GN 14/2020 Archiwum

Bank wszystkich banków

O zadaniach NBP i wpływie jego działalności na gospodarkę mówi dr Piotr Szpunar, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP.

Maciej Kalbarczyk: NBP w przeciwieństwie do innych banków nie gromadzi oszczędności, nie udziela kredytów, nie prowadzi kont indywidualnych. Czym się zatem zajmuje?

Piotr Szpunar: Zgodnie z konstytucją Narodowy Bank Polski jest centralnym bankiem państwa. Odgrywa w naszym systemie gospodarczym i finansowym szczególną rolę, jest także elementem szeroko rozumianej administracji publicznej. Prowadzimy rachunki bankowe rządu i centralnych instytucji państwowych, realizujemy także ich zlecenia płatnicze. Jesteśmy również bankiem banków. To oznacza, że wypełniamy analogiczną funkcję dla banków, którą te pełnią dla swoich klientów: obsługują płatności, wystawiają karty płatnicze itd. My rozliczamy transakcje, które banki prowadzą między sobą. Ponadto gromadzimy rezerwy dewizowe, zajmujemy się emisją pieniądza gotówkowego, podejmujemy także działania na rzecz stabilności krajowego systemu finansowego.

NBP dba również o utrzymanie stabilnego poziomu cen. Co to oznacza w praktyce?

Chodzi tutaj o siłę nabywczą pieniądza. Obywatele muszą mieć pewność, że za określoną ilość złotych są i będą w stanie nabyć podobną ilość dóbr i usług dziś i w przyszłości. Realizujemy ten cel w ramach polityki pieniężnej, która jest prowadzona w reżimie tzw. celu inflacyjnego. Warto przy tym podkreślić, że utrzymanie absolutnie stabilnego poziomu cen nie jest możliwe. Ceny rosną lub maleją, w zależności od zmiany jakości dóbr, cyklu koniunkturalnego i wielu innych czynników. Dlatego ich stabilizowanie wiąże się z utrzymywaniem inflacji na niskim, ale dodatnim poziomie. Naszym średniookresowym celem jest inflacja cen konsumenta na poziomie 2,5 procent. Zmiany cen dóbr są nieuniknione, mogą je spowodować np. drożejące surowce energetyczne. Kiedy paliwo idzie w górę, chcąc utrzymać bezwzględnie stabilny poziom cen, musielibyśmy wywołać spadek cen innych dóbr, a to byłoby bardzo kosztowne. Jest to jeden z ważnych powodów, dla których utrzymywanie niewielkiej inflacji jest pożądane.

W jaki sposób NBP kontroluje poziom inflacji?

Staramy się wpływać na dynamikę popytu w gospodarce. Robimy to przede wszystkim, regulując poziom stóp procentowych. Dostosowując stopy NBP do oczekiwanej inflacji, NBP wpływa na decyzje podmiotów gospodarczych dotyczące konsumowania i inwestowania. Wyższe stopy zwiększają skłonność do oszczędzania i ograniczenia bieżących wydatków, czego efektem jest mniejsza dynamika popytu i mniejsza presja na wzrost cen. I odwrotnie: kiedy gospodarka rozwija się słabiej, a inflacja spada, wówczas NBP z reguły obniża stopy procentowe, zwiększając skłonność firm i obywateli do inwestowania i konsumowania, czym stymulujemy popyt i ceny. Głównym instrumentem, którego używamy, jest stopa referencyjna NBP, która w tej chwili wynosi 1,5 procent.

NBP ma wyłączne prawo do emisji pieniędzy w Polsce. Skąd wie, ile nowej gotówki potrzeba?

System bankowy opiera się na kredytach i depozytach. Kiedy bank komercyjny udziela kredytu, otwiera klientowi osobny rachunek i zapisuje, ile jest on instytucji winien. Na tym koncie muszą znaleźć się pieniądze, które kredytobiorca będzie mógł wypłacić. Z kolei kiedy klient składa w banku depozyt, jego część chce później otrzymać w formie gotówki, której potrzebuje do realizowania płatności. Zadaniem NBP jest wydanie bankom odpowiedniej ilości gotówki po to, aby mogły one spełnić oczekiwania swoich klientów. Zanim pieniądz gotówkowy zostanie wprowadzony do obiegu, musi zatem zostać wykreowany przez banki. To właśnie od nich otrzymujemy informację o tym, ile gotówki potrzeba. Poza tym wiemy, ile do tej pory klienci wypłacali. Przewidujemy też wzrost podaży pieniądza, wynikający z zaciągniętych kredytów. Istotna jest dla nas także informacja o bilansie płatniczym: jeżeli polski eksporter sprzeda coś za granicę i dostanie obce waluty, to sprzeda je do banku i znowu będzie chciał otrzymać złote, potrzebne mu do spłaty własnych zobowiązań, pokrycia kosztów działania etc. W tej chwili, nie licząc kas bankowych, w obiegu jest ok. 190 mld zł w postaci pieniądza gotówkowego. To kilkanaście procent tzw. szerokiego pieniądza, a więc całego obiegu pieniężnego. Jak każdy bank centralny mamy pewien zapas gotówki, a w razie uzasadnionej potrzeby możemy ją „wyprodukować”. To nasze zobowiązanie, z którego zawsze będziemy w stanie się wywiązać. W przeciwieństwie do innych banków nie możemy bowiem upaść, bo takie są regulacje prawne, niezbędne dla stabilności naszego systemu pieniężnego.

Co dzieje się z banknotami i monetami wycofanymi z obiegu?

Są niszczone w ramach odpowiednich procedur. Banki komercyjne wymieniają je u nas na nowe. W zamian za przekazane nam zniszczone banknoty zapisujemy im odpowiednią kwotę na rachunku. Jeżeli chcą z powrotem gotówkę, mogą ją kupić za te środki. Tak samo postępujemy w przypadku pieniędzy zwracanych nam przez zwykłych obywateli. Jeżeli ktoś ma zniszczony banknot, ale nie do tego stopnia, że jest nieidentyfikowalny, dostaje od NBP ekwiwalent, czyli nowy banknot o tej samej wartości.

W mediach słyszymy informacje o umacnianiu się lub osłabianiu złotego. W jaki sposób to zjawisko wpływa na gospodarkę?

Jest kilka kanałów oddziaływania zmian kursów walutowych na gospodarkę, w tym na inflację. Pierwszym z nich jest wpływ zmian kursu na handel zagraniczny. Słabszy złoty zwiększa opłacalność eksportu, a silniejszy importu. Sprzedając na rynku zagranicznym, eksporter jest zwykle biorcą tamtejszych cen w walucie obcej. Niezależnie od kursu za taką samą kwotę, na przykład 100 dolarów, sprzeda dany produkt, ale koszty przynajmniej w części poniesie jednak w walucie krajowej, m.in. wypłacając pensje swoim pracownikom. Jeżeli złoty się osłabi, to dostanie za te 100 dolarów więcej złotych. Odwrotna sytuacja ma miejsce u importerów: jeśli złoty się osłabia, muszą zapłacić za importowane dobro więcej w polskiej walucie. Poprzez kanał handlu zagranicznego kurs istotnie wpływa na popyt krajowy. Jeżeli jesteśmy w stanie więcej zarobić w naszej walucie na eksporcie, wówczas przedsiębiorcy mają większe pole manewru do inwestowania lub wypłaty większych dywidend. Mogą je przeznaczyć na zakup dóbr i usług na rynku krajowym lub zagranicznym. Drugi kanał oddziaływania to ceny importowanych produktów. Kiedy złoty się osłabia, musimy zapłacić więcej np. za baryłkę ropy, której cena jest wyrażona w dolarach. Siłą rzeczy zapłacimy wtedy także wyższą sumę za paliwo. Na szczęście wpływ zmian kursu walutowego na inflację w Polsce jest ograniczony. Doświadczamy go przede wszystkim na stacjach benzynowych.

Jak wahania kursów walutowych wpływają na funkcjonowanie zwykłego gospodarstwa domowego?

Wahania kursów mają niewielkie znaczenie dla większości obywateli. Kurs walutowy jest istotny, gdy ktoś ma np. kredyt walutowy. Wówczas wysokość jego raty zależy od wahań kursowych, o czym wielokrotnie przekonali się kredytobiorcy. Jeżeli gospodarstwo domowe nie jest zadłużone w obcej walucie, zmiany kursowe mają obecnie bardzo mały wpływ na jego sytuację. Wahania kursowe są obecnie zbyt małe, aby wpłynąć np. na rynek pracy. Przeciętny Kowalski może je odczuć jedynie podczas zagranicznego urlopu, kiedy zakup obcej waluty jest konieczny.

Czy NBP może jakoś kontrolować wartość waluty?

Może, ale tego nie robi. Historia pokazuje, że prędzej czy później reżimy oparte na sztywnym kursie walutowym wpadały w problemy, wiele z nich nie zdołało się utrzymać, a co więcej, nie były one gwarancją stabilnego poziomu cen. Dlatego we współczesnych gospodarkach większość banków centralnych nie utrzymuje sztywnego kursu walutowego wobec innych walut. Generalnie można wyróżnić dwie główne strategie prowadzenia polityki pieniężnej: albo kontrolujemy poziom stóp procentowych, czyli cenę pieniądza na rynku krajowym, albo kontrolujemy kurs. W Polsce w latach 90. prowadzono politykę, którą można nazwać eklektyczną. Określono pewne ramy reżimu kursowego – złoty mógł się wahać, ale w ograniczonym zakresie. Jednocześnie NBP prowadził politykę stóp procentowych. Do pewnego momentu to rozwiązanie się sprawdzało, ale u progu XXI w. konieczny okazał się wybór jednej drogi. Padło na stopy procentowe, bo jesteśmy w stanie emitować dowolną ilość waluty krajowej, zapobiegając w ten sposób jej zbyt dużemu wzmocnieniu. Przeciwdziałanie osłabieniu złotego wymagałoby sprzedaży innych walut, których nie „drukujemy”. Nasze rezerwy mogłyby okazać się zbyt małe, aby prowadzić taką politykę.

NBP właśnie wydał banknot upamiętniający 300. rocznicę koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. Czy można nim normalnie płacić np. w sklepie?

Oczywiście, podobnie jak monetami. Należy jednak pamiętać, że podczas płatności będzie się liczyć tylko wartość nominalna, a nie kolekcjonerska, która zazwyczaj jest dużo wyższa. Wyjątkiem były okolicznościowe dwuzłotówki, a teraz – pięciozłotówki, które zamieniamy w cenie jeden do jednego. Stanowią one swego rodzaju ozdobnik złotego, który – pamiętajmy – jest jedynym prawnym środkiem płatniczym w Polsce. Gwarantem tego stanu rzeczy jest NBP, który umożliwia naszemu państwu prowadzenie suwerennej polityki pieniężnej. Gdybyśmy wprowadzili euro, stracilibyśmy tę możliwość, ale to temat na osobną rozmowę.•

Więcej o ekonomii na stronie www.nbp.pl. Zainteresowała cię treść artykułu? Podziel się z najbliższymi! Zaproś ich do odwiedzenia strony www.gosc.pl/Domowe_finanse, gdzie zamieszczamy kolejne odcinki cyklu „Domowe finanse”.

Uwaga, konkurs!

Przeczytaj uważnie tekst z cyklu „Domowe finanse”, rozwiąż krzyżówkę, znajdującą się na ostatniej stronie dodatku telewizyjnego, i odczytaj hasło utworzone z ponumerowanych liter. Nagrody czekają!

Wygraj nagrody!

Atrakcyjne nagrody czekają na uczestników zabawy dostępnej na internetowej stronie cyklu „Domowe finanse”. Wystarczy wejść na: {body:BBB}www.gosc.pl/Domowe_finanse {/body:BBB} i rozwiązać quiz lub wypełnić ankietę dotyczącą treści artykułu z cyklu „Domowe finanse”. Wśród uczestników zabawy zostaną rozlosowane nagrody.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
Poprzednie cykle edukacyjne