Nowy numer 2/2021 Archiwum

Komentarze do Ewangelii

« » Styczeń 2021
N P W Ś C P S
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6

Niedziela 10 stycznia 2021

Czytania »

ks. Zbigniew Niemirski

Woda, po prostu woda

Jest tu raczej prostota, ale przebogata w znaczenia. Fundamentalnym symbolem staje się woda. O jej życiodajnej sile wiedzieli ludzie starożytnego Bliskiego Wschodu. Wiedział o tym doskonale biblijny prorok, gdy pisał: „Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody”. Zdaje się, że przywoływał obraz ulicznych sprzedawców, którzy oferowali w skwarze dnia ten napój, pisząc: „Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy”. Ale ów uliczny sprzedawca darmowo oferował więcej: wino i mleko. Te napoje, o czym mówi Stary Testament, były więcej niż wodą. Ziemia Obiecana, do której wędrowali Izraelici z niewoli egipskiej, miała być ziemią „miodem i mlekiem płynącą”. A prorok Joel wieścił: „Stanie się owego dnia, że góry moszczem ociekać będą, a pagórki mlekiem opływać i wszystkie strumienie judzkie napełnią się wodą”.

Wino było synonimem rozkoszy, napojem serwowanym podczas uczt. Mleko, razem z miodem, wśród wędrownych pasterzy doby patriarchów, ale i potem, było ważnym produktem spożywczym. Gościom podawano je jako przysmak. Były to napoje podstawowe, ale zarazem ważne i niezbędne. Wśród nich woda była najbardziej prosta, niezwiązana z ludzką pracą, a zarazem najbardziej pożądana. Bez niej życie było niemożliwe. Wiedzieli o tym Izraelici wędrujący z Egiptu do Ziemi Obiecanej. Gdy jej brakowało, podnieśli na pustyni bunt. Wodę swym rodakom miał zapewnić ich przewodnik Mojżesz.

Prosty, a zarazem tak głęboki symbol wody jako źródła życia, życia duchowego, stanie się materią sakramentu chrztu świętego. Do wspólnoty Kościoła wchodzi się nie poprzez tajemne eliksiry czy magiczne płyny, ale poprzez ceremonię polania głowy, która jest bardzo prosta, wręcz ascetyczna. Ale ten skromny w swej formie gest włącza do wspólnoty Kościoła i obdarza chrzczonego łaskami, jakie przyniósł Ten, który ochrzcił się w Jordanie, a potem dokonał zbawienia na drzewie krzyża. •

Czytania »

ks. Robert Skrzypczak

Zwyciężyć świat?

Jego czołowi przedstawiciele wykazują postawę dobrych obywateli, z odpowiedzialnością wsłuchują się w głos ludzi nauki i ekspertów. Lecz czyżby wszystkim miało wystarczyć, że Kościół potrafi dostroić się do fal, na jakich nadają rządzący i specjaliści od zachorowalności? Owszem, ważne są modlitwa, gesty solidarności i miłość okazywana najbardziej potrzebującym… Ale wciąż brakuje w przestrzeni publicznej głosu prawdziwie katolickiego, profetycznego. Zapomnieliśmy o Chrystusowym krzyżu, o mocy Boga w słabości. Co powinno wyróżniać chrześcijanina? Sposób odczytywania faktów, myślenie po Bożemu, nie po ludzku. Takie jest powołanie Kościoła w świecie. Tymczasem kard. Jean-Claude Hollerich powiedział, że pandemia przyspieszyła o jakieś dziesięć lat postęp sekularyzacji tego świata. Kościół musi wrócić do właściwego sobie sposobu istnienia, czyli do nawrócenia, by być na nowo „znakiem sprzeciwu” i głosem proroczym w świecie. Inaczej nasze świątynie pozostaną puste, choć nikogo już wirus straszyć nie będzie. Być może Kościół zanadto zbliżył się do świata, oddając Cezarowi to, co należało się Bogu.

W tej sytuacji mocy nabierają słowa ukochanego ucznia Jezusa: „Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A któż zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?”. Czemu apostoł mówi o zwyciężaniu świata? Czyż nie powinniśmy raczej do niego wychodzić? W Piśmie Świętym słowo „świat” ma dwa znaczenia. Po pierwsze, oznacza kosmos i jego rozwój, który dokonuje się za pośrednictwem człowieka. W tym znaczeniu świat jest dobry. „Świat” może również oznaczać „prymat ludzkiego »ja«”. Tak rozumiany „świat” zawiera się w stwierdzeniu: „Muszę zajmować się moimi sprawami” lub „sam jestem sobie panem”. Przed takim światem Jezus przestrzegał uczniów. – Arcybiskup Fulton Sheen opowiadał, że któregoś dnia zadzwonił znajomy jubiler z pytaniem: „Czy chciałbyś dostać dużo srebrnych krzyżyków?”. „Skąd je masz? – zapytał arcybiskup. „Od zakonnic. Przyniosły mi je i powiedziały, że już nie będą ich używać, bo noszenie krzyżyka separuje je od świata. Pytały, ile mogę im zapłacić za srebro” – powiedział jubiler i zapytał: „Co się dzieje z twoim Kościołem?”. „Właśnie to!” – odpowiedział Sheen. „Pogarda dla Chrystusa i Jego krzyża, która sprawia, że Kościół przyjmuje postawę tego świata”. •

Czytania »

ks. Tomasz Jaklewicz

Bóg jest wierny

1. Jan nie miał mocy, aby przebaczać grzechy, aby naprawić relację między ludźmi i Bogiem. Jako prorok mógł tylko wzywać do nawrócenia i zapowiadać chrzest w Duchu Świętym. Tylko sam Bóg może człowieka wewnętrznie przemienić, odnowić i uleczyć. W chwili naszego chrztu spełniła się zapowiedź św. Jana. Zostaliśmy ochrzczeni przez samego Jezusa, który działa w Kościele. Zostaliśmy zanurzeni w Bożej miłości, w miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego. Nasze dusze zostały zaszczepione przeciwko grzechowi i śmierci. Owszem, nadal jesteśmy podatni na grzech i śmierć, ale moce zła nie mogą nas pokonać, możemy z Jezusem przetrwać wszystko.

2. Dlaczego Pan Jezus decyduje się na chrzest w Jordanie? Chce wypełnić Janowy znak nową treścią. Inauguruje w ten sposób także swoją misję. A cel tej misji ujawnia się podczas Jego chrztu w postaci trzech darów, które stają się także naszym udziałem podczas chrztu. Otwarte niebo. To pierwszy dar przyniesiony przez Zbawiciela, który otrzymujemy w tym sakramencie. Nad naszym życiem otwiera się niebo. Ukazany zostaje cel życia. Drugi dar – Duch Święty, który namaszcza Jezusa, namaszcza także nas w chwili chrztu. Trzeci dar – Bóg mówi do mnie: „Jesteś moim dzieckiem”. Oczywiście Jezus jest Synem Ojca w sposób absolutnie wyjątkowy i niepowtarzalny. Ale misja Jezusa polega właśnie na tym, że dzięki Jego łasce stajemy się przybranymi synami i córkami Najwyższego, który w nas znajduje upodobanie.

3. Modne stało się ostatnio wypisywanie się z Kościoła. Tojakiś rodzaj manifestacji niewiary lub wręcz niechęci do katolicyzmu. Można oczywiście zadeklarować taką postawę przez wpis w księdze chrztów, ale w istocie nie ma to większego znaczenia. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jeśli ktoś nie wierzy, to po prostu przestaje chodzić do kościoła, przestaje się modlić, żyje jako ateista albo wyznawca innej religii. Jeśli ktoś popełni np. cudzołóstwo lub inny grzech ciężki, przez który traci łaskę uświęcającą, nie musi tego zgłaszać w kancelarii parafialnej i wpisywać do księgi chrztów. Z punktu widzenia wiary formalizowanie odejścia ze wspólnoty wiary nie ma większego sensu. Po drugie, ważniejsze, w gruncie rzeczy chrztu udziela Jezus. A On nie wycofa nigdy swojej miłości. Niebo pozostanie nadal otwarte, namaszczenia Duchem Świętym też nie da się wymazać. Apostata, jak każdy inny grzesznik, pozostaje synem lub córką Boga. Marnotrawnym, owszem, ale dzieckiem Bożym. Człowiek może się wyrzec Boga (na wiele sposobów), ale Bóg się człowieka nie wyrzeknie. Będzie czekał na powrót swojego dziecka. Bóg jest wierny. I w tym nasza nadzieja.

Zapisane na później

Pobieranie listy