Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.
Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.
Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.
Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie».
Czytając dzisiejszą Ewangelię, należy podkreślić, że problemem nie jest publiczny charakter modlitw czy praktyk religijnych, ale raczej towarzyszące im intencje i motywacje. Pojawia się pytanie, czy bardziej zależy nam na ludzkim uznaniu niż na podobaniu się Bogu. Chodzi tu o pokorę. Bywa, że w naszym życiu duchowym pokorę utożsamiamy jedynie z uniżaniem siebie, zapominając, że jest ona przede wszystkim życiem w prawdzie przed Bogiem, sobą i drugim człowiekiem. To świadomość swoich talentów i mocnych stron oraz wykorzystywanie ich – bez fałszywej skromności – by służyć bliźnim, rodzinie i wspólnocie Kościoła. Natomiast pycha jest czymś zgoła odmiennym. To kłamstwo o nas samych, próba całkowitego uniezależnienia się od Boga, uzurpowanie sobie Jego boskiej władzy i decydowanie po swojemu, co jest dobre, a co złe. Panie, uczyń moje serce według Twego pokornego Serca!
To jedna z najciekawszych postaci, jakie wydał polski Kościół. Osoba świecka, która założyła zgromadzenie albertynów. Uczeń petersburskiego Korpusu Kadetów, który wziął udział w powstaniu styczniowym i w wyniku odniesionych ran stracił nogę. Artysta malarz, który tak długo szukał sensu życia i Boga, aż znalazł go w bezdomnych mieszkających w Krakowie. Mowa oczywiście o Adamie Hilarym Bernardzie Chmielowskim, który wraz z wybraniem drogi radykalnego braterstwa z wykluczonymi stał się po prostu bratem Albertem i zamieszkał z bezdomnymi, alkoholikami i nędzarzami w ogrzewalni miejskiej przy ul. Skawińskiej na krakowskim Kazimierzu. Jak doszło do tej przemiany? Z całą pewnością był to proces, który najlepiej można zaobserwować w listach, jakie całe swoje życie Brat Albert Chmielowski wysyłał swoim bliskim. „Imieniny i wilia bardzo cicho przeszły; (…) wieczór piliśmy w kilku wino i jedli orzechy, i daktyle (…) sztuka na bardzo nudnych ludzi wykierowywa swych adeptów" tak pisał jeszcze w roku 1870, jako student malarstwa. Po kilku latach pyta jednak „Czy sztuce służąc, Bogu też służyć można? (…) Ja myślę, że służyć sztuce, to zawsze wyjdzie na bałwochwalstwo, chybaby jak Fra Angelico sztukę i talent, i myśli Bogu ku chwale poświęcić." Te natchnienia pchają Adama Chmielowskiego do nowicjatu jezuitów, skąd pisze z żarem: "Kościół katolicki to nie budynek z lichymi najczęściej obrazami, w którym się często modlą fałszywe dewotki, (…) gdzie znaleźć też można złych i głupich księży, ale Kościół to jest sukcesja nieprzerwana świętych: ludzi, czynów i zasad, która łączy w jedną całość mnóstwo ludzi (…) To jest Kościół katolicki, święte ciało, choć w nim dużo członków chorych albo umarłych”. Co prawda u jezuitów nie zagrzewa długo miejsca, ale coraz intensywniej szukając Boga, autor tych słów trafi w końcu do ogrzewalni dla bezdomnych. To wtedy w jego listach pojawią się takie słowa: „Miewamy tu niekiedy położenie pozornie bez wyjścia – i to bardzo często, jednak jakoś żyjemy i bracia i ubodzy. W trudnych razach uciekamy się do św. Józefa z prośbą o nasze potrzeby i zawsze jesteśmy poratowani. (…) Sługa Boży ma być zawsze wesoły i spokojny, bo wie, że nad nim Opieka Boska, której was wszystkich polecam. Albert”. Dokładniej Brat Albert Chmielowski, dzisiejszy święty.
Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.