Panie mój, Królu nasz, Ty jesteś jedyny, wspomóż mnie samotną, niemającą poza Tobą wspomożyciela Est 4, 17
Czytam o Esterze i widzę łagodne, zamglone oczy siostry Pauli Janiny Marii Malczewskiej – benedyktynki z Jerozolimy. Odwiedziłem ją w 2007 roku w klasztorze na Górze Oliwnej. Ta mniszka żydowskiego pochodzenia (przyszła na świat w wiosce Troszyn nieopodal Ostrołęki jako Rachela) opowiadała mi: „Profesję złożyłam 8 września 1949 roku. Za klauzurą złożyłam deklarację: „Chcę być ofiarą za naród Izraela. Chce być jak Estera”.
Biblijna Estera, sierota, którą opiekował się jej krewny, Mardocheusz stała się symbolem tych kobiet, które wbrew podpowiedziom najbliższych i paraliżującemu lękowi wykonały niezwykle odważne gesty. Do historii przeszła jej deklaracja: „Potem pójdę do króla, choć to niezgodne z prawem, a jeśli zginę, to zginę”.
Nic dziwnego, że przez wieki te słowa przylgnęły do kobiet, odpowiadających na wezwanie Boga, w stopniu, którego nie da się skomentować popijając espresso z nogą założoną na nogę, zadających pytania „na śmierć i życie i jak Edith Stein wołających: „Chodź, idziemy cierpieć za swój lud”.