Nowy numer 34/2019 Archiwum

Komentarze do Ewangelii

« » Sierpień 2019
N P W Ś C P S
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7

Niedziela 11 sierpnia 2019

Czytania »

ks. Robert Skrzypczak

|

GN 32/2019

Przyjdzie noc wyzwolenia

„Mówią, że nadzieja to matka głupich. Nie zgadzam się. Nadzieja to, owszem, matka, ale tych, którzy potrafią patrzeć w dal” – powiedział kard. Wyszyński. I mówił to człowiek, którego przez trzy lata trzymano w odosobnieniu, każąc sądzić za każdym razem, że nie będzie stamtąd żadnego wyjścia. Wyszedł z gotowym programem na duchową odnowę narodu. Patrzył daleko. „Nie bój się – powiedział mi kiedyś ojciec Alfred, wędrowny jezuita – nawet gdyby ludzie zamknęli przed tobą wszystkie drzwi, Pan Bóg będzie trzymał dla ciebie uchylone okienko”. Nadzieję na uchylone okienko w grubym murze okalającym egipski obóz pracy zasiewał w izraelskich sercach Mojżesz. Przyjdzie noc wyzwolenia – powtarzał. Przyjdzie czas na wynurzenie, choćbyś w tej chwili szedł pod wodę. Podobną nadzieję budził w sercu uczniów Jezus, gdy głosił im nadchodzące królestwo niebieskie. Nie spodziewali się, że nadejdzie ono przez Jego śmierć i zmartwychwstanie. Gdy tylko to się stało i gdy odkryli, że Jezus powołał ich na świadków swego zwycięstwa nad grzechem i śmiercią, zrozumieli, że nie chodzi o kolejną religię na świecie, ale o nieprzerwany nurt budzenia nadziei w ludzkich sercach.

Narzędziem do tego okazał się kerygmat – potężne Słowo, namaszczone Duchem Świętym, które ma moc przekształcić grzesznika w świętego, kanalię w anioła, dolinę płaczu w raj. Ludzie, słysząc o Chrystusie, o odpuszczeniu grzechów i o miłości Bożej zstępującej do ich serc i umysłów, „nabierali otuchy, wiedząc niechybnie, jakim przysięgom zawierzyli”. Coś ich zmieniało od środka – nadzieja na „ocalenie sprawiedliwych i zatratę wrogów”. Ta sama moc pokonywała grzech i budziła uwielbienie. Kerygmat jest matką liturgii i modlitwy. Zaledwie Izrael przekroczył wody Jordanu, natychmiast zaczął obchodzić Paschę. Każda Pascha budzi ufność, że ten sam Bóg, który niegdyś ratował naszych ojców z niewoli, uratuje także nas; ta sama siła, która dźwigała Szawła z upadku, Franciszka z rozpaczy, Ritę z upokorzeń i Maksymiliana Kolbego z upodlenia, podźwignie również naszego ducha. Tamci „podejmowali jednakowo i dobra, i niebezpieczeństwa”, nam też Bóg pozwoli przetrwać czas próby i zamętu, odstępstwa i pychy. I nastanie nowy poranek chrześcijaństwa. Już widać jego zalążki. Uczniowie Chrystusa mogą zapomnieć formuł wiary po łacinie, mogą zgubić nuty maestro Palestriny, mogą utracić przepiękne katedry i opactwa, ale nie mogą utracić nadziei. Nigdy. I nie wolno im pod żadnym pozorem zaprzestać głoszenia kerygmatu. •

Czytania »

ks. Zbigniew Niemirski

|

GN 32/2019

Wierz i rozumiej

Nie oznacza to, że wcześniej w oficjalnej nauce Kościoła nie zatrzymywano się na kwestii wiary. Przykładem jest Sobór II w Orange z roku 529, podczas którego odwoływano się do nauczania św. Augustyna, że wiara jest łaską, darem Pana Boga. Można jednak posiadać łaskę wiary, ale ją odrzucić. Sobór Trydencki uczy również: „Wiara jest początkiem ludzkiego zbawienia, fundamentem i korzeniem wszelkiego usprawiedliwienia, bez niej »niemożliwe jest podobać się Bogu«, ani dojść do wspólnoty Jego synów; mówimy zaś, że jest usprawiedliwiony »darmowo», bo nic, co poprzedza usprawiedliwienie, wiara lub uczynki, nie zasługuje na łaskę usprawiedliwienia. Jeśli jest łaską, to nie z uczynków, w przeciwnym razie (jak mówi Apostoł) łaska nie byłaby już łaską”.

Często bywa tak, że staramy się oddzielać wiarę od ufności i od rozumu. Tymczasem św. Augustyn napisał ważne zdanie: „Wierz, abyś rozumiał, rozumiej, abyś wierzył”. Wiara bez rozumu, bez jakiegoś zbioru argumentów racjonalnych, może przeradzać się w czysto sentymentalny fideizm. Wiara nie jest też wiedzą. Argumenty w pewnym momencie się kończą i potrzeba „rzucenia się” w jakąś niepewność. Aczkolwiek trzeba tu przypominać, że owo „rzucenie się” dotyczy nie tylko wierzących. To nie jest tak, że wierzymy, iż Pan Bóg istnieje, a ateiści wiedzą, że Go nie ma. Oni również nie mają absolutnych argumentów i muszą w pewnym momencie „rzucić się” w jakąś niepewność. Z kolei separowanie wiary od ufności rozmija się z tym, co pokazuje Biblia, a o czym dziś słuchamy w Liście do Hebrajczyków: „Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy”. Wiara Abrahama i patriarchów jest pełna ufności w spełnienie się Bożych obietnic. Warto tutaj wrócić do „amen”, które kończy nasze modlitwy. Przejęliśmy je z hebrajskiego czasownika mn który ma szerokie pole znaczeniowe. Można go rozumieć jako „ufać”, ale też „wierzyć”. •

