Jesień Prymasa

Andrzej Grajewski

|

GN 43/2011

dodane 27.10.2011 00:15

55 lat temu kard. Wyszyński przyczynił się do zapobieżenia sowieckiej interwencji oraz poszerzył granice naszej wolności.

Jesień Prymasa Spotkanie Prymasa Polski ze studentami, 19 XI 1956 w pałacu prymasowskim w Warszawie pap

Gdy wieczorem 25 września 1953 r. za prymasem zamknęły się drzwi ubeckiego samochodu, który wywiózł go z Warszawy, wielu sądziło, że to finał jego posługi. Społeczeństwo nawet nie wiedziało, gdzie przebywa, a władze uważały, że problem jest zamknięty. 28 października 1954 r. bp Michał Klepacz, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w rozmowie z premierem Józefem Cyrankiewiczem wystąpił z żądaniem zwolnienia kard. Wyszyńskiego i usłyszał, że nie jest to możliwe. „Prymas był mącicielem porządku publicznego, wrogiem Polski Ludowej. Nigdy nie wróci na stanowisko” – oświadczył twardo premier. Biskup Klepacz miał mu wówczas odpowiedzieć, że polityk nie powinien używać słów „nigdy” oraz „na zawsze”. „Zmieni się koniunktura – dodał – i ten sam rząd będzie gotów zmienić swój stosunek do prymasa”. Nie musiał długo czekać, aby jego słowa się sprawdziły.

Krzyczą: Wyszyński

Po buncie robotników w Poznaniu w czerwcu 1956 r. wiadomo było, że odrzucona być musi stalinowska wersja komunizmu, ale i polityka władz wobec Kościoła

. Wiele z haseł wysuwanych przez protestujących robotników, nie tylko zresztą w Poznaniu, dotyczyło bowiem wolności religii oraz uwolnienia Prymasa Polski.

Od 19 do 21 października odbyły się w Warszawie obrady VIII Plenum KC PZPR, które spowodowały radykalne zmiany w kierownictwie partii. Na jej czele stanął Władysław Gomułka, do niedawna sam przebywający w areszcie domowym. Początkowo jednak nie zamierzał iść na żadne ustępstwa wobec Kościoła, a tym bardziej uwalniać prymasa. Coraz głośniej jednak zaczęli się o niego upominać Polacy w trakcie fali wieców i demonstracji. Pod wpływem tych żądań 24 października Biuro Polityczne KC PZPR podjęło decyzję, aby wysłać swych przedstawicieli: Zenona Kliszkę oraz Władysława Bieńkowskiego na rozmowy z prymasem. Gomułka osobiście musiał się zmierzyć z tym problemem jeszcze tego samego dnia w czasie wiecu, który odbył się w centrum Warszawy. Organizator wiecu Stefan Staszewski, ówczesny I sekretarz KW PZPR w Warszawie, wspominał po latach: „Gdy zaczął zapadać zmrok, do trybuny, na której na placu Defilad przemawiał Gomułka, nagle zaczęły dochodzić okrzyki: Wyszyński, Wyszyński. Gomułka zdenerwowany pyta: co oni krzyczą. Mówię: krzyczą Wyszyński”. Gomułka nakazał wówczas rozwiązać wiec, ale z ogromnego tłumu pozostało jeszcze do nocy ok. 70 tys. demonstrantów wznoszących okrzyki na cześć uwięzionego kardynała.

Obiad jak co dzień

Wysłannicy Gomułki do Komańczy, gdzie w klasztorze sióstr nazaretanek od jesieni 1955 r. internowany był Prymas Polski, dotarli rano 26 października 1956 r. Prymas jadł właśnie śniadanie, gdy na piętro, gdzie mieszkał, wbiegła przełożona nazaretanek z informacją, że przyjechali ministrowie z Warszawy i proszą o rozmowę.

Prymas nie przerwał jedzenia, a na ponaglenie zakonnicy, że delegaci już czekają, odparł spokojnie, że on czekał na nich przez trzy lata. Gdy skończył, zszedł do gości, aby wysłuchać, z czym przyjechali. Wysłannicy nalegali na jego szybki powrót do Warszawy, aby uspokoić coraz bardziej napiętą sytuację w kraju. Prymasowi nie chodziło jednak o własną wolność. Podkreślał, że spokój wróci dopiero wtedy, gdy zagwarantowane będą podstawowe prawa Kościoła. Zażądał zniesienia dekretu z lutego 1953 r. o obsadzeniu stanowisk kościelnych, a także powrotu z wygnania biskupów z Katowic oraz wypuszczenia z więzienia bp. Czesława Kaczmarka. Domagał się również wznowienia prac Komisji Mieszanej, która miała stworzyć nową podstawę prawną w relacjach Kościół–państwo. Po południu prymas wspólnie z gośćmi zasiadł do posiłku. Jak zanotował: „Siostry chciały dać lepszy obiad.

Byłem zdania, że ma być zwykły, jak na co dzień”.

Następnego dnia warunki prymasa zostały przedstawione Gomułce, który miał podjąć decyzję. Nie była dla niego łatwa. Stary komunista nie ufał prymasowi i obawiał się jego wpływów. Jednocześnie miał świadomość, że nastroje społeczne radykalizują się z dnia na dzień. Obawiał się wybuchu niezadowolenia społecznego oraz reakcji Kremla, zwłaszcza że w tym czasie w Budapeszcie trwało już antykomunistyczne powstanie, które rozpaliło się na całe Węgry. Dla jego stłumienia Moskwa użyła czołgów. Nie było żadnej wątpliwości, że postąpi podobnie, jeśli wydarzenia w Warszawie wymkną się spod kontroli. Gomułka wiedział, że nie ma na co czekać, dlatego
26 października Biuro Polityczne podjęło uchwałę „akceptującą powrót Wyszyńskiego na poprzednie stanowisko”. Dwa dni później w uroczystość Chrystusa Króla kard. Wyszyński przybył do Warszawy i wieczorem udzielił z balkonu swej rezydencji publicznego błogosławieństwa grupie wiernych, która przybyła do pałacu prymasowskiego.

Leczenie ran

Prymas nie tylko odzyskiwał wolność, ale miał obiecaną poważną korektę polityki wyznaniowej. Prowadzone w wielkiej dyskrecji negocjacje z władzami, które zakończyły się 8 grudnia 1956 r., przybrały kształt dokumentu, który nazywany jest małym porozumieniem w odróżnieniu od porozumienia zawartego z władzami w 1950 r. Władze wycofywały się z lutowego dekretu z 1953 r., który był bezpośrednią przyczyną konfliktu, zakończonego internowaniem prymasa, zgadzały się na powrót katechezy do szkół, a także akceptowały powrót administratorów apostolskich do Opola, Wrocławia, Gorzowa Wielkopolskiego, Gdańska i Olsztyna, usuniętych w 1951 r. Przywrócono opiekę duszpasterską w zakładach karnych oraz ośrodkach zdrowia, a także zezwolono na powrót żeńskich zgromadzeń zakonnych, usuniętych w 1954 r. z 323 domów zakonnych na Ziemiach Zachodnich. Wszystko to były wielkie sukcesy Kościoła i chociaż władze po kilku latach z części tego porozumienia się wycofały, np. w sprawie katechezy, nigdy już nie wróciły do najbardziej brutalnych metod z czasów stalinowskich.

Powrót prymasa do Warszawy z pewnością przyczynił się do uspokojenia nastrojów społecznych i zwiększył wiarygodność Gomułki, który pilnie potrzebował wsparcia w kontekście zarówno nacisków Moskwy, jak i w obliczu tragedii węgierskiej. Prymas miał świadomość, że każdy jego nieostrożny gest czy słowo może wzniecić w kraju pożar, nad którym nikt nie zapanuje. Odwlekał moment swego publicznego wystąpienia aż do czasu wyciszenia się nastrojów społecznych. Jednocześnie intensywnie zabiegał o uwolnienie wszystkich represjonowanych z więzień. Poczynił także istotne kroki na rzecz zabliźnienia ran zadanych Kościołowi w wyniku podziałów, jakie nastąpiły w episkopacie po jego aresztowaniu. Pierwsze kroki skierował do Łodzi, aby 6 listopada 1956 r. spotkać się z bp. Michałem Klepaczem, miejscowym ordynariuszem, a jednocześnie przewodniczącym Episkopatu Polski podczas uwięzienia prymasa. W oczach wielu polskich katolików bp Klepacz uchodził za hierarchę nadmiernie spolegliwego wobec komunistycznej władzy. Jednak z ust prymasa nie usłyszał przygany. Wręcz przeciwnie, kard. Wyszyński publicznie wyraził z nim solidarność, opisując ich losy w minionym okresie w kategoriach przypowieści o dwóch koniach ciągnących pług. „Gdy jeden padł, drugi miał obowiązek ciągnąć wóz, a jego rola była trudniejsza, aniżeli tego, który padł”.

Prymas Polski wyraźnie postawił więc na miłosierdzie i możliwość pojednania, ponad potrzebę dochodzenia sprawiedliwości i rozliczeń. Nie wyganiał księży patriotów z parafii, lecz negocjował z władzami powrót administratorów apostolskich na stolice biskupie na Ziemiach Zachodnich. Nie domagał się likwidacji Urzędu ds. Wyznań ani organizacji księży patriotów. Wiedział, że jeżeli Kościół będzie silny wewnętrznie, problem księży patriotów sam się rozwiąże, gdyż nie będą oni nikomu potrzebni. Nie domagał się wolnych wyborów, wycofania z Polski wojsk radzieckich oraz reprywatyzacji, nawet w ograniczonym zakresie. Wręcz przeciwnie, demonstracyjnie wziął udział w wyborach do Sejmu w styczniu 1957 r., oddając swój głos na kandydatów marionetkowego Frontu Jedności Narodu. Stłumienie powstania węgierskiego uświadomiło prymasowi nieprzekraczalne granice reform politycznych i społecznych. Dla człowieka, który przeżył dramat powstania warszawskiego, samotna walka Węgrów z sowieckim najazdem była tylko potwierdzeniem tezy, że Zachód nie będzie interweniował w radzieckiej strefie wpływów. W Wigilię 1956 r. wygłosił przemówienie do narodu, w którym mówił o nadziei oraz przebaczeniu. Dzięki jego mądrości oraz autorytetowi, który zdobył w latach uwięzienia, jesienią 1956 r. udało się powiększyć obszar wolności społeczeństwa i Kościoła.

Zobacz nasz serwis

Beatyfikacja kard. Wyszyńskiego. Kiedy? Gdzie? Wszystko o procesie i drodze na ołtarze Prymasa Tysiąclecia

Tagi: