GN 32/2018 Archiwum
  • Radek
    10.08.2018 08:00
    No i właśnie zrozumiałem dlaczego dobrze, że partia wyznająca z grubsza katolickie poglądy przejmuje SĄDY.
    doceń 10
    • GOŚĆ
      10.08.2018 13:31
      Nie mówimy o "małżeństwie od pierwszego wejrzenia" i, jeśli coś komuś nie pasuje, to zawsze może przerwać na etapie poznawania się. Każde otworzenie się na drugiego człowieka, niesie ze sobą ryzyko cierpienia.
      Jeśli obie strony nie są fanatyczne, to uważam, że tak, to może zadziałać, ale najpierw, jak to często w życiu, trzeba zaryzykować.
      Nie wyobrażam sobie czegoś takiego, żeby, będąc zaciekawiona osobą, zrezygnowała z próby jej poznania z racji światopoglądowych i nie żałuję, choć czasami nie wychodzi z tego nawet koleżeństwo. Może po prostu jestem zbyt ciekawska.
      doceń 0
  • Gość
    10.08.2018 08:28
    Czyli sady maja nie orzekac zgodnie z prawem, ale zgodnie z wytycznymi partii? W kraju bezprawia nikomu nie zyje sie dobrze.
    • gość
      10.08.2018 09:44
      Mają orzekać zgodnie ze ZDROWYM ROZSĄDKIEM. A ten stoi wyżej niż prawo.
      doceń 13
      • Dremor
        10.08.2018 11:10
        Kiedyś ten "zdrowy rozsądek" nazywano "sprawiedliwością ludową", albo "dziejową". Przypomina to czasy słusznie minione.
        doceń 8
        0
      • Bogdan
        10.08.2018 19:02
        @Dremor "zdrowy rozsądek" to zdrowy rozsądek.
        To, że ktoś kota nazywał psem to nie oznacza, że ten kot był psem, tylko, że ten, który go tak nazywa nie wiedział czym jest kot :)
        @gość 10.08.2018 09:44 rozumiem napisał o "zdrowym rozsądku" jako o zdrowym rozsądku, i o niczym innym. Więc nie rozumiem dlaczego wspomniałeś o tych "czasach słusznie minionych"?
        doceń 9
        0
      • Dremor
        10.08.2018 19:46
        Napisałem tak, ponieważ uważam, że sąd ma się kierować wyłącznie PRAWEM, które w przypadku procesu sądowego jest najwyższą wartością. Sąd nie ma się kierować "zdrowym rozsądkiem", czy czymkolwiek innym.

        Odwołałem się do czasów minionych, ponieważ tam kierowano się dokładnie tą samą zasadą - nie jest ważne prawo, tylko "sprawiedliwość dziejowa", która stoi wyżej, niż prawo.

        Jeśli chodzi o zdrowy rozsądek, to nie jest rolą władzy sądowniczej wchodzenie na te obszary, od tego, by prawo było zgodne ze zdrowym rozsądkiem jest władza ustawodawcza.
        doceń 2
        0
      • Bogdan
        10.08.2018 20:16
        Teraz myślę, że Cię zrozumiałem, choć uważam, że się mylisz i to w bardzo fundamentalnych sprawach.

        Gdybyś miał rację, to zbrodniarze wojenni sądzeni w Norymberdze zostaliby uniewinnieni, gdyż działali zgodnie z obowiązującym w Niemczech prawem.

        Pamiętaj też, że dla każdego człowieka (bez znaczenia kim jest: sprzątaczką, naukowcem, księdzem czy sędzią) istnieje jedna najwyższa wartość - jest nią DOBRO. Prawo oczywiście jest istotną wartością, ale nie najwyższą, nawet jeśli chodzi o sam proces sądowy.
        doceń 7
        0
      • Gabe
        10.08.2018 22:05
        Bogdanie, mylisz się, zbrodniarze w Norymberdze byli sądzeni na podstawie obowiązującego prawa. Zarzuty dotyczyły złamania prawa partykularnego obowiązującego na terenie danego terytorium oraz złamania konwencji i traktatów, których Rzesza była sygnatariuszem. Mówiąc prościej, prawo polskie przewidywało karę śmierci za zabicie Żyda, czy Polaka na terenie Polski. Nie miało znaczenia narzucanie prawa niemieckiego na okupowane tereny, bo Niemcy nie mogły tego zrobić w świetle konwencji, które podpisały. Z drugiej strony, nikt nie sądził nikogo za zbrodnie popełnione na terenie Niemiec, gdzie prawo pozwalało na inne zachowania, niż np. w Polsce. Proces norymberski postawił właśnie na prymat prawa. Gdyby pójść za zdrowym rozsądkiem, to by nikt nie robił trybunałów, tylko zwyczajnie by rozstrzelano zbrodniarzy, z resztą tak radził Churchill.
        doceń 0
        0
      • Bogdan
        11.08.2018 09:10
        @Gabe, co to znaczy "obowiązujące prawo" - kiedy, gdzie i kogo?

        Niemcy byli sądzeni m.in. za czyny, których dopuszczali się na terenie okupowanej Polski, czyli zgodnie z perspektywą niemiecką z tamtego okresu, byli niesprawiedliwie sądzeni za czyny, których dokonali na "terenie Niemiec", i w konsekwencji za czyny, które były zgodne z obowiązującym wtedy ich prawem.

        Natomiast zasady i prawa wg, których sądzono w Norymberdze (perspektywa aliantów) ustalono w oparciu o kompromis po negocjacjach, dopiero w Londynie w 1945 r.
        Cytuję za Wikipedią: "[...] Pomimo początkowej rozbieżności zdań, ustalono, że przedmiotem procesu będą naruszenia aktów prawa międzynarodowego [...]"

        Czyli jak widzisz prawa, które czynią ludzie nie są doskonałe, nie są jednoznaczne, często zmieniają się a nawet są ze sobą sprzeczne, a i zdarza się również, że nie mają wiele wspólnego ze sprawiedliwością.

        Powtórzę to co napisałem wyżej - DOBRO jest wyższą wartością i nim przede wszystkim należy się kierować.
        doceń 0
        0
      • Jarek
        11.08.2018 09:12
        @Gabe, za zabijanie i prześladowanie Żydów na terenie Niemiec (III Rzeszy) ścigał po wojnie np. Izrael.
        doceń 0
        0
      • gabe
        11.08.2018 14:27
        W świetle prawa międzynarodowego tereny Polski nie były "częścią Niemiec", gdyż zostały zajęte wbrew prawu międzynarodowemu i traktatom, których Niemcy byli sygnatariuszem. Powodowało to nieważność prawa niemieckiego na terenach bezprawnie okupowanych.
        To o czym mówisz, to linia obrony, którą przyjęli obrońcy hitlerowców, którzy chcieli wykazać, że nie można ich sądzić za zbrodnie, bo były one usankcjonowane prawnie. Jednak ustanawianie prawa w oparciu o bezprawie (jakim był np. atak na Polskę) nie zaciąga skutków prawnych, w związku z tym należy przestępcę sądzić na podstawie prawa partykularnego danego terenu.

        Norymberdze można zarzucić wiele, choćby to, że nie sądzono Mołotowa, ani zbrodni katyńskiej, albo że niektóre wyroki były nieproporcjonalne do przewinień, ale mimo wszystko obowiązywała zasada, że prawo stoi ponad pojęciem dobra, które oczywiście powinno być wpisane w prawo, ale nie może stanowić normy samej w sobie ze względu na jego subiektywność (dla jednego dobrem jest zabicie Żyda, dla innego dobrem jest jego ocalenie).
        doceń 0
        0
    • Mariusz
      10.08.2018 14:10
      Bezprawie już było - PO PSL - te rządy o nic nie dbały, państwo w teorii.
      doceń 0
  • NICK
    10.08.2018 08:45
    Rada Miasta Gdańska zdominowana przez PO promuje ideologię gender. Miejmy nadzieję że ci ludzie nie powrócą do władzy na poziomie krajowym, bo takie pomysły mieli byśmy odgórnie dla wszystkich. A Gdańsk? Cóż.... ma to co sobie wybrał. Współczuję.
    doceń 20
  • reda
    10.08.2018 10:14
    "Co to jednak oznacza w praktyce? Wprowadzenie seksedukacji dla dzieci w wieku przedszkolnym, opartej na wytycznych WHO, zachęcającej m.in. do instruowania maluchów w kwestii masturbacji" - donosi gazeta.
    • Dremor
      10.08.2018 11:07
      Przeciętna osoba czytając coś takiego pomyśli sobie, że złe WHO chce uczyć w przedszkolach dzieci jak się masturbować. Tymczasem jest to nieprawda, instrukcje WHO wskazują jedynie na naturalne zjawisko "masturbacji dziecięcej", która jest jednym z elementów rozwoju dziecka (przysłowiowy "czterolatek bawiący się ptaszkiem"). Wytyczne polegają na sposobach radzenia sobie z tym zjawiskiem, np. uczą, by rodzic, czy opiekun przedszkolny gdy to zauważy nie reagował paniką, złością, czy biciem, tylko np. spróbował odwrócić uwagę dziecka, albo zajął go czymś innym. Instrukcje "dla maluchów" polegają na tym, by mówić im, że pewnych rzeczy nie wypada robić np. przy gościach, ale dotykanie genitaliów gdy się siusia jest ok. Chodziło o to, by uniknąć sytuacji, gdy dziecku wmawiano, że pewne części ciała są "grzeszne", "brudne", "zakazane", a potem dzieciak sika w majtki, bo nie chce dotknąć siusiaka w toalecie, by nie popełnić zła.
      • Robert
        10.08.2018 13:12
        DREMOR kłamiesz w żywe oczy i czarne zamieniasz w białe. WHO jest tu naprawdę złe. Proszę, żeby każdy znalazł sobie w sieci oficjalne dokumenty WHO odnośnie standardów edukacji seksualnej. Ja tego nie będę dołączał. Ale to makabra. Efektem działania takiej "edukacji" jest seksualna deprawacja dzieci. A polega ona na przedwczesnym rozbudzeniu pod kątem seksualnym. A także otwarciu na wszelkie deprawacje typu homo, bi-seksualizm itp.. To z kolei odbywa się pod płaszczykiem głoszenia idei równości. Jak czytam Twoje wpisy DREMOR to przychodzi mi do głowy fragment pewnej piosenki, który (obym się mylił) opisuje Twoją postawę ".. jestem diabłem co się zowie i z wiedźmami jestem w zmowie...".
        doceń 12
        0
      • Dremor
        10.08.2018 13:43
        Tak się składa, że doskonale znam wspomniany dokument. Nie ma tam mowy o "przedwczesnym rozbudzaniu" dzieci. Poszczególne tematy podzielone są na kategorie dostosowane do wieku. O pierwszych doświadczeniach seksualnych dokument mówi w tematach dla grupy wiekowej 9-12, czyli w okresie dojrzewania. W czasach gdy ośmiolatki oglądają twardą pornografię ciężko mówić, że wiek 9-12 to "przedwczesne rozbudzanie". Także trudno nazwać tematy mówiące o orientacjach "otwarciem na deprawacje". Homoseksualizm istnieje, to, że będziesz chciał zamknąć oczy dziecku i trzymać je pod kloszem w obawie, że się dowie o istnieniu czegoś takiego wcale nie sprawi, że to zjawisko zniknie. Dokument unika wartościowania, nie uczy, że homoseksualizm jest dobry, albo zły, po prostu informuje, że istnieje.

        Wytyczne WHO są krokiem na pewno lepszym, niż obecna fikcja polegająca na tym, że szkoła uczy piętnastolatków "wychowania do życia w rodzinie", rodzice udają, że dzieci do 20 roku życia nie znają nawet słowa "seks", a dorastająca młodzież wiedzę czerpie z internetu, pornografii i zmyślonych opowieści starszych kolegów "ile to on panien zaliczył".

        Dokument może budzić sprzeciw tylko wśród osób, które zwyczajnie nie chcą problemu dostrzegać i chcą udawać, że dzieci są czyste jak płatki róż, a o seksie to dowiadują się na ślubnym kobiercu.
        doceń 7
        0
      • Robert
        10.08.2018 13:51
        A jednak zacytuję fragment oficjalnego dokumentu WHO - Standardy edukacji seksualnej w Europie: Grupa wiekowa: 0-4 lata. Rubryka: przekaż informację na temat: Pkt1. Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa. Pkt2. Odkrywanie własnego ciała i własnych narządów płciowych. Jakich umiejętności ma to nauczyć dziecko? Cytuję dokument: "Wyrażanie własnych potrzeb, życzeń i granic, na przykład w kontekście "zabawy w lekarza". Przypominam, mówimy o dzieciach w wieku 0-4. Teraz kolejny punkt. Tym razem grupa wiekowa 6-9. Dzieci mają zdobyć informację o współżyciu! Homoseksualizm istnieje i należy o nim informować. ale nie należy wmawiać dzieciom, że cytuję: "orientacja homoseksualna lub biseksualna jest zdrową i pełnowartościową tak samo jak orientacja heteroseksualna". Tego argumentu używają zresztą autorzy owego niesławnego modelu z Gdańska. Powtarzam - proszę nie wierzyć w argumenty osób takich jak DREMOR. Wystarczy samemu sięgnąć do źródeł. I wtedy dojrzycie Państwo prawdę.
        doceń 12
        0
      • Grzegorz
        10.08.2018 19:10
        @Dremor nie zmuszaj do gorszenia zgodnie z instrukcjami WHO dzieci ludzi, którzy tego sobie nie życzą.
        doceń 9
        0
      • Dremor
        10.08.2018 19:39
        Spieszę z wyjaśnieniem :)
        Masturbacja dziecięca istnieje, nawet u niemowląt. Nie ma ona charakteru stricte seksualnego, jest to naturalny etap rozwoju dziecka. Wytyczne WHO uczą jak rozpoznawać, kontrolować i kierunkować to zjawisko, by uniknąć problemów rozwojowych i psychologicznych, np. nerwic, które mogą pojawiać się w przypadkach, gdy dziecko jest karane za takie "nieprzyzwoite" zachowania. Normalne jest też, że dzieci są ciekawe swojego ciała i ciała swoich rówieśników. Tu również wytyczne mają na celu odpowiednie ukierunkowanie tych naturalnych zjawisk, by uniknąć efektów niepożądanych. W wieku 0-4 następuje np. kształtowanie się poczucia wstydu, świadomość swojego ciała u dziecka i umiejętność stawiania granic pozwoli określić, czy dziecko czuje się w porządku choćby w sytuacji, gdy lata z gołym tyłkiem po plaży, albo żeby nie ściągało majtek przy ludziach.
        Co do grupy 6-9, tak, w tym wieku dzieci są ciekawe skąd i w jaki sposób ludzie przychodzą na świat. Tak jak mówiłem wcześniej, ośmiolatki potrafią w tym wieku interesować się twardą pornografią, więc nie ma co udawać, że problem nie istnieje, tylko reagować odpowiednio wcześniej. Co do pełnowartościowości relacji homoseksualnych, samo stwierdzenie, że jest ona tak samo wartościowa w kategoriach seksualnych nie wyklucza grzeszności tego aktu w kategoriach religijnych. Analogicznie, pozamałżeński seks heteroseksualny jest też z punktu widzenia seksualności jest "zdrowy i pełnowartościowy", dla nas jest relacją grzeszną z racji braku sakramentu.

        Instrukcja WHO zawiera też masę innych, dla niektórych strasznych prawd, że na przykład można nie być biologicznym dzieckiem swoich rodziców, ale nadal być członkiem rodziny, albo, że ktoś może nie mieć mamy i taty, ale być wychowywany przez jednego z rodziców, przez opiekuna, dwójkę osób tej samej płci, dziadków, rodzinę zastępczą itp. Żadne z tych zjawisk, nawet to, gdzie dziecko wychowywane jest przez parę homoseksualną nie może być powodem to prześladowania, agresji, wyśmiewania itp.

        Oczywiście, możemy odrzucić te straszne genderowe wytyczne i udawać, że problem nie istnieje. Możemy tradycyjnie kazać chłopcom spać z rękami na kołdrze, prać po łapach i krzyczeć, jak dziecko gmera sobie w majtkach, a edukację seksualną (zwaną "wychowaniem do życia w rodzinie", żeby broń Boże nie użyć słowa "seks") prowadzić dopiero w liceum, według archaicznego programu, młodzieży, która już w gimnazjum spróbowała wszystkiego, co zobaczyła w filmach porno. Możemy też wychowywać dzieci wręcz w nienawiści do osób homoseksualnych, tylko potem skąd to zdziwienie, że prześladowany w szkole nastolatek popełnia samobójstwo?
        doceń 1
        0
      • Grzegorz
        10.08.2018 20:51
        @Dremor pozwól nam nasze dzieci wychowywać po swojemu.
        WHO istnieje dopiero od 100 lat i stara się kwestionować nauki organizacji istniejącej przez ponad 2000 lat.
        Pozwól nam wybrać czego będziemy uczyli nasze dzieci. Wiemy gdzie szukać tych wytycznych WHO, o których napisałeś. Także jak ktoś będzie chciał z nich skorzystać to ma taką możliwość. Ale nie narzucaj nam proszę czegoś co uważamy za patologiczne.

        My wiemy, że do pewnego wieku dzieci mają ograniczoną świadomość co do swoich czynów. Wiemy, że od początku z wyrozumiałością i cierpliwością trzeba dzieciom tłumaczyć co jest dobre a co złe. Wiemy też, że mamy obowiązek je chronić przed gorszycielami, którzy zło nazywają dobrem.

        Wiemy też, że dzieci są ciekawe siebie i świata, ale nie pozwolimy im włożyć ręki do ognia, żeby sprawdziły jak bardzo jest gorący. Wytłumaczymy im, że tak jest, w nadziei, że nam zaufają.

        My wiemy, że „[…] można nie być biologicznym dzieckiem swoich rodziców, ale nadal być członkiem rodziny, albo, że ktoś może nie mieć mamy i taty, ale być wychowywany przez jednego z rodziców [...]”. W naszym Kościele jest wiele dobrych inicjatyw związanych z tymi sprawami.

        Nasz Kościół uczy „nienawidzić błędy, a kochać błądzących”.
        To, że akty homoseksualne czy cudzołóstwo uważamy za coś złego nie oznacza, że nienawidzimy osób dopuszczających się tych czynów. My im współczujemy i sobie samym również, bo też popełniamy liczne grzechy.

        Nie narzucajcie nam jak mamy wychowywać nasze dzieci.
        doceń 7
        0
      • Dremor
        11.08.2018 14:43
        Nie wiem kim oprócz Ciebie są ci "Wy", ale ok, nie będę niczego narzucać jakimś "wam".

        Co do argumentu, że WHO istnieje od 100 lat, a Kościół od 2000, polecam przeczytać Fides et Ratio. Wiara i zasady z niej wypływające podlegają weryfikacji na podstawie rozumu i zdobyczy nauki. Medycyna i psychologia rozwinęły się przez ostatnie lata i wprowadziły wiele zmian w tradycyjnym i odwiecznym wychowywaniu dzieci. Dziś wiele osób rozumie, że bicie dziecka kijem do krwi nie jest odpowiednią metodą wychowawczą, choć przez wieki to stosowano, a często Kościół wręcz zalecał takie metody wychowawcze.
        Wytyczne WHO nie stoją w jakiejś wyraźnej sprzeczności z doktryną Kościoła, nikt przecież nie każe, ani nie zachęca nikogo, by był np. homoseksualistą. Z drugiej strony dokumenty Kościoła nigdzie nie mówią, że homoseksualizm jest "patologią". Wskazuje też, że jego źródła nie są znane, tym samym dopuszczając możliwość istnienia czynników naturalnych.

        Dokumenty WHO nie narzucają wartości moralnych, wskazują jedynie na naukowe i biologiczne definicje.

        Polecam zapoznać się dokładnie z doktryną Kościoła na temat homoseksualizmu.
        doceń 0
        0
  • Kj
    10.08.2018 13:13
    Tak tylko to, ze jakis jezyk byl przez jakis czas jezykiem martwym nie oznacza, ze nie da sie obecnie dojsc do pierwotnego znaczenia pewnych slow. Przeciez lacina tez jest jezykiem martwym, a jest ten jezyk nadal rozumiany przez tych, ktorzy sie go nauczyli. Znajac dobrze jakis jezyk mozemy z kontekstu domyslic sie znaczenia slow, ktore sa nam nieznane, np porownujac rozne fragmenty tekstow, w ktorych slowo to zostalo uzyte. Z takich wlasnie porownan roznych sytuacji, w ktorych slowo 'toevat' zostalo uzyte wynika teza, iz slowo to pierwotnie nie oznaczalo tego samego co polskie slowo 'obrzydliwosc'. Jesli widzimy, ze Biblia to samo okreslenie stosuje do ponownego malzenstwa tych samych osob, czy do negatywnego stosunku Egipcjan do Izraelitow - to nie moze tu chodzic o cos obiektywnie zlego, ale o cos co jest nieakceptowane przez ludzi z danej kultury.

    Co do tego, ze hebrajski byl jezykiem martwym to mamy tu analogie z lacina - w tym niemal samym czasie przestano uzywac obydwu jezykow, oba tez przetrwaly w liturgii, pismach religijnych i w przypadku hebrajskiego dodatkowo w handlu i poezji. Jesli jezykoznawcom udalo sie odczytac teksty staroegipskie to o ile latwiejsze jest dochodzenie do znaczenia slow hebrajskich jesli jezyk ten przetrwal w kilku dziedzinach jako jezyk martwy. Jezyk martwy nie oznacza przeciez, ze nie jest on uzywany - nie jest jedynie uzywany jako jezyk mowiony, a wiec nikt nie nabywa go w sposob naturalny czyli tak jak dziecko uczy sie jezyka od swoich opiekunow. W trakcie nauki martwego jezyka nadal jednak przekazywane sa znaczenia poszczegolnych slow, struktura gramatyczna jezyka, tym co jest w trakcie takiej nauki najszybciej zatracane to wymowa slow, bo ludzie z roznych kultur moga wymawiac slowa w bardzo rozny sposob.
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama