Słowa Najważniejsze. Ewangelia z komentarzem

« » Czerwiec 2026
N P W Ś C P S
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
  • Inny Kalendarz

Niedziela 7 czerwca 2026

Ks. Tomasz Jaklewicz Ewangelia z komentarzem

|

7 czerwca 2026 GN 23/2026 Otwarte

Czego chce ode mnie Bóg?

Jezus, wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim.

Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?»

On, usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».

Mt 9, 9-13

1. Czego od nas chce Pan Bóg? Nie chodzi o jakieś konkretne działania, tu i teraz, ale tak w ogóle, całościowo. Czego ode mnie oczekuje? Kluczem do sprawy Boga w życiu jest miłość. Tak to ukazuje cały Nowy Testament. Powołanie Mateusza to jedna z tych ewangelicznych opowieści, w których bardzo wyraźnie rozpoznajemy siebie. Każdy z nas ma swoją „komorę celną”. Żyjemy zawsze w jakichś ramach, otoczeni siecią zależności – zawodowych, rodzinnych, politycznych. Trzeba jakoś zarabiać na życie, trzeba odnaleźć jakieś miejsce, które zapewni jako taką stabilizację. Granice nie zawsze bywają ostre. Jak ta między akceptacją pewnych, niezależnych od nas okoliczności a rezygnacją z własnych ambicji, pragnień, marzeń. Granica między konieczną życiową rutyną, a taką rutyną śmiertelną, która odbiera radość, twórczość i urok życia. Granica między mądrą zgodą na to, co niemożliwe, a wycofaniem się z wszelkiego ryzyka. Granica między uznaniem, że zawsze w życiu są pewne układy, układziki, a ludzie nie są aniołami, a wejściem w mniejsze czy większe nieuczciwości po to, aby nie musieć wiecznie walczyć i narażać się na szykany. Mateusz żyje w nas. Człowiek przyzwyczaja się do grzechu. Grzech mu powszednieje, staje się czymś, z czym trzeba się pogodzić, a sumienie zneutralizować. Jezus przychodzi do Mateusza, aby dać mu nadzieję i pokazać, że zawsze warto i trzeba oczekiwać „więcej”. Wiara niesie w sobie zaproszenie Boga do życia lepszego, piękniejszego, pełniejszego. Trzeba tylko pójść za tym wezwaniem.

2. Święty Paweł w drugim czytaniu wskazuje, że taką wiarę miał Abraham. „Wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów, zgodnie z tym, co było powiedziane”. Paradoksalne zdanie. Nasze nadzieje są za krótkie. Nadzieja, którą pokłada w nas Bóg, jest o wiele większa. Musimy mieć nasze małe „racjonalne” nadzieje, to normalne. Ale nie wolno zwątpić w to „więcej” obiecane przez Boga, w Nadzieję przez wielkie N, która jest czystym dziełem łaski Bożej. Abraham czekał 100 lat na wypełnienie się obietnicy. Poszedł za głosem Bożego wezwania i długo czekał, by się ostatecznie przekonać, że się nie pomylił. W jego historii były momenty zwątpienia, wciąż nie miał dziecka, a był starcem. Były ciemne noce. Ale ostatecznie „nie okazał wahania ani niedowierzania co do obietnicy Bożej, ale się umocnił w wierze”. I to zaufanie Bogu „policzono mu za sprawiedliwość”. Świętości nie mierzy się sukcesami, osiągnięciami, mierzona jest ona raczej poziomem zaufania Bogu w sytuacjach po ludzku przegranych.

3. Wróćmy do wyjściowego pytania: „Czego od nas chce Pan Bóg?”. Na pewno oczekuje zaufania. Chce, byśmy traktowali Go jako wszechmogącego. Nie tak ogólnie, ale konkretnie – On może uczynić coś w moim życiu. Coś, co przekracza moje możliwości. Ale to jeszcze za mało. Pan Jezus mówi: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. To jest cytat z księgi Proroka Ozeasza. Słyszymy ten fragment w pierwszym czytaniu. Tam brzmi nieco pełniej: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń”. Bóg powołuje nas ostatecznie do miłości. Jemu zależy na nas. Mateusz został wezwany do bycia apostołem, czyli do wypełnienia konkretnego zadania. Ale Jezus poradziłby sobie ze zbawieniem świata bez Mateusza. Sednem jest tu zaproszenie do miłości, do poznania Boga, który przebacza, leczy nasze serca, przywraca sens i światło w naszych ciemnościach. Pełny sens wypowiedzi Jezusa odsłania się, gdy uwzględnimy kontekst cytatu z Ozeasza. W tej księdze miłość Boga do Izraela jest porównana do miłości męża do niewiernej żony. „Dążmy do poznania Pana” – to nie jest wezwanie do studiowania natury Absolutu, ale do odkrycia miłości Bożej. To nie jest tak, że kult starotestamentalny czy liturgia Nowego Przymierza są niepotrzebne. Chodzi o to, że wszelki kult bez miłości nie ma sensu. Można obsypać małżonka czy małżonkę prezentami, a nawet dać mu cielesną rozkosz, ale bez miłości to będzie fałszywe, puste, bez znaczenia. „Miłość wasza podobna do chmur o świtaniu albo do rosy, która prędko znika”. Tacy jesteśmy – kochamy przez chwilę, w krótkich porywach serca. A Jezus chce byśmy Mu towarzyszyli, czyli szli nie tylko za Nim, ale i z Nim. Jak małżonkowie – zawsze razem, w zdrowiu i w chorobie, ufając sobie wzajemnie, licząc na siebie. Bóg chce mojej miłości. Nie rozumiem tego. Ale czy da się zrozumieć miłość? Nie. Wystarczy kochać.