Przyprowadziła go do domu Pana, do Szilo. Chłopiec był jeszcze mały (1 Sm, 1, 24)
To jednak dość szokująca opowieść. Anna pragnie syna, Bóg spełnia jej prośbę, po czym kobieta oddaje go niemal od razu – tuż po zakończeniu karmienia piersią – na wychowanie i później służbę w świątyni. „O tego chłopca się modliłam, i spełnił Pan prośbę, którą do Niego zanosiłam. Oto ja oddaję go Panu”.
Nie do końca rozumiem, dlaczego słuszna wdzięczność za dar dziecka musiała przybrać aż tak radykalną formę. Lektura tego tekstu pobudza przecież wszystkie instynkty rodzicielskie, które w sobie mamy – a co z wychowaniem, co z patrzeniem, jak syn dorasta, rozwija się, odkrywa swoje talenty, powołanie…
Wydaje się, że nie wszystko zostało tu powiedziane. W tej historii Samuela, oddanego na służbę Helemu, musi być jeszcze jakaś tajemnica znana tylko Annie i Bogu. Możemy tylko mieć pewność, że Bóg wiedział, co robi, dając Annie doświadczyć tego, o czym marzyła – macierzyństwa „na chwilę”; i że Anna wiedziała, co robi, poprzestając tylko na krótkim okresie opieki nad darowanym jej synem.
Indywidualne historie i wybory każdego z nas mogą wydawać się niezrozumiałe czy wręcz nienaturalne dla tych, którzy nie znają najgłębszych motywacji i okoliczności, jakie za nimi stoją. Mamy do nich prawo – zwłaszcza gdy stoi za nimi Bóg.