Nowy numer 47/2020 Archiwum

Erem w sercu lasu

Ksiądz Michał Dłutowski nie ma długiej brody, połatanego habitu i nie żywi się korzonkami. Ale ma mnóstwo czasu dla Stwórcy, którego szuka na odludziu, w wybudowanej przez siebie pustelni.

Ma 4 metry na 7 metrów, łącznie z kaplicą, kuchnią i sypialnią. Projekt – własny. Wykonanie – też, murarz pomagał jedynie w cięższych pracach. Ksiądz Michał osobiście tynkował ściany swojej pustelni. Wewnątrz wszystko jest z drewna. Na tabernakulum wyrzeźbił w brązie oblicze Chrystusa. Jesienią wokół eremu pojawiły się czereśnie, śliwy, jabłonie, borówki. Ale idzie wiosna, więc ks. Michał pomyśli o warzywach. Z kapłana urodzonego w tętniącej życiem Warszawie stara się zmienić w pustelnika, który szuka Boga w prostocie modlitwy i trudzie pracy. Nie chce uciekać od świata, ale znaleźć do niego odpowiedni dystans. Wie, że potrzeba gigantycznej modlitwy: za ojczyznę, dzieci, młodzież, rodziny, o pokój, o Kościół...

Nie schodzić do grobu

Długo szukał swojego miejsca. Przez 11 lat kapłaństwa ks. Dłutowski rozmyślał, do czego powołuje go Bóg, choć do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego św. Jana Chrzciciela wstąpił już po dojrzałym rozeznaniu. Miał za sobą liceum zawodowe i wyuczony zawód grawera złotnika. W kieszeni był też dyplom Akademii Sztuk Pięk nych i dobrze zapowiadająca się kariera rzeźbiarza. Jeszcze w czasie studiów wygrał konkurs na pomnik Jana Pawła II w Ożarowie Mazowieckim. Wtedy też działał w Duszpasterstwie Akademickim św. Anny, gdzie pomagał w organizacji pielgrzymek do miejsc kultu św. Faustyny. Sztuki uczył przez rok w Gimnazjum na Targówku, ale w 2003 r. upomniał się o niego Pan Bóg.

Przekraczając progi seminarium, podjął też studia na PWT z teologii duchowości. Święceń kapłańskich udzielił mu 5 lat później metropolita warszawski abp Kazimierz Nycz. Jego drugim miejscem posługi była parafia św. Józefa na Kole. Krzewiąc kult Bożego Miłosierdzia, także w kolejnych parafiach, publikował zeszyty poświęcone objawieniom św. s. Faustyny, inspirował powstawanie grup modlitewno-pokutnych „Misja św. Faustyny” i Domowych Ognisk Miłosierdzia. Pośród kapłańskich obowiązków z niemałym trudem znajdował jeszcze czas na rysowanie i malowanie, czego pokłosiem była m.in. wystawa grafik „Poszukiwanie Oblicza”. Tytuł zawierał w sobie coś więcej niż opis zawartości plansz z wizerunkami Chrystusa. 15 grafik tłumaczyć miały słowa Psalmu 143: „Nie ukrywaj przede mną swojego oblicza, bym się nie stał podobny do tych, którzy schodzą do grobu”.

„Inspiracją dla mnie był Jezus Chrystus, którego oblicza wciąż szukam. Jednocześnie do końca, tak jak bym pragnął, nie znajduję. Wiem, że tu, na ziemi, poznajemy tylko częściowo. To oblicze jest życiem i zbawieniem, Bogiem i człowiekiem, świętością oraz nieskończonością, a nade wszystko źródłem szczęścia w przerażającej pustce życia bez Boga” – mówił wtedy kapłan.

W tym czasie skończył doktorat z teologii duchowości na temat bł. Michała Sopoćki.

Na tropie eremitów

Jeszcze jako student ASP pielgrzymował z Jasnej Góry do Łagiewnik. Pod Krakowem, w Ojcowskim Parku Narodowym, zafascynowało go Grodzisko z pustelnią bł. Salomei Piastówny, zmarłej w 1268 r. dziewicy, która wyżej ceniła pokorne kroczenie drogą rad ewangelicznych niż zaszczyty świata. Michał Dłutowski odwiedził też erem św. Andrzeja Świerada w Tropiu nad Dunajcem koło Czchowa. Benedyktyna, jednego z pierwszych świętych polskich, który po ukończeniu 40 lat poprosił o zgodę na życie pustelnika. Myśl o radykalnej formie życia poświęconego jedynie Bogu towarzyszyła więc ks. Michałowi od pierwszych chwil kapłaństwa.

– Marzyłem o pustelni w górach i horyzoncie oddalonym o 40–50 kilometrów. Ostatecznie jednak wybrałem inne miejsce: w sercu Puszczy Białej kupiłem kawałek ziemi, częściowo zalesionej, i za zgodą ordynariusza we wrześniu ubiegłego roku rozpocząłem życie pustelnicze. Na razie to etap duchowego rozeznawania, ale muszę powiedzieć, że to odosobnienie już stało się bardzo bliskie mojemu sercu – mówi ks. Dłutowski.

Decyzja zbiegła się z kłopotami, które zmusiły go do wzięcia rocznego urlopu od katechezy, dla poratowania zdrowia. Na wsi ataki astmy stały się rzadsze, przestały dokuczać zatoki. Ale przede wszystkim ks. Michał ma więcej czasu na modlitwę. Dla kogoś, kto stale żył wśród przyjaciół, w swoistym zgiełku i pośpiechu, odejście na pustynię może być ożywcze, twórcze, tworzy przestrzeń dla głębszej refleksji. Także dla kapłana, który w duszpasterstwie doskonale się odnajdował. Z tego też powodu ks. Michał nie zamyka za sobą jeszcze drzwi. Czuje, że ta forma kapłańskiego życia go zmienia. Na lepsze. Miejsce wybrał nieprzypadkowe. 70 km od Warszawy, na skraju sosnowego lasu, wśród pól. Kilkaset metrów dalej 110 lat temu, według wielu naocznych świadków, miały miejsce prywatne objawienia maryjne. Zmarły niedawno bp Stanisław Stefanek, biskup łomżyński, ustanowił tu sanktuarium Matki Bożej Osuchowskiej z czczonym wizerunkiem.

Śladami Mistrza

Życie pustelnicze nie spotyka się jednak ze zrozumieniem wszystkich, choć to najstarsza forma życia poświęconego Bogu. Niektórzy myślą, że pustelnik żyje w odosobnieniu jak w więzieniu. Za karę albo za nie wiadomo jakie grzechy. Owszem, pokuta jest wpisana w pustelnicze życie. Ale pragnienie wejścia w kontemplację, bycia sam na sam z Bogiem jest czymś o niebo większym. Przecież sam Jezus przebywał na pustyni. Anachoretami (z gr. wycofać się, oddalić) byli prorok Eliasz, Jan Chrzciciel i św. Hieronim, który zdecydował się wyjść ze zgiełku, by w grotach betlejemskich przetłumaczyć Biblię na siedem języków. Życie pustelnicze rodziło się jako nowa forma męczeństwa w chwili, gdy chrześcijaństwo nie musiało już chronić się w katakumbach.

Na przełomie wieków III i IV wielu prostych ludzi, w proteście przeciwko zeświecczeniu chrześcijaństwa, udawało się na pustynię do Egiptu, by w ten sposób naśladować Mistrza. Stamtąd eremityzm wędrował w świat i stał się przyczynkiem dla powstawania pierwszych zakonów, również na ziemiach polskich, czego przykładem jest żywot św. Andrzeja Świerada, nauczyciela św. Benedykta, męczennika. Sławnymi pustelnikami byli Jan z Dukli, Szymon Słupnik i św. Brat Albert, którego pustelnię można obejrzeć na Kalatówkach. Po Soborze Watykańskim II wprowadzono instytucję pustelnika do Kodeksu prawa kanonicznego, nadając tej formie życia status życia konsekrowanego.

Kodeks przewiduje, że „za pustelnika [uznaje się] osobę poświęconą Bogu w życiu konsekrowanym, jeśli poprzez ślub albo inne święte więzy zobowiązuje się publicznie wobec biskupa diecezjalnego do praktykowania trzech rad ewangelicznych i pod jego kierownictwem zachowuje właściwy tryb życia”, czyli „przez surowsze odsunięcie się od świata, milczenie odosobnienia, gorliwą modlitwą i pokutą poświęcają swoje życie na chwałę Boga i zbawienie świata”. Pustelnik winien mieć własną regułę życia, czyli statut osobowy przez siebie napisany oraz zaaprobowany i pobłogosławiony przez biskupa diecezjalnego. Paradoksalnie łatwiej zostać pustelnikiem osobie świeckiej lub zakonnikowi. Widzialnym znakiem konsekracji pustelnika jest zatwierdzony przez biskupa w jego diecezji odpowiedni strój pustelniczy, za nazwiskiem może on używać skrótu OVE (ordo vitae eremiticae).

– Decyzja, aby podjąć życie pustelnicze, łączy się z pragnieniem towarzyszenia Jezusowi. Momentem mojej szczególnej uwagi oraz adoracji i naśladowania jest modlitwa Zbawiciela do Boga Ojca, co czynił Jezus podczas pobytu na pustkowiu lub w górach. Pustelnik jest też tą osobą, która szczególnie chce być z Jezusem w chwilach Jego męki. Ma czas i powołanie do tego, aby wnikliwie i dogłębnie rozważać każdy szczegół cierpień Syna Bożego i wynagradzać to, że został zdradzony, odrzucony oraz umęczony i zabity – podkreśla ks. Michał Dłutowski.

Usłyszeć Boga sercem

Swój charyzmat konsekrowany pustelnik realizuje, praktykując trzy rady ewangeliczne, żyjąc samotnie w nieustannej modlitwie i pokucie. Może też udzielać duchowych porad proszącym o nie, a kapłan – udzielać sakramentów. Zobowiązany jest zapewnić sobie mieszkanie w pustelni, zabezpieczyć środki utrzymania poprzez własną pracę. Księdzu Michałowi przyda się rzeźbiarski talent. Właśnie skończył figurkę uśmiechniętej Matki Bożej Leśniowskiej Opiekunki Rodzin, teraz kształty uzyskuje półmetrowa rzeźba Chrystusa Frasobliwego. Modele powstają z plasteliny lub gliny, następnie odlewane są w utwardzonym gipsie lub betonie. Marzy mu się zamówienie na rzeźby w większej skali.

– Nie uciekam przed światem, ale chcę pójść za ewangelicznym skarbem, największą perłą, dla której warto wszystko oddać. Samotność może stać się drogą do odkrycia samotności Jezusa na krzyżu. Czy to się uda? Bóg raczy wiedzieć. Ale mam nadzieję, że w Osuchowej usłyszę Go wyraźniej, sercem... •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama