Nowy numer 49/2019 Archiwum

Komentarze do Ewangelii

« » Październik 2019
N P W Ś C P S
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9

Niedziela 13 października 2019

Czytania »

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 41/2019

Wdzięczność

1. Był to Samarytanin, człowiek o słabszej formacji religijnej niż pozostali. Żydzi byli w konflikcie z Samarytanami, pogardzali nimi. Tak to jednak bywa, że czasem łatwiej o wdzięczność od obcych niż od swoich. Pomyślmy o naszej wdzięczności. Najpierw wobec ludzi. Zwłaszcza tych najbliższych. Nieraz tak się przyzwyczajamy do tych, którzy z nami są i nam służą, że przestajemy szanować ich miłość, dobroć, poświęcenie. Zaczynamy uważać za oczywiste to, co wcale oczywiste nie jest. Tak bywa w małżeństwie, w rodzinie. Jedna dziesiąta. Myślę o tej proporcji. Może tak właśnie jest, że dziękujemy za jedną dziesiątą otrzymanych darów. Tylko człowiek pokorny i ubogi w duchu jest wdzięczny. Konieczna jest tu logika daru, a nie logika „to mi się należy”. Czy czuję się obdarowany drugim człowiekiem, czy raczej obciążony? Dar czy ciężar? Czasem to się ze sobą paradoksalnie łączy. Boże dary bywają wymagające.

2. Druga sprawa to wdzięczność wobec Boga. Czy jest możliwe, że owych dziewięciu nie zauważyło cudu, jakiego dokonał Jezus? A może uznali, że zdrowie po prostu im się należy – skoro jest tylu zdrowych ludzi wokoło, to Bóg po prostu naprawił swój błąd. Jesteś tego warty/warta, masz do tego prawo. Tego typu podejście zabija wdzięczność wobec Boga, który jest bardzo dyskretnym Darczyńcą. Jezus uzdrowił trędowatych niepostrzeżenie. Po prostu: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. To kapłani mieli w Izraelu władzę uznawania kogoś za uwolnionego od trądu i zezwalali na powrót do społeczeństwa. Może owych dziewięciu podziękowało tym kapłanom, a zapomniało o rzeczywistym sprawcy cudu? Każda niedziela powinna być w naszym życiu świętem dziękczynienia. Eucharystia znaczy dziękczynienie. W tekście Ewangelii występuje zresztą czasownik eucharisteo (dziękować). Czy czujemy się obdarowani przez Boga? Czy raczej oskarżamy Go, że nie dał nam tego czy tamtego? Czy modląc się, bardziej proszę, czy dziękuję?

3. Postać wdzięcznego Samarytanina można połączyć z miłosiernym Samarytaninem z przypowieści. Człowiek, który jest gotowy, aby służyć innym, potrafi jednocześnie przyjąć pomoc. I potrafi być wdzięczny. Działa to też w drugą stronę. Kto zauważy człowieka potrzebującego pomocy? Dziewięciu niewdzięczników czy raczej ten, który okazał wdzięczność? Odpowiedź narzuca się sama.

4. Jezus mówi do Samarytanina: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. Te słowa usłyszał tylko on. Pozostałych dziewięciu zostało fizycznie uzdrowionych, ale co z ich duszami? Mieli na tyle wiary, aby posłuchać Jezusa i pójść do kapłanów. Ale ich wiara skończyła się w momencie, gdy otrzymali upragnioną łaskę. Tymczasem wiara, która zbawia całego człowieka, nie może koncentrować się tylko na Bożych darach. Wiara prowadzi do spotkania z Dawcą. Dlatego tylko Samarytanin doświadczył pełnego uzdrowienia. To ważna lekcja dla nas. Każda najmniejsza łaska powinna być bodźcem w stronę łaski największej – spotkania z Bogiem, bliskości z Nim.

Czytania »

ks. Robert Skrzypczak

|

GN 41/2019

Ciało oczyszczone

Biblijny Syryjczyk noszący to imię był dowódcą wojska, człowiekiem dzielnym i poważanym. Tym boleśniejsze i dramatyczniejsze okazało się dla niego rozdwojenie między tym, kim w rzeczywistości był, a tym, jak go postrzegali inni. Co dzień skrzętnie kamuflował swe zepsucie, kompromitującą i upokarzającą przypadłość. Wiadomo, wszystkim cierpną zęby i ściska się serce, gdy nagle jakiś szanowany autorytet i obdarzany przez wszystkich zaufaniem człowiek okazuje się przegniłym do szpiku kości dewiantem. Jezus mówił, że „wielu było trędowatych w Izraelu” (Łk 4,27). To potwierdza jedynie wysyp podobnych przypadków na całym świecie, również w Kościele. Czasem ktoś usiłuje przekonywać, że winniśmy zaakceptować zepsucie i przyzwyczaić się do niego, bo taki jest duch czasów i wymóg postępu cywilizacji.

Na czym polega trąd? W przeszłości przeważało przekonanie, że ciało osób chorych na trąd odpada, ale tak nie jest. Choroba ta poraża nerwy odpowiedzialne za przekazywanie sygnałów bólu do mózgu. Z tego powodu trędowaci nie są świadomi tego, kiedy ich ciało ulega zniszczeniu. Trędowaty może złamać nogę w kostce i nadal chodzić, ponieważ nie będzie odczuwał bólu. Dzisiejszy trędowaty nie odczuwa wyrzutów sumienia, nie cierpi z powodu popełnianego grzechu. Gdy pierwszy raz skłamałeś bądź uległeś pornografii, było ci z tym źle. Usiłowałeś od razu naprawić szkodę: wyspowiadać się, podjąć walkę z dolegliwością. Za dziesiątym razem przestałeś odczuwać cokolwiek. Taki jest mechanizm powolnego psucia się zachodzący w człowieku. Zarażeni często ukrywają chorobę z powodu lęku przed publicznym przyznaniem się do słabości. Wolą ją bagatelizować niż pójść do spowiedzi bądź o niej porozmawiać. Naaman w końcu zgodził się z myślą, że potrzebuje leczenia i że najodpowiedniejszym dla niego lekarzem jest Bóg. Sądził jedynie, że terapia będzie szybka, a skutek natychmiastowy. Tymczasem Pan Bóg proponuje grzesznikowi długą drogę nawrócenia. Za pierwszym, drugim, trzecim zanurzeniem Naamana w Jordanie nie było widać żadnego efektu. Potrzeba było siedmiu kroków. Liczba siedem oznacza pełny proces uzdrowienia.

Uzdrowienie Naamana wyraziło się w dziwnej prośbie, by mógł zabrać ze sobą tyle izraelskiej ziemi, ile tylko zdoła udźwignąć. Czemu poprosił o ziemię? „Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię” (Mt 5,5) – mówił Jezus. „Tą ziemią obiecaną cichym – wyjaśniał św. Leon Wielki – ziemią, którą mają otrzymać łagodni, jest ciało świętych”. Wolność od trądu to ciało połączone z duchem, przysposobione do pełnienia woli Bożej, uwolnione od zepsucia i egoizmu, gotowe do ofiar. „Chwalcie Boga w swoim ciele” (1 Kor 6,20). •

Czytania »

ks. Zbigniew Niemirski

|

GN 41/2019

Wszechmogący tego nie może

Autor listu po prostu wplótł go w treść, zdając sobie sprawę, że będzie doskonale rozpoznawalny. Ale na koniec dodał coś od siebie. I to zaskakuje. W hymnie brzmią doskonałe harmonijne paralele członów: „Z Nim współumarliśmy, z Nim żyć będziemy (…). Z Nim trwamy w cierpliwości, z Nim będziemy królować”. Są tam także przestrogi: „Jeśli się będziemy Go zapierali, to i On nas się zaprze”. Ale w ostatnim wierszu ta harmonia się załamuje: „My odmawiamy wierności, On wiary dochowuje”. Paralelizm synonimiczny przeradza się z nagła w paralelizm antytetyczny, czyli przeciwstawny. Antyczna poezja na tym nie cierpi, ale całkowicie zmienia się treść przekazu. Co więcej, autor dodaje coś niespodziewanego: „Bo [Jezus Chrystus] nie może się zaprzeć siebie samego”. Chrystus Pan, nauczyciel i zbawca, umarł na krzyżu jako Zbawiciel. Chrześcijanin, Jego uczeń, również umiera dla dawnego życia w momencie chrztu. Chrystus zmartwychwstał i Jego uczeń powstaje do nowego życia, gdy obiera Go sobie jako Pana i Zbawiciela. Teraz, na ziemi, może ponosić cierpienia i prześladowanie, bo i Chrystus je ponosił, ale ze Zmartwychwstałym „będzie królował” w chwale nieba. Wszystko harmonijnie gra, aż do ostatniego stychu hymnu: „My odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego”.

My „odmawiamy wierności”, bo łamiemy chrzcielne zobowiązania jako grzesznicy. On, mimo to, pozostaje wierny swym zobowiązaniom. Wraca w tych słowach starotestamentowa teologia przymierza. Pan Bóg zawierał je wciąż na nowo: w raju, z Abrahamem, pod Synajem i kolejne. Gdy człowiek łamał je przez grzech i niewierność, On mógł porzucić je. Ale Pan Bóg nie zniechęcał się człowiekiem, nawiązywał kolejne przymierza, aż po to ostateczne i doskonałe, gdy wydał na śmierć swojego Syna. I tutaj pojawia się finalny paradoks. Choć człowiek przez grzech wciąż łamie przymierze z Panem Bogiem, to On przez zbawcze dzieło swego Syna nie może się zaprzeć tego, co stało się na krzyżu. Stwórca pozostaje wierny przymierzu wbrew wszystkiemu, bo gdyby zrobił inaczej, zaparłby się tego, że jest miłością. •

Czytania »

Konrad Wojciech Samorodny

|

GN 41/2019

Świeckim okiem

Dziś ludzie zwykle są zamknięci w sobie. Niosą wielki ciężar w postaci chorób, problemów, niewypowiedzianych słów, które wyniszczają ich niczym chorych na trąd, którzy zostali odtrąceni przez społeczeństwo. Syn Boży ukazuje nam postawę, którą powinniśmy reprezentować. Nie jest to łatwe. Ja jestem wychowany w rodzinie, gdzie od najmłodszych lat uczyłem się pomagać mojej niepełnosprawnej siostrze. Pomoc komuś nie jest więc dla mnie niczym niezwykłym. Dopiero kiedy dorosłem, zobaczyłem, jak wielką barierą bywa dla kogoś podejście do obcej osoby i udzielenie jej pomocy. Działa to również w drugą stronę. Jeżeli ktoś chce nam pomóc, wykorzystajmy to, bo sami bardzo często do niczego nie dojdziemy, a jeśli już nam się uda, to z podwójnym trudem. Nie wiem, dlaczego w XXI wieku człowiek ma coraz większy problem z nawiązaniem kontaktu z drugą osobą. Mówienie, że technologia odizolowuje nas od ludzi, nie jest wytłumaczeniem. Dlaczego w takich czasach, w których przyszło nam żyć, nie potrafimy rozmawiać z innymi? Naprawdę oddałbym wszystko, żeby w razie potrzeby pomóc komuś, nieważne, czy to jest osoba bliska, czy zupełnie obca. Jeden mały gest, jedno słowo, czasem tylko obecność przy kimś wystarczy, żeby mu pomóc. •

Zapisane na później

Pobieranie listy