Nadmiar jako znak Boga

ks. Jerzy Szymik, teolog, poeta, profesor Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego

|

GN 49/2010

dodane 12.12.2010 23:56

Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie, Dwie tylko: p o e z j a i d o b r o ć... i więcej nic... C. K. Norwid

Nadmiar jako znak Boga istockphoto

Wiersze powstają z bardzo różnych powodów. Ten powstał z zachwytu. Nosi tytuł „Plan maksimum” i został napisany tuż po przeczytaniu „Jezusa z Nazaretu” Benedykta XVI, kiedy jeszcze obrazy i całe zdania tej książki pulsowały mi w skroniach, podnosząc tętno – tętno zachwytu:

stać przed Nim z pustymi rękami
i wyciągać je ku Niemu
(nie z rękami, które gdy pochwycą to mocno trzymają, lecz z rękami,
które się otwierają, obdarowują, a tym samym są stale gotowe przyjąć)

nie wyć z wilkami,
ale cierpieć z powodu nieprawości.
Nie móc odwrócić nieszczęścia,
ale współcierpiąc, stanąć po stronie skazanych,
a tym samym – kochając w ten sposób –
stanąć po stronie Boga
pamiętać, że znakiem rozpoznawczym
Jego obecności jest nadmiar.
Mieć tylko Boga, czyli puste ręce

• • •
Nadmiar jest znakiem rozpoznawczym Boga, znakiem Jego aktywnej obecności w naszym świecie. Nadmiar to pojęcie kluczowe dla rozumienia wszystkich – bez jakiegokolwiek wyjątku – dzieł Boga. Bóg jest miłością i dlatego właśnie jest nadmiarem – uczy papież; wystarczy pomyśleć o rozpoznanej przez człowieka do tej pory w promilu, a w gruncie rzeczy niepojętej dla nas nadobfitości stworzenia – sięgającej w bezkres milionów lat, w przepastność galaktyk czy choćby pod powierzchnię oceanów. Nadmiar jest mową miłości, prawdziwie Boskim sposobem dawania, rozrzutnością Tego, który daje bez granic i zastrzeżeń, „szczodrze wylewając” łaskę (por. Ef 1,7-8), z której jesteśmy i która jest nadzieją naszego spełnienia. Przeznaczeni zostaliśmy wszak do przeobfitej szczęśliwości, niewyobrażalnej póki co w obecnym porządku rzeczy (ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało... jak wielkie rzeczy przygotował Bóg... 1 Kor 2,9), szczęśliwości, która bez miary wynagrodzi cierpienia i próby, z jakimi przychodzi nam się mierzyć w ciągu życia.

Ten właśnie nadmiar jest chwałą Boga w historii zbawienia, od stworzenia świata po jego doczesny kres, od protologii po eschatologię. Tak brzmi owa teza we Wprowadzeniu w chrześcijaństwo: Nadmiar jest znakiem Boga stwarzającego: „albowiem nie wedle miary oblicza Bóg swoje dary” – jak mówią Ojcowie. Nadmiar jest też właściwą przyczyną i formą dziejów zbawienia: nie są one niczym innym, jak wspaniałym procesem, w którym Bóg w niepojętej rzeczywistości stworzył nie tylko świat, lecz także dał siebie samego, aby ten pyłek, jakim jest człowiek, doprowadzić do zbawienia. Rozum racjonalisty będzie to zawsze uważał za absurd, że Bóg chciał się zaangażować dla człowieka. Tylko kochający jest w stanie pojąć miłość, dla której rozrzutność jest prawem, a nadmiar wystarczającą miarą. A jednak jeśli jest prawdą, że stworzenie żyje z nadmiaru, że człowiek jest ową istotą, dla której nadmiar jest koniecznością, to nie można się już dziwić, że objawienie jest nadmiarem, koniecznością, Bożą miłością, w której wypełnia się sens wszechświata (podkr. J. Sz.).

• • •
Kontynuacją nadmiaru ojcowskiego dzieła stworzenia jest absolutna rozrzutność dzieła Jezusa Chrystusa. J. Ratzinger/Benedykt XVI mówi tu o „chrystologicznej strukturze nadobfitości”, a w argumentacji skupia się na dwóch cudach Jezusa: rozmnożeniu chlebów i przemianie wody w wino. W opisie sceny pierwszego cudu (rozmnożenia chleba Jezus dokonał dwukrotnie) mowa jest o tym, że po nakarmieniu tłumu (w obu przypadkach było to kilka tysięcy samych mężczyzn) „pozostało” siedem (w drugim rozmnożeniu chleba, kilkakrotnie omawianym w pismach J. Ratzingera/Benedykta XVI – Mk 15,37) oraz dwanaście (w przypadku pierwszego rozmnożenia – Mk 6,43; Mt 14,20; Łk 9,17; J 6,13) koszy chlebowych ułomków. „Główną intuicją opowiadania o rozmnożeniu chlebów jest skierowanie uwagi na ideę nadmiaru – wyjścia poza ścisłą konieczność” – tłumaczy Ratzinger w jednej z książek. Tak samo w Kanie Galilejskiej. Cudowne wino pojawia się tu w ilości absolutnie niezwyczajnej jak na taką prywatną uroczystość: 480–700 litrów – tak w każdym razie mówi Ewangelia (J 2,6) – co również wyraża Boską ideę nadmiaru. Oba wydarzenia mają głęboki związek z rzeczywistością najgłębiej chrystologiczną i chrześcijańską – z Eucharystią, w której chleb i wino, Ciało i Krew Boga, są rozmnażane i sycące w nadmiarze absolutnym, i absolutnie też rozmiar tego cudu przekracza ludzkie pojmowanie.

• • •
Ostatecznie i najpełniej to Syn właśnie jest absolutnym nadmiarem Ojca, Jego prawdziwie Boską nadobfitością daru siebie samego. I On też kieruje do odbiorców daru przesłanie z wnętrza Boskiego życia, przesłanie, które jest apelem o nadmiar: „Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 5,20). Oryginalna, ewangelijna greka jest tu dosadniejsza od naszych nowożytnych przekładów i w gruncie rzeczy „nie będzie większa”, znaczy „nie będzie miała więcej nadmiaru”. Konkluzja wiąże ściśle Boga, który jest – zawsze nadobfitą – miłością, z konkretem człowieczej egzystencji:

Wezwanie do „nadmiaru” nie dochodzi do nas z niedostępnego majestatu Boga, lecz z ust Pana, w którym Bóg jako dar wpisał się w nędzę ludzkich dziejów. Bóg sam żyje i działa zgodnie z prawem nadmiaru, tej miłości, która nie potrafi dać mniej niż siebie samą. Chrześcijaninem jest ten, kto żyje (tą i taką – przyp. J. Sz.) miłością.

Tagi: