskania własności kościelnej.

Nie jest to błaha sprawa, bo tu chodzi o funkcjonowanie ważnego sanktuarium, którego znaczenie ponownie wzrasta w świadomości Polaków. Przyroda nie ucierpi na wzmocnieniu ludzkiej duchowości – a o to tu chodzi.

„Znowu kultura chrześcijańska zaczyna tu panować niepodzielnie” – powiedział kiedyś prymas kardynał Stefan Wyszyński, patrząc na tłum zgromadzony na błoniach poniżej klasztoru. Oby i te słowa stały się prorocze.•

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także