Nowy numer 13/2020 Archiwum
  • Sylwia
    08.06.2015 12:27
    Mamy w domu ofiarę reformy edukacyjnej. Nie udało się w tamtym roku odroczyć naszemu sześciolatkowi szkoły, więc poszedł we wrześniu. Czytać się nie nauczył, bo nie zapamiętuje połowy liter, dodawanie i odejmowanie do 20 nieopanowane. Mało pocieszający jest fakt, że ten problem dotyczy połowy jego kolegów z klasy. Na lekcji mnóstwo pracy, pani przyznaje, że nie wyrabia się z materiałem, czasu na zabawę-zero. Mały, choć bardzo chciał iść do szkoły, ma do niej negatywne nastawienie, czuje się przytłoczony nadmiarem obowiązków. Ze szkoły przynosi ciekawe opowieści ze spotkań z gimnazjalistami,bo to zespół szkół. Najgorsze, że ma bardzo niską samoocenę, traci wiarę w swe możliwości, pomimo tego, że w domu dajemy mu dużo akceptacji i wsparcia.
    Ta reforma to totalna porażka.
    • DOROTA
      09.06.2015 04:08
      Pani - do wymian, niech się kobieta douczy, nie musi się wyrabiać z żadnym materiałem, obowiązuje ja podstawa programowa - wystarczy czytać ze zrozumieniem. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem posylania dzieci do szkoly zbyt wceśnie ale nawet obecna tragiczną sytuację - mogłyby poprawić nauczycielki!
      doceń 0
    • AQQ
      09.06.2015 23:30
      @Sylwia

      A kiedy Pani z dzieckiem usiadła i cokolwiek przerobiła? Poczytała, obejrzała popularnonaukowy program, zainteresowała rozwijaniem wiedzy? Pewnie nie często się to zdarza bo wygodniej posadzić przed komputerem albo telewizorem żeby oglądało kreskówki a potem obwiniać szkołę.

      Niektóre dzieci są po prostu delikatnie mówiąc niezdolne, pomijając te przypadki bardzo dawno nie słyszałem o sześciolatku nie umiejącym czytać albo liczyć do 20. Tym trudniej mi uwierzyć że dotyczy to połowy klasy.

      Wygląda to na przypadek nie tyle "ofiary systemu" co "niedbalstwa rodziców". Przykro mi że tak brutalnie ale podobno na tym forum lubicie żeby walić prosto z mostu.
      doceń 0
  • AQQ
    08.06.2015 17:57
    Mój syn poszedł do szkoły w UK w wieku 5 lat. Teraz kończy tutejszą podstawówkę (ma 11 lat). Przez sześć lat nauki miał jeden obowiązkowy test (SAT który ocenia postępy szkoły a nie ucznia - w momencie kiedy odbywają się te testy dzieci od kilku miesięcy wiedzą już do jakiej średniej szkoły zostały przyjęte). Nie przyniósł jeszcze do domu oceny bo ocen nie mają, na koniec trymestrów przynosi analizę postępów z opisem.

    Wczesne rozpoczynanie edukacji może mieć dobre albo złe strony. Dobre bo zrównuje szanse dzieci - zostało udowodnione niezliczoną ilość razy że im wcześniej dzieci rozpoczynają szkołę tym mniejsze są między nimi różnice co ostatecznie wszystkim wychodzi na korzyść - nie każdy ma rodziców którzy np dziecku czytają. Złe jeśli program jest zbyt sformalizowany i niedostosowany do wieku. Osobiście jednak nie widzę żeby taka sytuacja miała miejsce w szkole mojego syna. Początkowo miałem opory bo wydawało mi się że 5 lat to za wcześnie. Teraz jednak jestem przekonany że wczesne rozpoczęcie edukacji to było najlepsze co mogło się wydarzyć i zaprocentuje w przyszłości. Przecież szkoła to nie tylko formalna nauka, to również socjalizacja z rówieśnikami, nasiąkanie kulturą itd. Są rzeczy których rodzice nie zapewnią choćby nie wiadomo jak się starali. Podsumowując - nie widzę nic złego w wyrównywaniu szans dzieci.
    • scetyk
      08.06.2015 21:19
      Teraz wszystko motywuje się wyrównywaniem szans, także zrównywanie potrzeb i aspiracji chłopców z potrzebami i aspiracjami dziewczyn.

      Jakoś jednak nie widzę, w jaki sposób odbyła się rekrutacja do szkół, skoro "przez sześć lat nauki miał jeden obowiązkowy test" i to "oceniający szkołę", a nie ucznia, a zanim test przeprowadzono, już widział do jakiej szkoły średniej syn się dostanie. A te niby "analizy postępów z opisem" to po prostu inna forma oceny. Coś tu mocno nie gra.
      • AQQ
        10.06.2015 00:04
        @scetyk
        Drogi Scetyku (?), średnią szkołę zaczyna się w 11-tym r.ż. i (pomijając elitarne grammar schools do których chodzi kilka procent uczniów*) nie ma do nich egzaminów. Dzieci przyjmowane są na podstawie miejsca zamieszkania. Te szkoły mają zwykle jakiś profil: naukowy, sportowy, artystyczny itp więc dziecko ma wybór a szkola najczęściej przyjmuje na podstawie odległości miejsca zamieszkania od szkoły.

        Oczywiście że analiza to inna forma oceny ale ta odmienna forma robi ogromną różnicę: zamiast suchych 1,2,3,4,5,6 rodzice trzy razy w roku mają dosyć dogłębną całościową analizę mocnych i słabych stron i nie ogranicza się to tylko do przedmiotów ale i rozwoju emocjonalnego i społecznego dziecka. Naprawdę trzeba to zobaczyć żeby docenić.

        *grammar schools mają b wyśrubowane standardy, jest ich b malo (np w 8 milionowym Londynie chyba sześć - połowa dla chłopców druga połowa dla dziewczynek) i egzaminy do nich odbywają się prawie rok przed rozpoczęciem nauki (we wrześniu) więc każdy może spróbować jako "opcję zerową". Nie są to egzaminy obowiązkowe, tylko dla najambitniejszych. Wyniki są znane w październiku przed dokonywaniem wyboru szkoły średniej w listopadzie. Przydział szkół średnich na pocz marca. SATS w połowie maja.

        Na koniec pytanie: w jakim stopniu aspiracje i potrzeby dziewczynek są/mają być/powinny być różne od aspiracji chłopców i dlaczego?
        doceń 2
        0
    • Jan76
      08.06.2015 22:43
      Mam też sporo znajomych ktorzy muszą posyłać dzieci w wieku 1 czy 2 lat do żłobka i też mówią że to dobrze, że dziecko się rozwija.
      Tylko to się nazywa w psychologii racjonalizacja. Wszystekie badania pokazują jednoznacznie że żłobek w tym wieku nic nie daje a odbiera się dziecku socjalizacje którą mogą mieć TYLKO w domu.
      Podobnie ze szkołą - badania dają jasne wnioski - po co się oszukiwać?
      • AQQ
        10.06.2015 00:18
        @Jan76
        Fascynujące że "wszystkie" badania które Pan znalazł pokazują coś"jednoznacznie" dlatego proszę o źródła tych badań bo jest to podwójny fenomen na skalę dziesięciolecia. Konkluzje też ciekawe zważywszy że bardzo znikomy ułamek socjalizacji odbywa się w domu (szczerze mówiąc nie słyszałem jeszcze opinii zalecającej żeby odbywała się ona TYLKO w domu).
        Podobnie ze szkołą? Jakie badania dają jakie wnioski?
        doceń 1
        0
  • małorolmałolat
    08.06.2015 22:54
    Nie brak ekspertów na tym świecie, szczególnie w naukach psychologicznych, gdzie są wprawdzie jakieś wyniki (badań, pomiarów), jakieś prawa i twierdzenia, ale nade wszystko poglądy ekspertów - a że jeden pogląd lepszy od drugiego to też tylko pogląd. Może to nie sześciolatki nie radzą sobie w szkole, ale raczej nauczyciele nie radzą sobie z sześciolatkami. szkoła, jak wiadomo, istnieje przede wszystkim dla wygody nauczycieli, uczeń to element dysfunkcjonalny
    • AQQ
      10.06.2015 00:31
      @małorolmalolat

      1) Prawa i twierdzenia psychologiczne? L. O. L.!!!

      2) Są "nauki" opierające się głównie na poglądach ekspertów (np teologia). Psychologia do tej grupy nie należy. L. O. L. !!!

      Sądzę że kolega informacje na temat czym jest psychologia i jak funkcjonuje jako nauka czerpie głównie z "Pani domu" a teorie psychologiczne myli z obserwacjami babci.
      doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Polecamy

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama