Nowy numer 24/2018 Archiwum

Rozważania GN

« » Marzec 2018
N P W Ś C P S
25 26 27 28 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7

Niedziela 4 marca 2018

Czytania »

Słowo i obraz: 1 Kor 1,24

|

GN 09/2018

Bóg widzi inaczej

Czytania »

ks. Robert Skrzypczak

|

GN 09/2018

Trafić w dziesiątkę

Nie wystarczy doznać cudu, należy utrwalić jego efekt w postawie zaufania względem Wybawcy. Ktoś może doznać łaski, a nie stanie się uczniem. Uczeń Boga musi nauczyć się słuchać: Szema Izrael – słuchaj! To pierwsze przykazanie, od którego rozpoczyna Bóg swoją terapię Słowem, zastosowaną względem ukochanego ludu. Wcześniej przemówił do niego wydarzeniami, teraz mówi do jego serca. Maryja na jednym ze swych najwcześniejszych wizerunków w katakumbach rzymskich trzyma palec na ustach i ma wyeksponowane ucho. Tak postępuje uczeń Pana.

Oto pod górą Synaj Bóg pasuje swych wyzwoleńców na uczniów, zapraszając ich do szkoły relacji – przymierza. Człowiekowi nie wystarczają ofiary i nabożeństwa. Potrzebuje formacji serca. Dlatego Przedwieczny wręcza mu {BODY:BBC}aseret hadibrot{/BODY:BBC} – dziesięć Słów Życia. Bóg zwraca się do swego ludu w liczbie pojedynczej, jakby mówił do jednej osoby – jestem twoim Bogiem! Nie możesz oglądać się na innych. Świat psuje się wskutek rozproszenia odpowiedzialności. Jego jakość i przyszłość zawsze będzie zależała od osobistego nawrócenia ucznia Boga. Słowo życia domaga się odpowiedzi. Dlatego, jak tłumaczą mędrcy Izraela, Bóg wypisał przykazania na kamiennych tablicach literami, które wypaliły płytę na wylot. Tak samo słowo Boże musi przenikać ludzkie serce „na przestrzał”. Moralność człowieka odkupionego zakłada absolutne pierwszeństwo Boga: to On pierwszy podejmuje działanie i On pierwszy inicjuje dialog wiary. Na przedłużeniu wyjścia z Egiptu znajduje się dalszy ciąg działania Bożego – terapia Słowem. W Egipcie ludzie upadli – jak powiadają niektórzy rabini – na czterdziesty dziewiąty poziom nieczystości. Nie rozróżniali już lewej ręki od prawej. Gdyby spadli na pięćdziesiąty, nie byłoby już ratunku. Bóg uratował ich od złego wpływu Egiptu – jacer hara – złej skłonności tkwiącej w ludzkim sercu, która mogła doprowadzić ich do moralnej sepsy – egzystencjalnego i duchowego piekła. Teraz, odkupieni przez Boga, muszą strząsnąć z siebie nikczemność egipską i osiągnąć pięćdziesiąty stopień duchowej czystości i prawdy, czyli świętość. Stąd nakaz słuchania, potrzeba terapii słowem Boga.

Bóg podarował Izraelitom lekarstwo w postaci dziesięciu przykazań. Droga do Ziemi Obiecanej wiedzie przez dziesięć przykazań. One żyją w Chrystusie, „najpiękniejszym z synów ludzkich” (Ps 145). Kto trafi w Chrystusa, trafi w dziesiątkę. Potrzeba spotkania z tym Boskim Spełnieniem, by przykazania nie pozostały w ludzkich sercach jako nierealna mrzonka.

Czytania »

ks. Zbigniew Niemirski

|

GN 09/2018

Nasze miejsce w świecie

Wspólnotę w tym miejscu założył św. Paweł podczas swej wizyty w czasie drugiej podróży misyjnej. Apostoł odszedł z Koryntu, a w mieście i wśród uczniów Chrystusa pojawili się wrogowie jego misji. W efekcie wspólnota podzieliła się na cztery zwalczające się ugrupowania. Liderzy powoływali się na Pawła, na Kefasa, na Apollosa i na Chrystusa. Szukając jedności, chrześcijanie z Koryntu wysłali delegację do Efezu, bo tam przebywał św. Paweł. Jako delegatów wybrano Fortunata, Stefanasa i Achaika. Trudno dociec, czy każdy w nich należał do określonej grupy. Zdaje się, że jakoś reprezentowali wszystkich podzielonych chrześcijan.

Święty Paweł odpowiada na ich pytania – Pierwszy List do Koryntian jest w istocie odpowiedzią na nie. Apostoł rozpoczyna od próby pokazania, że uczniowie Chrystusa stają w centrum przekonań ówczesnego świata. Z jednej strony jest świat pogański, a z drugiej judaizm. Oba, niby odległe od siebie – bo poganie to politeiści, a Żydzi to wyznawcy prawdy o jedynym Bogu – łączy wspólna prawda: Bóg i bóstwo nie mogą cierpieć. A chrześcijanie stają temu w poprzek: Bóg staje się człowiekiem i cierpi, a nawet umiera. Co prawda zmartwychwstaje, ale wcześniej cierpi. Takie przekonanie jest dla Żydów zgorszeniem, a dla pogan głupstwem. Dla obu grup ostateczną odpowiedzią jest odrzucenie orędzia o zbawieniu. Mijające stulecia pokazują, że uznanie prawdy o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, cierpiącym Bożym Synu, było istotą budowania cywilizacji chrześcijańskiej. Od czasów oświecenia ów fundament zaczął być negowany, rugowany, a nawet czynnie zwalczany. Bóg, który zbawił ludzkość na krzyżu, jest spychany na margines spraw, jakimi żyje człowiek. On ma obchodzić tylko nielicznych, a Jego zbawcze dzieło nie ma żadnego znaczenia dla tego, czym żyje współczesność.

I w taki światopoglądowy ferment zostajemy zaproszeni. Współcześni „Żydzi żądają znaków”, a poganie „szukają mądrości”. Wszyscy oni chcą uczniom Chrystusa wyznaczyć miejsce w jakimś współczesnym kącie, bez większego znaczenia. I co ciekawe, nie brakuje dzisiejszych chrześcijan, którzy – często myśląc, że ratują umierający Kościół, bo są tacy nowocześni i postępowi – biernie godzą się na taką rolę. Ratunkiem jest odważna świadomość, że „to, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi”.

Czytania »

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 09/2018

Jezus skręca bicz

Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie oraz siedzących za stołami bankierów. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powyrzucał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: „Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu Ojca mego targowiska”. Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: „Gorliwość o dom Twój pożera Mnie”.

W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: „Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?” Jezus dał im taką odpowiedź: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo”.

Powiedzieli do Niego Żydzi: „Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?”

On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.

Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w imię Jego, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zwierzał się im, bo dobrze wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co się kryje w człowieku.


1. Jezus usuwający gniewnie kupców ze świątyni to przejmujący i szokujący obraz. Ukazuje on ważny, choć trudny temat gniewu Bożego. W Starym Testamencie nie brakuje obrazów Boga zagniewanego. Gniew Boży to jedna z podstawowych biblijnych idei, których nie można usunąć z chrześcijańskiego przepowiadania czy myślenia w imię fałszywie pojętego miłosierdzia czy dialogu. Tu nie chodzi o emocje Boga. W Biblii gniew Boga jest przejawem Jego zazdrosnej miłości, która nie może znieść niewierności ukochanego narodu. W historii Kościoła pojawiała się tendencja do przeciwstawiania surowego, sprawiedliwego Boga Starego Testamentu „dobremu Bogu” Nowego Testamentu. Jest to jednak herezja (tzw. marcjonizm). W Ewangelii łaski obecny jest również temat gniewu Bożego jako element zasadniczy. Miłosierdzie Boże jest większe niż Boży gniew, to prawda. Ale zło i grzech są przez Jezusa traktowane z całą powagą. Jego gniewna reakcja w świątyni i w wielu innych sytuacjach jest radykalnym wezwaniem do nawrócenia, do zerwania z letnią wiarą.

2. Gorliwość Jezusa wyraża się w mocnym znaku sprzeciwu wobec bezczeszczenia świątyni. Był to protest nie przeciwko kultowi Starego Testamentu, ale jego nadużyciom i zobojętnieniu. Zamiast czci i miłości względem Boga pojawiło się ubijanie interesów, pobożność zredukowana do rutynowej tradycji czy „kupowania” łask. Dziś (i zawsze) oczyszczenia potrzebuje Kościół i każdy z nas, ochrzczonych. Wszak jesteśmy świątynią Ducha Świętego. Czy nadal w to wierzymy? Czy Bóg znajduje się naprawdę w centrum życia Kościoła i życia każdego z nas? Czy oddawanie Bogu chwały i głoszenie Jego królestwa jest priorytetem? Czy Bóg nie zostaje zepchnięty na drugi plan przez inne cele, z pozoru pilniejsze? Czy w Kościele nie bierze często górę zsekularyzowany umysł, który w gruncie rzeczy traktuje Boga nie jako realną rzeczywistość, ale pobożną dekorację dla czysto ludzkich kalkulacji? Nie naprawimy świata bez Boga. Bo bez Boga nic nie może być dobre. Bez adoracji, bez ściągania sandałów w pobliżu „płonącego krzewu” staniemy się działaczami społecznymi, a Kościół zamieni się w organizację pozarządową. Bez oczyszczenia serc z tego, co jest przeciwne Bogu, nie da się budować bardziej ludzkiego świata.

3. Żydzi byli dumni ze świątyni, dlatego byli wstrząśnięci słowami Jezusa, który zwrócił im uwagę, że cały przepych i wspaniałość tej budowli nie mają wielkiego znaczenia w oczach Bożych. Mesjasz przyszedł po to, aby zbudować inną świątynię – „świątynię swego ciała”. Gorliwość Jezusa stała się gorliwością krzyża. „W ten sposób ustanowił raz na zawsze kryterium autentycznej gorliwości: jest to gorliwość dającej siebie miłości. Taką gorliwością musi kierować się chrześcijanin” (Benedykt XVI). Prawdziwą świątynią Boga jest dziś Kościół. Nie ten z kamienia, ale z ludzkich serc. Budowany wiarą, modlitwą, świadectwem, nawróceniem, noszeniem krzyża, wiernością prawdzie. Gdy w Kościele sprawy materialne, układy czy dbałość o wizerunek biorą górę nad czystą gorliwością wiary, wtedy Jezus skręca bicz ze sznurków. On wie, co jest w człowieku. 

Czytania »

Joanna Ziemiańska

|

GN 09/2018

Świeckim okiem

Ten fragment pokazał mi, że wszystkie emocje są „Boże” i wściekłość czy kłótnia wcale nie musi być czymś z założenia złym. Nauczyłam się, że emocje nie dzielą się na dobre i złe. One po prostu są. To, że odczuwamy złość lub chce nam się płakać, nie jest dziełem przypadku, który powinniśmy zignorować. To część nas, którą mamy prawo wydostać na zewnątrz. Oczywiście nie chodzi tu o bezsensowne wpadanie w furię, ale o umiejętne wykorzystywanie palety emocji, które mamy, do stawania w szczerości. Szczególnie ostatnio odkrywam to na modlitwie. Nauczyłam się, że Bóg nie chce wysłuchiwać ode mnie w kółko idealnych formułek, w które układam słowa, tak jak wydaje mi się, że będą brzmiały najlepiej. On jest gotowy przyjąć moją złość, zawód, niepowodzenie w różnych sprawach – wszystko. I myślę, że woli szczere narzekanie i wybuch emocji od sztucznego: „Nie, nie, jest OK, wytrzymam”. Modlitwę „Jezu, ufam Tobie” poszerzam zależnie od sytuacji, czasem o przyznanie się do małej wiary, czasem o narzekanie, że nie jest tak, jak bym chciała, ale kocham i ufam mimo to. Myślę, że taka modlitwa pogłębia moją relację z Bogiem – w końcu rozmawiając z prawdziwym przyjacielem, nie powtarzamy przy każdym spotkaniu: „Witaj, szanowny Tomku, wiem, że wszystko będzie dobrze”. W prawdziwej przyjaźni nie boimy się pokazać wszystkiego, co naprawdę dzieje się w naszym wnętrzu.

Zobacz także

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama