In vitro się zemści

Joanna Bątkiewicz-Brożek

|

GN 42/2011

publikacja 20.10.2011 00:15

Dzieci poczętych metodą in vitro nie chroni prawo. Można je mrozić, wylewać ze ściekami, a matka w każdej chwili może zrezygnować z implantacji embrionu. A do poradni w Polsce zgłaszają się już pierwsze dzieci poczęte w szkle z genetycznymi uszkodzeniami.

Prof. Alina Midro, genetyk kliniczny z Uniwersytetu Medycznego W Białymstoku Prof. Alina Midro, genetyk kliniczny z Uniwersytetu Medycznego W Białymstoku
Jakub Szymczuk

W Białymstoku zakończyła się Międzynarodowa Konferencja Naukowa o godności życia. W eleganckich salach Pałacu Branickich, w siedzibie Uniwersytetu Medycznego zebrali się lekarze – prawie pół tysiąca z Europy (m.in. z Irlandii, Węgier, Rumunii i Ukrainy) i z Polski – oraz prawnicy i ekonomiści z NFZ. Razem z etykami jednym głosem mówili przeciw in vitro. Padały argumenty rzeczowe, wyniki badań, analizy prawne. I wyłoniła się z tego mało optymistyczna prognoza dla przyszłości ludzkości. Fakty mówią same za siebie. Jak podkreślił dr Tadeusz Wasilewski, przytaczając dane za prestiżowym czasopismem ginekologicznym „Human Reproduction”, sztuczne zapłodnienie zwiększa o 30–40 proc. ryzyko wystąpienia wad wrodzonych u dzieci. Wskaźniki zdrowia u dzieci poczętych w szkle są znacznie niższe niż u poczętych naturalnie, wysoki jest też poziom śmiertelności okołoporodowej tych dzieci. Nikt nie informuje o tym rodziców zgłaszających się do in vitro, mówił ginekolog, który sam przez lata pracował w programie in vitro.

Bomba z opóźnionym zapłonem

Do polskich przychodni zgłaszają się rodzice z dziećmi, u których rozpoznaje się nieodwracalne schorzenia genetyczne. Dzieci te poczęto in vitro. Umrą w najbliższych latach.

– Kiedy przy zapłodnieniu pozaustrojowym wpychamy plemnik do komórki jajowej, nie wiemy, czy jest ona dojrzała i przeprogramowana w zakresie tzw. procesów epigenetycznych, i tak dochodzi do zaburzeń – mówi prof. Alina Midro z UM w Białymstoku. – Przy in vitro, kiedy brak tzw. matczynego zabezpieczenia, czyli odpowiedniego ciepła, ciemności, a do zapłodnienia dochodzi przy świetle, energii, która zmienia niektóre procesy biochemiczne, ryzyko zmian genetycznych jest duże – dodaje.

Profesor Midro jest światowej sławy ekspertem genetyki klinicznej, należy m.in. do międzynarodowej Komisji Genetyki w European Health Committee Rady Europy. Zaczynają się do niej zgłaszać rodzice z chorymi dziećmi. – Dopiero w wywiadzie u jednej z par, u której dziecka rozpoznałam tzw. zespół Beckwitha i Wiedemanna (BWS), okazało się, że jest ono z in vitro. U tego dziecka wystąpiła nadmierna masa ciała, asymetria, przerost języka. Może dojść do przepukliny powłok brzusznych oraz deformacji twarzy. Mały pacjent ma zwiększoną predyspozycję do nowotworów.

– Już u owcy uzyskanej sztucznie wiedzieliśmy, że jest zbyt gruba. A u człowieka pojawił się zespół BWS i można było to przewidzieć – dodaje prof. Midro.

Ośrodki brytyjskie w 2003 r. potwierdziły, że techniki wspomaganego rozrodu zwiększają ryzyko wystąpienia BWS. Badania prowadzą też Duńczycy. Wyliczyli, że u dzieci poczętych in vitro ryzyko wystąpienia zespołu Beckwitha i Wiedemanna jest 10-krotnie większe niż u poczętych naturalnie.

– Podobnie rzecz ma się z zespołem Russela i Silvera. Dzieci

mają asymetrię ciała, niską masę urodzenia, niski wzrost, duży obwód głowy, trójkątny kształt twarzy, problemy logopedyczne. W dzieciństwie mogą pojawić się takie objawy jak częste refluksy z żołądka, zaburzenia w funkcjonowaniu układu moczowo-płciowego – wylicza prof. Midro.

W warunkach laboratoryjnych zakłóceniu ulegają mechanizmy segregacji chromosomów w trakcie powstawania komórek rozrodczych, podczas wnikania plemnika do komórki jajowej. Skutkuje to konkretnymi efektami klinicznymi, jak obumieranie dziecka w okresie prenatalnym czy urodzenie dziecka ze schorzeniami. – Niektóre zmiany, jak np. zaburzenia mowy, mogą się pojawić dopiero w wieku szkolnym – tłumaczy prof. Midro.

– In vitro to bomba z opóźnionym zapłonem – przestrzega dr Wasilewski.

Prawna pustynia

Dr Tadeusz Wasilewski pokazał szokujący slajd. Dziecko poczęte w szkle zadające pytania: „Gdzie jest moja mama? Gdzie są moi bracia i siostry? Jak długo będę musiał być zamrożony? Czy przeżyję?”.

Z dzieckiem poczętym w warunkach laboratoryjnych można zrobić dziś w Polsce wszystko: zamrozić, wylać je ze ściekami do zlewu. Embriony zamrożone tracą siły witalne, rzadko udaje się je implantować do łona matki. Większość kobiet nie chce też implantacji zamrożonych dzieci. Brak regulacji prawnych chroniących życie od poczęcia w szkle skutkuje masową zagładą tysięcy dzieci. – Nierzadka jest sytuacja, kiedy matka w ostatniej chwili odmawia transferu embrionu ze szkła do macicy – mówi Agnieszka Pietraszko-Gryń, prawnik. – Ojciec nie ma prawa do sprzeciwu. Jego zgoda wymagana jest tylko w pierwszym etapie in vitro, a więc na wprowadzenie plemnika do komórki jajowej. Implantacja embrionu zaś do organizmu matki bez jej zgody traktowana jest jako naruszenie jej praw osobistych. W myśl zapisu art. 5 Konwencji bioetycznej przyjętej przez Radę Europy w 1997 r. zakazane jest „przeprowadzenie jakiejkolwiek interwencji medycznej bez swobodnej i świadomej zgody osoby jej poddanej”.

Przepis ten interpretuje się tylko na korzyść kobiety, nie dziecka. Embrion świadomej zgody na zabieg wydać nie może. Ale właśnie dlatego powinien być objęte ochroną. – Intryguje mnie też pytanie, czy brak możliwość sprzeciwu męża wobec implantacji embrionu jego żonie wynika z ochrony embrionu czy ochrony tzw. nietykalności cielesnej kobiety przed jej własnym, poczętym za jej wolą, dzieckiem – dodaje Pietraszko-Gryń.

Choć w Polsce mamy do czynienia z niezrozumiałym opóźnianiem prac nad ustawą bioetyczną, agituje się, by in vitro było refundowane z budżetu państwa. Argumenty przeciw temu, podkreślające, iż tak będziemy finansować zabijanie dzieci oraz program, który nie ma nic wspólnego z leczeniem, są oczywiste, choć nie do wszystkich przemawiają. Może więc liczby przemówią. – Jeśli in vitro skuteczne jest tylko w 5 proc. przy jednym podejściu, to odpowiedź na pytanie o jego opłacalność jest oczywista – mówi Dariusz Wasilewski, który zajmuje się zarządzaniem w opiece zdrowotnej. Badania we Francji, Rosji i we Włoszech wykazały, że u dzieci po in vitro do 5 lat wykonuje się dwukrotnie więcej zabiegów chirurgicznych. A to kosztuje. Wyższe są też koszty porodów, bo dzieci rodzą się z niższą masą urodzeniową. – Rocznie budżet państwa in vitro kosztowałoby ponad 300 mln zł. To całkowity przychód branży medycznej w Polsce.

Konferencja odbywała się w miejscu, gdzie pracuje także prof. Szamatowicz, nieopodal kliniki in vitro. – Białystok musi być miastem miłosierdzia – zakończył dr Wasilewski, były uczeń Szamatowicza. – Dziś wiem, że wiedza nie wyklucza wiary i odwrotnie.