Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.
Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim».
W kontekście dzisiejszej Ewangelii warto dotknąć tematu prawa i jego przestrzegania w Kościele. Słyszymy, że Jezus nie przyszedł znieść Prawa i Proroków, ale je wypełnić. Święty Paweł w Liście do Rzymian (13,10) dopowiada, że wypełnieniem prawa jest miłość, wskazując tym samym kierunek jego interpretacji i stosowania. Nawet w Kodeksie prawa kanonicznego za najważniejszy uważa się kanon 1752, w którym zapisana jest zasada: Salus animarum suprema lex, czyli „zbawienie dusz najwyższym prawem”. To zasada stanowiąca fundament całego systemu prawa Kościoła katolickiego. Oznacza ona, że wszystkie pozostałe przepisy, procedury i struktury są podporządkowane jednemu celowi, którym jest pomoc wiernym w osiągnięciu zbawienia. Prawo należy interpretować i stosować zawsze w perspektywie dobra duchowego człowieka. Panie, daj nam wypełniać Twoje prawo miłością!
Dzisiejszy patron mógłby właściwie zostać przez nas niezauważony. W końcu mowa o młodym Florentczyku, który urodził się pod koniec 1355 lub na początku 1356 roku i swoje życie związał z dominikanami. Tu otrzymał święcenia kapłańskie, tu wcześnie wybrano go przeorem w Santa Maria Novella. Mianowany wikariuszem generalnym z zadaniem przygotowania reformy, wywiązał się z tego znakomicie. Tak dobrze, że w roku 1393 został wikariuszem dla wszystkich zreformowanych domów na terenie całej Italii. Zasłynął jako kaznodzieja, był doradcą papieża Grzegorza XII i arcybiskupem Dubrownika. Zmarł 10 czerwca 1419 roku. To tyle o dzisiejszym patronie, punktów zaczepienia w jego życiorysie brak. No chyba, że wspomnimy o tym, że się jąkał – bo istotnie płynność jego mowy pozostawiała sporo do życzenia. On tymczasem, zupełnie tym nie zniechęcony, jak gdyby nigdy nic wstąpił do najbardziej wygadanej wspólnoty zakonnej – Zakonu Kaznodziejskiego. Ktoś powie, że pewnie był bogaty z domu i politycznie było go przyjąć. Albo, że dominikanie potrzebowali też „milczących wołów”, by korzystając z ich wiedzy inni, ci bardziej wygadani współbracia, mogli kaznodziejsko błyszczeć. Tak oczywiście być mogło, ale nie w przypadku dzisiejszego patrona, który choć – jak to już zostało powiedziane – okrutnie się jąkał, to został wielkim kaznodzieją. Jak to możliwe? Okazuje się, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, szczególnie, gdy o przysługę poprosi go święty. A właściwie święta - Katarzyna ze Sieny – którą bohater naszej niepozornej historii osobiście poznał, której nauczaniem się zachwycił, i za wstawiennictwem której rozwiązał mu się język. A gdy już się rozwiązał, to właściwie nie przestawał już odtąd chwalić Boga. I tutaj jest miejsce na ową drugą intrygująca rzecz związaną ze wspominanym dzisiaj patronem. Chodzi o to co i z jakim żarem głosił. „Wiara i nadzieja mają swoją podstawę tylko w ludziach, miłość zaś w Bogu; wiara może góry przenosić, miłość zaś góry i niebo, i ziemię stwarza; wiara zachęca stworzenia, aby pilnie usiłowały dążyć do raju - miłość prosi Boga, by jak płomień zstąpił na ziemię, tak aby człowiek drogą Jego miłości mógł dojść do nieba. Wiara mówi: służ, człowieku, Bogu twojemu, tak jak się należy, a miłość: Ty, Boże, stań się człowiekiem i służ człowiekowi, bo jest Ci winien więcej, niż posiada. Wiara mówi: pukaj, człowieku, do nieba, by ci otworzono. A miłość: rozedrzyj, Boże, niebo, aby się otwarło dla człowieka. Wiara uczy człowieka umierać dla miłości Boga, miłość zaprasza Boga, aby jako Bóg umarł dla człowieka i jako człowiek dla Boga swego. Wiara człowiekowi ukazuje Boga z daleka, miłość przyprowadza człowieka do Boga i jak Boga czyni człowiekiem, tak człowieka czyni Bogiem. Wierze podlegają słudzy, miłości - synowie, święci i umiłowani.” Konia z rzędem temu, kto w tych słowach rozpozna zacinającego się młodego chłopaka, który pewnego dnia stanął na dominikańskiej furcie prosząc o przyjęcie do wspólnoty. Jako się rzekło: „Dla Boga nie ma nic niemożliwego”. Kto został tak hojnie obdarowany przez Boga? Bł. Jan Banchini (zwany także Janem Dominici od imienia jego ojca, Dominika).
Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.