Trzeba wam się powtórnie narodzić. J 3,7b
Jezus powiedział do Nikodema:
«Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha».
Na to rzekł do Niego Nikodem: «Jakżeż to się może stać?»
Odpowiadając na to, rzekł mu Jezus: «Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, co widzieliśmy, a świadectwa naszego nie przyjmujecie. Jeżeli wam mówię o tym, co ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich? I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego.
A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne».
Jest takie przysłowie: „Jeśli nie wiesz, dokąd chcesz dojść, to nigdy tam nie trafisz”. Żyjemy w czasie, gdy wiatr historii co chwilę zmienia kierunek. Gdy zdania, komentarze, opinie są bardziej zmienne niż prognoza pogody. Gdy liczą się szybkość reakcji i podbijanie emocji, a nie fakt i prawda. Sztuką jest dzisiaj nie pędzić za wszystkim i wszystkimi, ale zatrzymywać się co chwilę i pytać: o drogę i jej cel. Szukać kogoś, kto będzie dla mnie drogowskazem. Kogoś, kto wie, co mówi, oraz kto mówi o tym, czego sam doświadczył i co zobaczył. Kto nie powtarza cudzych opinii, ale świadczy o własnym życiu. Nocna rozmowa Jezusa z Nikodemem jest właśnie o tym. O poszukiwaniu sensu życiowej drogi. I prowadzi ona do trudnej konkluzji: tu nie wystarczy zmienić życie, tu nie wystarczy zmienić światopogląd. Tu trzeba narodzić się na nowo. Od początku. Inaczej. Z Bożego Ducha.
Była piękna i jak na swoje czasy – Holandia wieku XIV – dobrze urodzona
Była piękna i jak na swoje czasy – Holandia wieku XIV – dobrze urodzona. Śmiało mogła liczyć na dobrą partię do zamążpójścia gdyby… nie łyżwy, na których pewnego zimowego popołudnia upadła. Wezwani medycy orzekli ogólne stłuczenia i położyli ją do łóżka. I wierzcie państwo bądź nie, ale zasadniczo Ludwina przez kolejne 38 lat swojego życia już z niego nie wstała. Jak to możliwe? Bo ów upadek na łyżwach nie był przyczyną jej kłopotów ze zdrowiem, tylko ich skutkiem. Dziś już wiemy, że chorowała na stwardnienie rozsiane, ale wtedy kolejne fazy utraty przez nią sprawności, odleżyny, stany zapalne, paraliż traktowane były niczym Boży dopust. Tak przez rodzinę, która zamiast panny na wydaniu miała niedołęgę, jak i przez nią samą, która swojego stanu zdrowia nie rozumiała i nienawidziła. Jak zatem została świętą? Oto pewnego dnia odwiedził ją kapłan i przypomniał mękę oraz śmierć Jezusa. To były zwykłe, rutynowe słowa, jednak akurat tego dnia otworzyły jej oczy na możliwą wartość, a nawet sens cierpienia. I zainspirowały do tego, by z tej, która jest ciężarem dla innych, stała się tą, która na swoich barkach razem z Jezusem niesie słabości, ale także modlitewne intencje, mieszkańców swojego miasteczka. W ich oczach przez 53 lata życia Ludwina stała się świętą, co Kościół oficjalnie potwierdził, dając nam jej wspomnienie właśnie dziś – u progu Triduudm, w dniu ustanowienia Eucharystii, która była jej pokarmem i kapłaństwa, które przyniosło jej nadzieję.