I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej (J 3, 10b).
Myślę, że każdy z nas nosi w sobie Niniwę - miasto rozległe, miasto ulegające złu. Jako istoty obdarzone nieszczęsnym darem wolności, robimy dobro, ale też ściągamy na siebie nieszczęścia - przez nieewangeliczne wybory, małe lub większe kompromisy ze złem, przez zapatrzenie w siebie, aż do zaślepienia i pogubienia w ciemnościach.
Ale Bóg się lituje nad naszym nieszczęściem, lituje się nad błądzącymi po omacku i spragnionymi światła, nad tymi, którzy wołają do Niego, bo stracili siły i są na skraju rozpaczy. Bóg lituje się nad tymi, którzy odwracają się od zła.
Nasze Niniwy przemierzają posłani przez Pana prorocy, wołając i głosząc jak Jonasz. Czy rozpoznamy ich głos? Czy usłyszymy ich wołanie?
Bóg lituje się nad nami, nieszczęsnymi ofiarami własnych wyborów, by nas ocalić. Jakież to uwalniające!