Śpiewana Ikona

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 32/2011

publikacja 11.08.2011 00:15

Akatyst to najsławniejszy wschodni hymn ku czci Bogarodzicy. Jego słowa i melodia pozwalają odczuć niezwykłą głębię prawosławnej duchowości.

Ikona z kościoła Santa Maria in Cosmedin w Rzymie Ikona z kościoła Santa Maria in Cosmedin w Rzymie
Henryk Przondziono

W liście apostolskim „Orientale lumen” z 1995 roku bł. Jan Paweł II zaprasza do odkrywania bogactwa wschodniej tradycji chrześcijaństwa. „Wsłuchuję się w głos Kościołów Wschodu – pisze. – Wiem bowiem, że są one wyrazicielami skarbu tradycji, którą przechowują. Rozmyślając nad tym skarbem, dostrzegam w nim elementy niezwykle istotne dla pełniejszego i bardziej całościowego rozumienia doświadczenia chrześcijańskiego”. Prawdziwą perłą chrześcijańskiego Wschodu jest Akatyst – starożytny, wzniosły hymn ku czci Bogarodzicy (Theotokos). Uroczystość Wniebowzięcia jest dobrą okolicznością do odkrycia piękna i głębi tej modlitwy. Wprawdzie Akatyst nawiązuje wprost do tajemnic radosnych życia Maryi, ale nie byłoby przecież tajemnicy Jej wniebowzięcia bez zwiastowania, narodzenia Jezusa, nawiedzenia i całej trudnej drogi wiary, przez Golgotę po zesłanie Ducha Świętego. Akatyst można z powodzeniem potraktować jako słowno-muzyczną ikonę Matki Najświętszej. A ikony są zawsze oknami na tamten świat, ku któremu zmierzamy, a który dostrzegamy w Maryi zjednoczonej z Bogiem. W tym sensie całe Jej życie jest znakiem nadziei, Ona jest „ziemią Bożej obietnicy, mlekiem i miodem płynącą” (Akatyst, Ikos 6).

Roman śpiewa homilie

Akatyst to spolszczona wersja greckiego „Akathistos” (gr. „a” ozn. nie; „kahidzein” – siedzieć). Słowo to oznacza więc hymn, który powinno się śpiewać na stojąco. Istnieją dziś różne akatysty, na cześć Chrystusa, Ducha Świętego czy świętych, ale najstarszy i najbardziej znany jest ten poświęcony Bożej Rodzicielce. Powstał w VI wieku. Składa się z 24 zwrotek zaczynających się od kolejnych liter alfabetu greckiego (polskie tłumaczenie stara się to odtworzyć). Strofy nieparzyste mają po 20 wersów (ikosy), strofy parzyste to 7 wersów plus wezwanie „alleluja” (kondakiony). Akatyst wykonuje kapłan na przemian z ludem.

Pierwotnie był przeznaczony na Zwiastowanie. Dedykacja utworu, zaczynająca się od słów: „O, Waleczna Hetmanko, zwycięską wdzięczności pieśń, z niewoli wyswobodzeni, słudzy Twoi, niesiem Ci, Bogarodzico…”, jest późniejszym dodatkiem. Wiąże się on z wydarzeniem z roku 626, kiedy Konstantynopol odparł atak barbarzyńskiego ludu Awarów. Tuż po zwycięstwie patriarcha Sergiusz nakazał uroczyste odśpiewanie Akatystu.

Na pamiątkę tego wydarzenia ustanowiono w liturgii bizantyjskiej Sobotę Akatystu (5. sobota Wielkiego Postu). Już ok. 800 roku przetłumaczono go w Wenecji na łacinę, dlatego można zauważyć jego wpływ na poezję maryjną średniowiecza. Hymn ten inspirował też powstanie Litanii Loretańskiej (Loreto jest położne na wschodnim wybrzeżu Italii!). Badacze spierają się, kto jest autorem Akatystu. Najprawdopodobniej był nim św. Roman Melodos (Pieśniarz), ur. ok. 490 roku w Syrii, teolog, poeta i kompozytor. „Należał do wielkiego zastępu teologów, którzy przekształcili teologię w poezję” (Benedykt XVI). Melodos osiadł w Konstantynopolu w 518 roku w klasztorze przy kościele Bożej Rodzicielki. Tam miała mu się we śnie objawić Maryja i przekazać dar zmysłu poetyckiego. Kiedy się obudził, a było to w święto Bożego Narodzenia, zaczął deklamować z ambony: „Dziewica rodzi dzisiaj Władcę Natury”. Jego homilie stały się odtąd śpiewanymi kazaniami ułożonymi według reguł sztuki poetyckiej, z rytmem, z refrenami, które wszyscy powtarzali. Tak powstawały tzw. kondakiony – czyli hymny o określonej poetyckiej strukturze. Benedykt XVI mówiąc o św. Romanie, podczas środowej katechezy (21 maja 2008), przypomniał, że „wiara jest miłością, dlatego tworzy poezję i tworzy muzykę. Wiara jest radością, dlatego tworzy piękno”.

Retorzy milkną jak ryby

Zasadniczy trzon tekstu Akatystu stanowią pozdrowienia o charakterze litanii, zaczynające się od słowa „Witaj”. W oryginale jest tutaj greckie słowo „chaire”, to samo, którym archanioł Gabriel pozdrowił Maryję. Można je tłumaczyć również jako „raduj się” lub „bądź pozdrowiona”. To jest łacińskie „Ave”, utrwalone w polszczyźnie także jako „Zdrowaś”. Akatyst przypomina nieco zarówno nasze godzinki, jak i Litanię Loretańską, choć śmiem twierdzić, że przewyższa obie te modlitwy teologiczną głębią. Nie znając greki, nie potrafimy zrozumieć w pełni literackiego piękna tego tekstu. Akatyst jest śpiewaną, poetycką teologią. Ksiądz Jerzy Szymik od lat przekonuje (także na naszych łamach), że poezja nie jest tylko zapisem ulotnych uczuć, ale potrafi przekazywać najgłębsze prawdy. Język poezji (którego wszak nie brak w samej Biblii) potrafi nieraz lepiej zbliżyć człowieka do Boga niż zimny dyskurs. Jest tak dlatego, że poezja niesie w sobie podziw, szacunek dla tajemnicy, zachwyt, wzruszenie. „Nic tak jak śmiałość poezji, momentami nieustraszona, nie nadaje się lepiej, aby wyrazić nieprzebrane bogactwo tajemnicy Boga”. To słowa Jana Pawła II z homilii wygłoszonej podczas nabożeństwa Akatystu w Rzymie w 1988 roku. Czyż ich potwierdzeniem nie jest fragment hymnu: „Retorzy, słów wielu miłośnicy, milkną przed Tobą jak ryby bezgłośne, widzimy to, Bogurodzico. Nie mogą bowiem powiedzieć, jak pozostając dziewicą możesz rodzić. My jednak tajemnicę Twoją podziwiając, wołamy z wiarą: Witaj, naczynie Bożej Mądrości, Witaj, skarbnico Jego opatrzności”.

Odbicie Światłości

nieprzystępnej O czym mówi Akatyst? Jest pełną zadziwienia i wdzięczności pieśnią o tajemnicy Bożego macierzyństwa Maryi, o Jej wyjątkowym miejscu w historii zbawienia. Na głębszym poziomie jest to kontemplacja prawdy o Bogu, który stał się człowiekiem. To „okrzyk duszy wiernego, zachwyconej misterium Wcielenia słowa” (A. Kniazeff). Treść Akatystu można podzielić na dwie części. W pierwszej przedstawione są sceny z życia Maryi: zwiastowanie, narodziny Jezusa, pokłon pasterzy i Mędrców, ucieczka do Egiptu, ofiarowanie w świątyni. Litanijne wezwania tej części nawiązują do tych tajemnic. Część druga ma charakter poetycko-teologicznej refleksji nad Wcieleniem. Rozum nie jest w stanie tego wszystkiego ogarnąć. Dlatego sporo tu paradoksów („Ty, co ograniczasz Nieograniczonego; która jednoczysz, co niepojednane; która dziewiczość łączysz z macierzyństwem”), śmiałych metafor („namiocie Boga oraz Słowa, arko złocona przez Ducha Świętego, bastionie niezdobyty Kościoła świętego”). Tytuły nadane Maryi są w gruncie rzeczy nie tyle wychwalaniem Jej samej, co raczej łagodnej siły Bożego działania. To Boża łaska dokonała w życiu Maryi rzeczy niezwykłych. Słuchając Akatystu, musimy pamiętać, że jest to modlitwa. To hymn, w którym patrząc na Maryję, wielbimy Boga. Patrząc na każdą maryjną ikonę, nie zatrzymujemy się tylko na Matce, ale kierujemy się zawsze ku Jej Synowi. „Ty, o Najświętsza Dziewico, jawisz się nam w ciemnościach, jak światłodajna pochodnia. Niematerialne zapalając światło, wiedziesz wszystkich do poznania Boga, swoim blaskiem rozjaśniając umysły naszym uczczona wołaniem: Witaj promieniu Słońca duchowego, odbicie Światłości nieprzystępnej…, któraś kąpielą obmywającą sumienia, woni, dobry zapachu Chrystusa” (Ikos 11). To język mistyki, czyli miłości, uniesienia, piękna. Kto nie kocha, niewiele zrozumie. Kto kocha, ten da się ponieść tej pieśni i zaśpiewa wraz z chórem modlitwę: „Witaj, Oblubienico dziewicza”.