Czytania »

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 32/2019

Mała trzódka, wielka nadzieja

1. Ale przecież posiadają ogromny skarb, którym jest Jezus. Spoglądamy dziś nerwowo na spadające statystyki praktykujących wiarę, na pustoszejące seminaria. Smutkiem napawają coraz liczniejsze przypadki odejść z kapłaństwa, rozwody. Ilu z nas zostanie w Kościele? Być może mała trzódka. Scena z wakacji. Kościółek we Francji, prześliczny, zabytkowy, w pięknej miejscowości. Na niedzielnej Mszy Świętej jest 13 osób. W sąsiedniej miejscowości do kościoła nie chodzi już nikt. Jest zamknięty. „Nie bój się, mała trzódko”. Powtarzam sobie te słowa Jezusa. Proszę, aby nas pocieszył, uspokoił, zabrał lęk o przyszłość Kościoła. W głowie kołatają mi od dłuższego czasu inne słowa Jezusa: „Czy i wy chcecie odejść?”. Nie chcemy, Panie. Ale coraz trudniej trwać. „Nie bój się, mała trzódko”.

2. „Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze”. Komentarz biblijny mówi, że to zdanie było przysłowiem znanym już w greckiej literaturze. Sens tej sentencji jest taki: moim skarbem jest to, dla czego pracuję z poświęceniem, oddaniem, pasją. Pan Jezus przekonuje, że prawdziwym skarbem nie może być bogactwo materialne. Skarbem jest królestwo Boże, czyli Bóg żyjący w nas. Warto zapytać swojego serca, czy szuka Bożego królestwa. Co jest moim skarbem? Za czym tęsknię, czego szukam? To nie jest tak, że nasze serce wie, za czym ma podążać. Owszem, na najgłębszym poziomie ludzkie serce szuka Boga. Ale często wydaje się, że Bóg jest daleko, jakby za zasłoną, niedosiężny. I wtedy serce może nas zwodzić, szukając „zastępstwa”, czyli jakiegoś ziemskiego królestwa, które wypełni pustkę, osłodzi ból, zagoi piekącą ranę. Stąd konieczność porządkowania pragnień, czyli pracy nad własnym sercem. Aby tęskniło za Bogiem. Bo tylko w Nim znajdzie ukojenie. Ile razy musi nas zwieść nasze serce, zanim odkryjemy tę jedną jedyną najważniejszą miłość? Może nie ma innej drogi. Może wszelkie nasze sercowe kłopoty są jakoś wpisane w Bożą pedagogikę. Niespokojne jest nasze serce, póki nie spocznie w Nim.

3. Lekiem na niepokój serca jest postawa czuwania, gotowości, oczekiwania. Musimy sobie powtarzać, że to, co jest, to jeszcze nie to. Nasz kłopot polega na tym, że nie potrafimy dziś czekać. Chcemy szybkiego efektu, natychmiastowej satysfakcji. Czas ucieka, a my gonimy jak wariaci. Wydaje się nam, że tracimy życie. Przemijanie boli, ale ma sens. Nie wolno poddawać się pokusie rezygnacji czy rozpaczy, ucieczki w używanie lub cynizm. Przepasane biodra, zapalone pochodnie – to symbole ludzi żyjących nadzieją. Nadzieja to cierpliwość w oczekiwaniu na Boże obietnice. „Szczęśliwy ten sługa, którego pan, powróciwszy, zastanie przy tej czynności”. Każdy z nas ma swoje miejsce, zadanie, powołanie, misję. Czasem mimo ciężkiej harówki efekty są nikłe. Bóg widzi jednak wszystko inaczej. Jego przyjście jest pewne. Nie wiemy kiedy, ale przyjdzie. Więc… módl się i pracuj. Każdy dzień przybliża cię do spotkania. Do weselnej uczty. Szczęśliwi, którzy żyją tą nadzieją.


Książka w promocyjnej cenie:

Czytania »

Kamil Łuczak

|

GN 32/2019

Świeckim okiem

Święty Piotr Eymard w jednej z refleksji na temat Eucharystii wspomniał kiedyś o słowie egredere („wyjdź [z Twej ziemi]”), skierowanym przez Boga do Abrahama. To słowo utkwiło mi w głowie. Kiedy czytam słowa z Listu do Hebrajczyków, zastanawiam się, czego mi brakuje, aby wyruszać dalej, walczyć o swoje marzenia i o bycie lepszym. Chociaż najczęściej wiem o tym, że dana decyzja przyniesie mi korzyści, to się waham, nie potrafię uczynić kroku naprzód. Natomiast Abraham opuścił swoje miasto rodzinne i wyruszył w nieznane, bo zaufał Panu. Tego muszę uczyć się od patriarchy. Muszę przyjąć taką postawę, by nie dyskutować, lecz działać. Egredere, wyjdź ze swojej wygody, ze swojej twierdzy, i wyrusz w nieznane, bo z Panem Bogiem będzie to niesamowita przygoda, choć nie jest powiedziane, że będzie łatwo. Trzeba Mu tylko uwierzyć. •

Zapisane na później

Pobieranie listy