GN 19/2022 Archiwum

Ta, co była u Lisa

Położna była zdziwiona, że w XXI w. ktoś decyduje się urodzić dziecko z zespołem Downa.

„Dziwacy”

Wojtek chodzi do przedszkola integracyjnego. Jego zdrowi koledzy i koleżanki zostają do 16.00, on do 13.00, bo państwo polskie nie ma pieniędzy, żeby zapłacić pedagogowi specjalnemu za dodatkowe 3 godziny. Po południu opiekuje się nim mama, wieczorem przychodzi tata. Wojtek ma z tatą wiele spraw do załatwienia; po przeprowadzce do dużego mieszkania trzeba popracować nad przedpokojem. Więc Wojtek odprowadza mamę do kuchni, bo kobiety nie znają się na malowaniu ścian ani tym bardziej na murarce. Co innego Wojtek z tatą. – Państwo nie pomaga, no bo przecież na własną odpowiedzialność podjęliśmy decyzję o tym, że będziemy wychowywać chore dziecko. A mogliśmy zdecydować się na „zabieg”, skorzystać z łaskawości prawa. Taka logika nie pomaga kobietom, które stoją przed wyborem: usunąć czy urodzić – podkreśla Kaja. – Przykre też jest to, że w przedszkolach jest coraz mniej dzieci z zespołem Downa. Za chwilę rodziców, którzy zdecydują się na ich urodzenie, świat będzie traktował jak dziwaków. Kilka miesięcy temu urodziła się Róża. – Od początku była traktowana jak dziecko, któremu trzeba zorganizować „egzamin ze zdrowia”. Lekarka prowadząca nie poparła mojej decyzji o niewykonywaniu testów prenatalnych. Nie chciałam, bo one nie są bezpieczne, a tym razem nie odczuwałam tak silnego stresu na myśl o chorym dziecku. Potem trafiłam do innego ginekologa. Pani doktor zamiast zająć się problemem, z którym przyszłam, zrobiła mi awanturę, że nie robię badań genetycznych płodu i zachowuję się nieodpowiedzialnie. Wyszłam w połowie wizyty. Potem się dowiedziałam, że ta pani jest podwładną dr. Dębskiego w Szpitalu Bielańskim, gdzie zabija się dzieci z zespołem Downa – mówi Kaja. Róża jest zdrowa. Jej brat ślęczy teraz nad kołyską, dopóki siostra nie zaśnie. Takie obowiązki starszego rodzeństwa.

Kobieta aktywna

Kaja komentuje na blogu. Nie boi się wbijać szpilek nawet w prezydenta: „Bronisław Komorowski lubi przedstawiać się jako osoba, której szczególnie bliskie są wartości rodzinne i chrześcijańskie. Mąż jednej żony, ojciec pięciorga dzieci, ceniący tradycję i praktykujący katolik (...) wypowiadał się jednak przeciwko polepszaniu ochrony życia dzieci poczętych i zachwalał obowiązujący obecnie »kompromis«. Na mocy tego kompromisu w 2011 roku w polskich szpitalach w majestacie prawa 620 dzieci straciło życie z powodu wykrycia lub tylko podejrzenia ich o chorobę”. Kaja działa. Napisała list do ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina: „Często spotyka się wypowiedzi, również z Pana ust, że dopuszczalność aborcji dzieci podejrzanych o poważną chorobę albo wady genetyczne to dobry kompromis (…). Dosyć wcześnie dowiedziałam się o niebezpieczeństwie wady genetycznej u mojego dziecka, a późniejsze badania tę diagnozę potwierdziły. To nie były łatwe chwile. Przepisy, które wydają się Panu humanitarne i korzystne dla rodziców, bynajmniej mi wówczas nie pomogły. Owe humanitarne przepisy sprowadzają się w takiej chwili do oferty: możesz zabić swoje dziecko i nie mieć z nim kłopotów w przyszłości”. Kaja przekonuje społeczeństwo. Była w telewizji, między innymi w programie „Tomasz Lis na żywo”. Dzisiaj wielu mówi „To ta, co była w programie u Lisa”. Tłumaczyła przed kamerami, że jej decyzja o urodzeniu dziecka z zespołem Downa nie była heroiczna, tylko taka, jaką powinien podjąć człowiek. I prosiła, żeby nikt jej nie nazywał nieszczęśliwą matką, bo ona jest szczęśliwa. Prosiła również, żeby nie przedstawiać rodziców dzieci niepełnosprawnych jako tych, którzy chcą zgody państwa na uśmiercanie chorych w okresie prenatalnym. Bo ona jako matka wcale tego nie chciała. Poszła w marcu do gabinetu Ewy Kopacz prosić o życie dla nienarodzonych. Marszałek miała powiedzieć, że najważniejsze, by kobiety podejmowały dobre decyzje, ale nie umiała odpowiedzieć, czy zabicie dziecka jest dobrą decyzją. Na ręce Ewy Kopacz złożyła wniosek o rejestrację Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej. Tym samym rozpoczęła się „akcja ustawowa Stop Aborcji”. Jej celem jest zbiórka podpisów pod projektem ustawy, który zakazuje zabijania chorych-nienarodzonych. Potrzeba 100 tys. podpisów, aby projekt trafił pod głosowanie. Organizatorzy liczą na milion. Boją się, czy zdołają przemówić do sumień posłów. – Zdaję sobie sprawę, że mogą zagłosować przeciwko życiu, ale to nie znaczy, że mogę spokojnie siedzieć w domu – mówi Kaja.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama