Po maturze bez zmian

Barbara Gruszka-Zych

|

GN 12/2011

publikacja 27.03.2011 12:50

– Dla nas matura nie jest egzaminem dojrzałości, ale jednym z wielu sprawdzianów – uważa Marek Żydek, tegoroczny maturzysta. – Egzamin dojrzałości zdam, kiedy wyprowadzę się od rodziców i będę radził sobie sam.

– Matura to kolejny krok ku dojrzałości – uważa Maciej Niedbał (pierwszy z lewej) z liceum im. Jana Bosko w Sosnowcu – Matura to kolejny krok ku dojrzałości – uważa Maciej Niedbał (pierwszy z lewej) z liceum im. Jana Bosko w Sosnowcu
fot. HENRYK PRZONDZIONO

Jeszcze kilkanaście lat temu edukacja kończyła się na maturze i wtedy ten egzamin był dla wielu zwieńczeniem kształcenia. – Dziś człowieka bez matury niezbyt chętnie przyjmą nawet do sprzątania – mówi Marek Żydek, uczeń X LO im. Paderewskiego w Katowicach, który wybiera się na politologię. Wszyscy chcą skończyć jakieś studia. Ale żeby się na nie dostać, trzeba zarobić odpowiednią ilość punktów na maturze. Zostało do niej już niecałe 40 dni. Emocje związane z tym momentem podkręcają media, nauczyciele i rodzice. Jak się okazuje, mniej denerwują się sami zainteresowani. – To sprawdzian umiejętności praktycznych, pisanie według schematu. Dwa lata temu nawet sama Wisława Szymborska nie zdobyła odpowiedniej ilości punktów za interpretację swojego wiersza zgodnie z maturalnym kluczem – śmieją się.

Maturzyści 2011 nie postrzegają matury jako wielkiego wydarzenia, jak ich rodzice. A samych siebie traktują dość krytycznie. – Wszystko, co robimy, schodzi na niż, jest łatwe, lekkie i przyjemne, a my to kupujemy – mówią maturzyści z sosnowieckiego „Staszica” – szkoły znajdującej się w czołówce liceów województwa śląskiego. – Widać to nawet po filmach. Jaki dobry był „Och Karol”, a jaki kiepski jest „Och Karol II”. A dzisiejsze dobranocki nie niosą żadnego przesłania. – Jesteśmy ostatnim rocznikiem, który w dzieciństwie zdążył pożyć w realnej rzeczywistości – na placu zabaw – podsumowuje Marek Żydek. – Teraz całe dnie siedzimy przed komputerem jak jakaś ameba. Albo serfujemy po 450 kanałach w telewizji. Znaleźliśmy ciepły kącik, a nasi rodzice w tym wieku potrafili zmierzyć się z życiem.

Bez bułek i komórek
Dzisiejsza matura niewiele przypomina tę, którą pisali podchodzący do niej jeszcze w 2004. Wszystko zmieniło się w 2005 r., a wydaje się, jakby to były wieki. Dawne matury obrosły legendą. – Dziś ściąganie nie jest możliwe – mówią zgodnie nauczyciele i uczniowie. Na sali między stolikami zachowane są odległości tak duże, że każdy zostaje sam na sam ze swoją kartą egzaminacyjną. Nie można wnosić maskotek, wody do picia, rodzice nie przygotowują już legendarnych bułek z szynką, w których miały być ukryte ściągi. Nauczyciele przed wejściem zabierają uczniom komórki i tylko w wyjątkowych sytuacjach pozwalają wyjść do toalety. Piszących nie pilnują już nauczyciele uczący zdawanych przedmiotów, od których w krytycznym momencie można było uzyskać jakąś pomoc. A przede wszystkim prace są kodowane i nikt nie wie, kto jest ich autorem. – Prace z Sosnowca mogą zostać sprawdzone w Częstochowie – mówi Dorota Domagała-Pępek, polonistka z Liceum Katolickiego w Sosnowcu, od 18 lat w zawodzie.

– Dziś oceny stawiane są obiektywnie przez nieznających uczniów nauczycieli – podkreśla Jolanta Opuchlik-Polak z sosnowieckiego katolika, od 25 lat ucząca historii. – Te same testy i klucz ich oceny obowiązują w całym kraju dla wszystkich szkół, nawet wieczorowych. Dawniej zestaw zadań i tematy prac z przedmiotów humanistycznych były inne w poszczególnych województwach i miały różny stopień trudności. Dziś uczniowie wybierają pakiety przedmiotów potrzebnych do przyjęcia na najbardziej atrakcyjne kierunki. Najlepiej zdawać jak najwięcej przedmiotów na poziomie rozszerzonym. Na przykład na prawo trzeba wybrać: język polski, historię, WOS albo w zależności od uniwersytetu – język obcy. Coraz więcej osób wybiera rozszerzoną matematykę, fizykę i chemię, bo te kierunki studiów przyciągają chętnych stypendiami.

Gry maturalne
Same uczelnie, które zrezygnowały z egzaminów wstępnych, już przestawiły się na przyjmowanie kandydatów na podstawie ich wyników punktowych. Choć poloniści ze szkół średnich mają najwięcej zastrzeżeń do takiego mechanicznego oceniania według jedynie słusznych kryteriów. – Najtrudniej punktować wypracowanie, gdzie uczeń wykazuje się indywidualną interpretacją, która może nie być zgodna z obowiązującym kluczem – podkreśla Dorota Domagała-Pępek. – Dziś matura z polskiego wymaga umiejętności logicznej analizy tekstu literackiego i publicystycznego. Wcześniej do zdania trzeba było mieć szeroką wiedzę literacką i umiejętność skonstruowania samodzielnej, rozbudowanej wypowiedzi. Do aktualnej matury nie trzeba czytać tak wiele lektur. Przed tamtą należało sporo godzin spędzić w bibliotece. Choć dziś na poziomie rozszerzonym z polskiego może trzeba będzie analizować Mrożka, Gombrowicza lub Witkacego, których utworów nie czytało się na zajęciach. – Stara i nowa matura to dwa różne światy – mówią nauczyciele. Inaczej oceniają zmiany historycy. – Dzisiejsza matura z historii na poziomie rozszerzonym wymaga większej wiedzy i umiejętności – uważa Jolanta Opuchlik-Polak. – W ciągu 180 minut trzeba rozwiązać test, zanalizować źródła i napisać esej historyczny. To, że obecnie stawia się na punktowanie wypowiedzi, a rozwiązywanie zadań przypomina test, dla wielu wydaje się dużym ułatwieniem. – Trzeba tylko wybrać odpowiednie numerki – żartują maturzyści. – Najłatwiej to zrobić na „podstawie” z matematyki. Niektórym ze zdających przypomina to grę losową. Uzyskanie 30 proc. na poziomie podstawowym wystarczy do zaliczenia matury z każdego przedmiotu. Do tego nie trzeba nic czytać ani specjalnie się uczyć – uważają.

Poza schematami
Maciej Niedbał z klasy humanistycznej w sosnowieckim katoliku właśnie skończył pisać sprawdzian z pozytywizmu. Na maturze będzie zdawać na poziomie rozszerzonym polski, geografię, WOS, angielski i „podstawową” matematykę. – Gdzie startujesz na studia? – pytam. – Idę do seminarium, tam najważniejsze jest powołanie, nie punktacja z matury – śmieje się. – A poza tym będę zdawać egzaminy wstępne – wyjaśnia. Okazuje się, że nauczyciele, polecając Maćka do rozmowy dla pisma katolickiego, nie wiedzieli, że chce zostać księdzem. Po raz pierwszy publicznie deklarował to przed nami. – To powołanie nie spadło na mnie jak grom z jasnego nieba, ale dojrzewałem do niego od przyjścia do katolika, a przedtem byłem ministrantem – opowiada. Uważa, że magiczna bariera wkroczenia w dorosłość po skończeniu osiemnastki to fikcja. – Z dnia na dzień nie stajemy się dorośli, dojrzewanie to proces. Matura to tylko kolejny krok, egzaminy na studiach to będą takie kolejne matury – mówi. – Jako syn nauczycielki zawsze podchodził do nauki serio i uczył się systematycznie. Ale zawsze miał też czas na kółko teatralne i normalne życie towarzyskie. – Wiedza z każdego przedmiotu przydaje się – uważa. Nie bez powodu w ostatnim roku miał średnią 5,3. – Nie chodziłem na korepetycje, ale dokładnie odrabiałem prace domowe – tłumaczy. Koledzy mówią, że ma niezłą pamięć. Korzysta z dodatkowych zajęć z polskiego. – Przydały mi się lektury nadobowiązkowe, zwłaszcza Witkacy, który pokazuje, że w życiu nie można posługiwać się schematami.

Rok gotowości
Poza schematami żyje też Marek Żydek. Od 6 lat jest tancerzem ognia – nie tylko potrafi wyczyniać z nim akrobacje, ale też go połyka. Pokazuje blizny na rękach. – Zawsze przy tej okazji muszę mieć przy sobie gaśnicę i koc gaśniczy – opowiada. Dodatkowo śpiewa w chórze gospelowym, pisze opowiadania, działa jako wolontariusz w „Radiu Katowice” i wygrywa w konkursach recytatorskich. Z marszu mówi mi kilka wierszy ulubionego Josifa Brodskiego. – Matura to wykładnik tego, ile czasu poświęciliśmy dotąd na naukę i jak dobrze zdołaliśmy się dopasować do systemu, np. ucząc się formuł w języku angielskim, które na pewno pojawią się na teście – uważa. – System krzywdzi jednostkę, bazuje na uogólnieniach – twierdzi. Dlatego nie bardzo odpowiada mu formuła obecnej matury. – Teraz można zdawać sześć przedmiotów. Chciałbym, żeby za pewną opłatą można było zdawać ich tyle, ile się chce – mówi. – Aby dostać się na politologię, zdecydował się na zdawanie „rozszerzonego” polskiego, WOS-u, angielskiego i oczywiście podstawowej matematyki. – Wystarczyło rzetelnie się uczyć – powtarza. Ale sam na dwa weekendy zapisał się na warsztaty przygotowujące do egzaminu z WOS-u na Uniwersytecie Śląskim. – Trzy lata w szkole w dwa weekendy – to była niezła powtórka – podsumowuje. Podobną strategię przygotowań do matury ma Maja Diduszko z sosnowieckiego „Staszica”. Przez dwa lata liceum bardzo intensywnie uczyła się wybranych przedmiotów. Pod kątem medycyny wybrała klasę biologiczno-chemiczną. Na dodatkowe „korki”, czyli korepetycje, chodzi tylko z chemii i polskiego. – Nie trzeba korzystać wyłącznie z pomocy nauczycieli, ale na przykład starszych kolegów – przekonuje. O maturze myśli, że to stresujący, ale nie przełomowy moment w życiu. – Jak nie wyjdzie, to można ją zdawać jeszcze raz. – To rok intensywnej gotowości – podkreśla. – Mamy mniej lekcji, przeciętnie wychodzimy ze szkoły około 13, więc jest czas na powtórki – opowiada. Ale też na słuchanie muzyki, także poważnej, i czytanie. Spotykamy się w sosnowieckim pubie „Passe”. Bo przed maturą warto też wypić gorącą czekoladę z koleżankami z klasy. I ponarzekać, że za szybko żyją. Chcą jak najwięcej zrobić w jak najkrótszym czasie. – A przecież potrzebna jest równowaga ciała i ducha, smakowanie życia – mówi Maja.

Kto zdaje maturę w 2011 r.
Tegoroczną maturę zdają roczniki 1992 w liceach i 1991 w technikach Według danych Państwowej Komisji Egzaminacyjnej w ostatnich latach znacząco nie zmieniła się liczba uprawnionych do jej zdawania. W 2005 r. do matury podeszło 500 tys., w 2008 prawie 440 tys. W 2011 będzie ją zdawać 400 tys. uczniów, podobnie jak w 2010.

Co na maturze 2011
Jak w roku ubiegłym obowiązkowa jest matura z języka polskiego oraz wprowadzona w 2010 r. jako obowiązkowa matura z matematyki oraz język obcy nowożytny na poziomie podstawowym. Najpopularniejszymi przedmiotami dowolnymi, które wybierają maturzyści, są: geografia (22 proc.), wiedza o społeczeństwie (18 proc.), biologia (19 proc.), matematyka na poziomie rozszerzonym (15 proc.), chemia (11 proc.), fizyka i astronomia (8 proc.). Od 2005 roku utrzymuje się duża popularność geografii, WOS i biologii – z niewielkimi różnicami w kolejnych latach. Systematycznie rośnie zainteresowanie chemią, fizyką i matematyką na poziomie rozszerzonym. W 2005 roku do egzaminu np. z chemii przystąpiło 7 proc. zdających, a z fizyki 5 proc. Mniejszą popularnością niż w latach ubiegłych cieszy się historia. W tym roku chce ją zdawać 7 proc. maturzystów, podczas gdy w roku 2005 egzamin z tego powrotu zdawało prawie 21 proc. zdających.

TAGI: