Nowy numer 04/2020 Archiwum
  • MagdalenaPS
    19.11.2019 10:11
    MagdalenaPS
    Panie Marcinie, wspaniała refleksja!!
    doceń 11
  • MagdalenaPS
    19.11.2019 10:14
    MagdalenaPS
    ... bo właśnie popełniając najbardziej oczywiste błędy, uruchamiamy multum mechanizmów obronnych, w tym ekhem, tzw. rozeznanie. Kiedyś też właśnie myślałam o tym www.lifesfinest.pl/rozeznanie głowa mała, ile my możemy sobie wytłumaczyć żeby tylko ocalić swój wizerunek (nawet wobec samego siebie).
    doceń 5
  • CSOG
    19.11.2019 16:11
    Warto pogadać, nawet samemu ze sobą.
    Imienne odwołanie do osób najbliższych autorowi może (nie znaczy, że nie musi) sugerować, że problem w artykule bardzo głęboko autora poruszył. Być może dotyczy konkretnego przypadku osoby blisko, lub bardzo blisko autorowi znanej. Ja nie wiem o kim mowa, nie znam osoby, a zatem nie znam sprawy. Czuć bardzo silną emocję. Pointa ładna i prawdziwa. Sam tekst jednak iskrzy. Jakby tym iskrzeniem przepowiadał zwarcie.
    Pierwsza część płomienna, przypomina przysłowiową żabę, która zarzekała się błota. Prawość intencji słusznej, pięknie w niej wybrzmiewa. Jest wyznaniem umiłowania stałości, pochwałą trwałości, przyrzeczeniem wierności wszelkim cnotom. Jest wezwaniem do nie zaniedbywania żadnej z cnót, w tym również cnoty wierności i roztropności. W pierwszej części autor jest pewny siebie i przekonany o mocy swej własnej stałości.
    I jakże bliźniaczo przypomina to Piotrowe: Panie, nawet gdyby wszyscy zwątpili i zawiedli, ja nie. Stawiam wszystko na siebie, nawet swoje życie. Bo gdybym upadł , wymażcie z pamięci wszystko czego tknąłem. Jeśli ja bym upadł, niech będzie tak jakby mnie nie było.
    Druga część jest o pokorze. Część druga, to spokojne i prawdziwe studzenie emocji. Bardziej przypomina Jezusowe: Spokojnie. Uznaj i przyjmij własną słabość, bo jeszcze tej nocy trzy razy upadniesz zanim kur zapieje. To nie ważne. Ważne, żebyś uprzedzony o tym rozumiał, chciał, umiał i miał siłę wstać z upadku, aby do mnie wrócić.
    Tak więc, zgrabnie opowiedziana ewangeliczna scena, w której autor wciela się w postać Piotra i Jezusa jednocześnie, prowadząc ten dialog sam ze sobą.
    Moja pointa? Tu wyraźnie zaznaczę, odnoszę się do tekstu autora, nie do opisanego przykładu „proroka”.
    Nie każdy nasz błąd zaciąga na nas winę. Czasami mylimy się zwiedzeni własnymi dobrymi intencjami, jak Piotr dajemy się ponieść i uwieść pięknu własnych cnotliwych zamiarów i możliwości, tracąc z serca i oczu poczucie własnej słabości i zamysł Boga. Tak zakłócona świadomość uwalnia nas od części winy. Błąd pozostaje błędem, grzech, grzechem. My płaczemy.
    Gdyby pierwsza część artykułu wybrzmiała, nie jak zapewnienie lecz jak modlitewna prośba, o której niedawno czytałem: Panie, trzymaj mnie za rękę, bo gdy Ty Boże nie będziesz trzymał sługi swego, upadnie z pewnością… Gdyby część pierwsza nie kłóciła się i nie przeczyła drugiej. Wtedy dałbym z przyjemnością piątkę. A tak, tylko cztery z plusem [za intencje] :)
    doceń 1
  • CSOG
    19.11.2019 19:17
    Inaczej
    Moja żona odczytała artykuł zupełnie inaczej. Piszę o tym sam, gdyż żona choć piśmienna, to osobistej twórczości piśmienniczej nie traktuje jako hobby, i ogranicza ją zazwyczaj do spisu zakupów, które mi zleca zrobić w spożywczym. Po pierwsze żona zawsze ma racje, po drugie kiedy żona nie ma racji patrz punkt pierwszy. Tym razem jednak żona ma rację z punktu pierwszego i nie deklaruję tego kierowany wyłącznie uzależnieniem od niej w kwestiach kulinarnych i higieniczno estetycznych.
    Moja żona główną myśl tekstu odczytała jako pragnienie i wolę autora, aby w geście jakkolwiek rozumianej z człowiekiem solidarności nie tłumaczyć w żaden sposób jego sprzeniewierzenia się wartościom wcześniejszym na rzecz późniejszych. Według niej autor wyraża głównie to, że nie jest się wiarygodnym, jeśli wcześniej tej wiarygodności się samemu zaprzeczyło. I mają rację. I żona i autor. O jakże często patrząc na to samo, widzimy zdecydowanie różne oblicza sprawy. Kto w jednych sprawach nie dotrzymuje wierności szlachetności i stałości ten i w innych działaniach i swych dziełach szlachetności, prawości i wierności niepewny – rzecze ślubna i dodaje: Pan Redaktor słusznie pisze. A ty się zawsze tylko czepiasz. I znów żona ma rację. Jak zawsze :)
    doceń 10
  • spe
    19.11.2019 22:57
    Z drugiej strony prorokiem właśnie był Ozeasz, zdradzany przez żonę. Jego historia pokazała, jak bardzo podobne jest małżeństwo do związku Boga z Narodem Wybranym, a dziś Chrystusa z Kościołem. Tak prorokami dla świata i mistykami wpłakanych oczu stają się osoby porzucone przez swoich małżonķów, a dochowujące im jednak wierności.
    doceń 2
  • karpik
    20.11.2019 08:45
    Dla szukających odpowiedzi polecam vloga s. Bruny od Maryi z dn. 19. XI
    doceń 2
  • Mol
    22.11.2019 08:13
    Mol
    Panie Marcinie, bardzo lubię Pana felietony. Proszę, niech Pan nie traktuje tego wpisu jako prowokacji, to jest coś, co naprawdę od lat nie daje mi spokoju. Św. Augustyn, kiedy się nawrócił, porzucił swoją żonę - a w każdym razie kobietę, z którą żył przez wiele lat i z którą miał syna - wsadził ją na statek i odesłał. To nie były czasy, kiedy kobieta (zwłaszcza niemłoda już i odtrącona) mogła poradzić sobie sama. Św. Augustyn ją odrzucił, a syna zostawił sobie. Więc ta jego biedna żona - nieżona została całkiem bez wsparcia. Co jej pozostawało? Śmierć z głodu? Prostytucja? Augustyn wybrał świętość, ale chyba kosztem zniszczenia bezbronnej, która, jak się mówi "oddała mu swoje najlepsze lata". Jak sobie poradzić z tym dysonansem?
    doceń 0
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji