A Pan zapłonął zazdrosną miłością ku swojej ziemi i zmiłował się nad swoim ludem (Jl 2, 18).
Dla wielu z nas to trudny czas. Trudny nie dlatego, że post, jałmużna, wyrzeczenia, umartwienia... Trudny, bo nadzieja pośród ciemności nie przychodzi łatwo. Trudny, kiedy trzeba mierzyć się ze stratami, z poczuciem bezradności, z niepewnością jutra, z zaufaniem, które pryska jak bańka mydlana - i z rozczarowaniem, które pochłania jak otchłań.
"Ktoś powiedział, że modlitwa nie jest tak naprawdę rozmową z Bogiem, lecz przyznaniem się do rozpaczy. Rzuceniem się na ziemię, bo tylko to pozostało" - mówią bohaterowie filmu "Wartość sentymentalna". Tylko częściowo mają rację. Modlitwa jest rozmową z Bogiem. Gdy ogarnia nas rozpacz, rzucenie się na kolana przed Bogiem bywa jedynym, co pozostało, ostatnią, zbawienną deską ratunku.
Wielki Post jako czas próby wiary, szukania w ciemności, zaufania mimo wszystko. Wielki Post jako czas zazdrosnej miłości Boga, który płonie, by podnieść nas z kolan samotności, lęku i rozpaczy. Ku nadziei.