Gość Sandomierski 38/2019 Archiwum

Komentarze do Ewangelii

« » Wrzesień 2019
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12

Niedziela 8 września 2019

Czytania »

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 36/2019

Zazdrosna miłość Boga

1. To zdanie jest szokujące. Rozumiane dosłownie brzmi jak słowa szaleńca. Czy mamy odrzucić miłość do ludzi najbardziej godnych miłości? Biskup Robert Barron, komentując ten fragment, proponuje przeprowadzić myślowy eksperyment. Spróbujcie, powiada, wyobrazić sobie to samo żądanie w ustach innego religijnego lidera. Czy coś takiego mógłby wypowiedzieć Mahomet albo Budda czy Konfucjusz? Nie, nikt z nich nie stawiał siebie samego w takiej pozycji. Nikt nie wysuwał tak stanowczego żądania, by kochać go więcej niż kogokolwiek czy cokolwiek innego. Jezus nie jest bowiem jednym z wielu założycieli religii ani jednym z wielu proroków. On jest Tym, którego po omacku szukają wszystkie religie. On jest prawdą, która weryfikuje autentyczność innych proroków. On zmusza do wyboru. Albo jest naprawdę tym, za kogo się podaje, czyli wcielonym Bogiem, albo jest niebezpiecznym megalomanem, którego należy zamknąć w psychiatryku. Nie ma innej opcji. Nie jest możliwe zajęcie postawy pośredniej wobec Jezusa (choć wielu próbuje to robić), że coś tam z Ewangelii zaakceptujemy, a resztę dostosujemy do naszych możliwości. Jezus zmusza do jednoznacznego wyboru. Kto jest letni, ten jest zimny.

2. Jakie są konsekwencje takiego wyboru? W naszym życiu mamy wiele ważnych wartości. Pieniądze, kariera, polityka, miłość do ojczyzny, rodzice, rodzina, przyjaciele. To są dobre rzeczy, nic jednak nie jest godne tego, aby być w centrum życia. Jezus mówi o nienawiści do ojca czy matki. Nie jest to oczywiście wezwanie do odrzucenia wszystkich tych wartości czy do nienawidzenia kogokolwiek. Chodzi o zachowanie wewnętrznej wolności, o przestrogę przed tym, by  nic z tych dóbr nie stało się bożkiem. Chodzi o uznanie, że jest tylko jeden Bóg, przed którym klękam. Jedno Najwyższe Dobro, którego pragnę najbardziej.

3. Owo radykalne roszczenie Jezusa można zrozumieć jeszcze w innym biblijnym kluczu. Jezus jest Oblubieńcem, który chce poślubić Oblubienicę. Stary Testament mówił o zazdrosnej miłości Boga. Kiedy mężczyzna się oświadcza, liczy na wyłączną miłość. Wszelkie inne miłości muszą zejść na drugi plan.

4. Wszystko to ma znaczenie praktyczne. Mamy jakąś misję do wykonania, inaczej mówiąc – powołanie. Dwie przypowieści przywołane przez Nauczyciela mówią właśnie o tym. Jest obraz wojny i obraz budowania. I jedno, i drugie w życiu jest ważne. Czasem jest więcej walki, czyli pewnego zmagania (walka z pokusami, cierpienie, trudności życiowe itd.), czasem jest okres spokojnego budowania. W obu przypadkach o własnych siłach nie damy rady, konieczna jest Boża łaska. Dlatego Jezus wypowiada słowa: „Nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”. Tu nie chodzi o odrzucenie lub zanegowanie jakiejś wartości, lecz o wolność od przywiązań, które pozbawiają mnie podłączenia do źródła mocy, do Boga. Bez związania z Nim człowiek jest skazany na klęskę, zarówno walcząc, jak i budując. •

Czytania »

ks. Robert Skrzypczak

|

GN 36/2019

Wola Boża czy własna?

Uznałem to za świetnie brzmiący religijny aforyzm. W sam raz do pamiętnikowego wpisu bądź jako motto na obrazek prymicyjny. Z czasem jednak zrodziła się we mnie ciekawość: czego dotyczy wola Boga? Czego Bóg może oczekiwać ode mnie? Wreszcie nadeszła dojrzalsza refleksja: jeśli chcesz przyjąć wolę Bożą, musisz wyrzec się własnej. Jeśli jesteś pełen siebie i po brzegi wypchany własnymi pomysłami na życie, projektami, zamierzeniami i pragnieniami, w jaki sposób Bóg zdoła przedrzeć się przez ten pogmatwany gąszcz twego ja? Chcesz zbliżyć się do Boga? Musisz zrobić dla Niego miejsce.

Święci ruszali na pustynię, zamykali się na pewien czas w miejscu odosobnienia, by usłyszeć głos Boga i dojść z Nim do zgody. Święty Jan z Dukli, zanim rzucił się w działalność misyjną i rekolekcyjną, zaszył się w małej chatce w Beskidach. Podobnie zrobili brat Albert, bł. Antonio Rosmini, Edyta Stein i wielu innych gigantów chrześcijańskiej duchowości. Najpierw słuchaj, potem działaj. Każdy czyn, każdą decyzję i każde przedsięwzięcie poprzedź intensywną modlitwą, spowiedzią, konsultacją z osobą, która ma otwarte oczy na perspektywę Boga. Nie zaczynaj zbyt wcześnie szlachetnych dzieł i nie pouczaj innych. Diabeł zna twe słabości i głupotę, rzuci się na ciebie w chwili słabości i cię pożre. Bo nie nabyłeś sztuki walki duchowej i całkowitego powierzenia się Bogu.

Jezus spędzał noce i poranki na modlitwie. Do krwistego potu walczył w Ogrodzie Oliwnym o dobrowolne poddanie się we wszystkim woli Ojca. Nie jest łatwo powiedzieć: „Nie tak jak ja chcę, ale jak chcesz Ty”. Pełnienie woli Bożej to najbardziej cenny w Jego oczach rodzaj oddawania Mu czci i sprawowania kultu. Wydaje się, że to religijna sielanka, lecz gdy w grę wchodzi przyjęcie krzyża i dobrowolne przylgnięcie do niego, okazuje się, że nie jest to proste. Zgoda na przyjęcie woli Bożej wcale nie jest łatwiejsza, gdy nosi się koloratkę czy strój zakonny. Luiza Piccarreta doprowadzała do rozpaczy wielu prałatów i teologów, którzy czytali jej słowa na temat pełnienia woli Bożej. Dużo kosztowało niejedną osobę słuchanie pogodnych katechez na temat woli Bożej z ust kobiety przez lata przykutej do łóżka, z fizjologiczną nietolerancją na pokarmy (mogła przyjmować jedynie Komunię św.) i urzekającą pogodą ducha, którą zarażała niejedną strapioną duszę. W posłuszeństwie spowiednikowi spisywała traktat o pełnieniu woli Bożej, aż pewnego dnia delegacja Świętego Oficjum zażądała wydania wszystkich jej zapisków i zaprzestania sporządzania dalszych. Luiza nie napisała więc już żadnego słowa. Całkowicie poddawała się Bożym decyzjom. •

Czytania »

Ks. Zbigniew Niemirski

|

GN 36/2019

Chrześcijańska społeczna (r)ewolucja

To jedno z najkrótszych pism Biblii. Napisał go św. Paweł, przebywając w więzieniu. Działo się to zapewne u kresu działalności w Efezie, gdzie Apostoł Narodów odnosił sukcesy w pracy ewangelizatora. Te, na skutek wrogości pogańskiego otoczenia, sprawiły, że znalazł się w więzieniu. Siedział z niejakim Onezymem, zbiegłym niewolnikiem, który był własnością Filemona, jak się okazało, chrześcijanina. Święty Paweł ochrzcił Onezyma w więzieniu. A niewolnik ten czekał na wyrok. Ten był prosty: zostanie odesłany do swego pana. Wypalą mu też na ramieniu lub czole literę F symbolizującą słowo fugitivus. Była to informacja, że niewolnik jest skłonny do ucieczki. Ktoś taki stawał się wówczas towarem „drugiej kategorii”. Dlatego św. Paweł pisze do Filemona, właściciela Onezyma: „Proszę cię za moim dzieckiem, za tym, którego zrodziłem w kajdanach, za Onezymem. Jego ci odsyłam; ty zaś jego, to jest serce moje, przyjmij do domu… Przyjmij go jak mnie”. Niewolnika nazwano sercem i miał on zostać przyjęty tak, jakby był samym św. Pawłem. Coś niewyobrażalnego w tamtym czasie.

Wybaczcie, drodzy czytelnicy, to porównanie, ale w mentalności tamtych ludzi niewolnik nie był niczym innym i niczym więcej niż domowy sprzęt czy dobytek. I oto „takie coś” ma być sercem wielkiego św. Pawła. To rewolucyjna chrześcijańska zmiana mentalności. Apostoł Narodów rozumiał doskonale, że zbawcze dzieło Jezusa obejmuje ludzi wszystkich narodów oraz każdej warstwy społecznej, także niewolników. Czy rozumieli to inni? O rozszerzenie ich świadomości i sumienia apeluje św. Paweł, pisząc do Filemona: „Może bowiem po to oddalił się od ciebie na krótki czas, abyś go odebrał na zawsze, już nie jako niewolnika, lecz więcej niż niewolnika, jako brata umiłowanego”. Dzieje Kościoła dowodzą, że chrześcijanie doskonale zrozumieli intencje św. Pawła. Minione wieki pokazały, że chrześcijaństwo nie tylko przyczyniło się do upadku niewolnictwa, ale i zatrzymało walki na rzymskich arenach, gdzie dla poklasku gawiedzi walczyli gladiatorzy. •

Czytania »

Artur Waligóra

|

GN 36/2019

Świeckim okiem

Czytając po raz pierwszy dzisiejszy fragment Ewangelii, wpadłem w konsternację. Jak to możliwe, że Jezus nawołuje do nienawiści względem moich bliskich, rodziców, ludzi, którzy mnie otaczają? Przecież w tej samej Ewangelii, kilka rozdziałów wcześniej, w przykazaniu miłości, wręcz nakazuje nam miłować bliźniego. Trochę się to kłóci. Czytam jednak dalej i dopiero ostatnie zdanie przynosi wyjaśnienie. Jezusowi wcale nie chodzi o nienawiść do osób, ale o nienawiść do przywiązania, wygody i szukania korzyści. Planujemy swoje życie i karierę, dążymy do stworzenia rodziny, posiadania wymarzonego domu, dobrze wychowanych dzieci… Trudno jest nam wyobrazić sobie, że możemy tego wszystkiego nie posiadać. Jezus uczy nas kochania miłością wolną od przywiązania, miłością doskonałą, taką jaką On nas umiłował. Poucza też, abyśmy umieli wyzbywać się przywiązania do rzeczy materialnych, do osób, spraw tego świata, i w ten sposób mogli nazywać się Jego prawdziwymi uczniami.. •

Zapisane na później

Pobieranie listy