Nowy numer 50/2018 Archiwum

A to niespodzianka!

O spełnianiu marzeń, prawie do szczęścia i pokoleniu, które panicznie boi się ciszy, z Klaudią Grabek, wokalistką stronyB rozmawia Marcin Jakimowicz


 

StronaB przed kilku laty wyrosła jak spod ziemi. Skąd się wzięliście? Kto was „wytrzasnął”? 

Ksiądz Sławomir Arseniuk. Spędził u nas w parafii sześć lat, przez które skutecznie przetrącał nam nasze kręgosłupy moralne, duchowe, muzyczne. Podarował nam konkretną alternatywę. Stworzył szansę rozwoju. Pakował w nas kasę, czas, nerwy, swój talent. Ale wydaje mi się, że to była pomoc doraźna. Chyba sam się nie spodziewał, co z nas wyrośnie. (śmiech)
 

Od początku mu zaufaliście? Byliście jakoś związani z Kościołem?

To był długi i niejednorodny proces. Nie byliśmy jedynymi dzieciakami w parafii, które przyczepiły się do wikariusza, więc nie można było mówić o przyjaźni. Przez lata ta relacja budowała się i trwa do dziś. A z Kościołem związana jest większość społeczeństwa. I co z tego? Arsen znalazł sposób na młodych w parafii. Wabikiem jest muzyka. Na nas to podziałało. (śmiech)
 

Dlatego jesteście głosem akcji „Grajmy! Chrześcijańskie granie”, czyli apelu do księży: pomóżcie młodym, stwórzcie dla nich salki muzyczne? To naprawdę tak ważne? Nie można pograć w garażu?

Można. Ciężko jednak z niego wyjść. Nie każdy dzieciak ma skąd wytrzasnąć kasę na sprzęt, autokar, warsztaty. Nie każdy ma zapędy menedżerskie. Ważna jest osoba, która po prostu będzie ogarniać to całe mnóstwo różnych spraw. My mieliśmy to szczęście, że znalazł się ktoś, kto dba, przejmuje się, komu zależy.
 

Opowiadasz ze sceny między piosenkami o spotkaniu żywego Boga? Musisz wtedy przełamać wstyd?

Najczęściej gramy w takich miejscach, gdzie się tego oczekuje. To nie akt odwagi, mówić o Bogu na spotkaniach młodych czy rekolekcjach. Nie jestem bohaterką. Poza tym staram się dużo nie gadać. Najczęściej młodzi po dwóch dniach konferencji, rozważania Pisma potrzebują po prostu się wyskakać, a dużo treści jest przecież w tekstach samych piosenek.
 

Jest słowo, które przeraża młodych bardziej niż hasło „kredyt”. To „cisza”. Pokolenie ze słuchawkami na uszach panicznie boi się tego, że w pewnym momencie rozładuje się bateria i nastąpi paraliżująca cisza. Ty się nie boisz? Śpiewasz: „w ciszy słychać, jaka jestem mała, grzeszna, brudna, goła”.

Boję się. Panicznie. Zasypiam w ciszy, w drodze rzadko kiedy słucham muzyki, ale śpiewam non stop. Jeśli nie na głos, to w głowie. To jest chyba nawet gorsze od telefonu czy mp3. Bo bateria nie siada…

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji