Życie z podniesioną głową

ks. Mirosław Janiak

|

GN 09/2005

publikacja 23.02.2005 00:56

Zapalają się światła. Na twarzach widzów łzy, w sali panuje cisza. Historia księdza Pino Puglisi, zamordowanego w Palermo przez mafię, wzruszyła wszystkich.

Życie z podniesioną głową

W Watykanie rozpoczął się proces beatyfikacyny księdza Puglisi. Filmo nim, zatytułowany „W świetle słońca” („Alla luce del sole”), wyreżyserował Roberto Fanza. W głównej roli wystąpił Luca Zingaretti, jeden z najlepszych i najpopularniejszych obecnie włoskich aktorów.21 stycznia tego roku film wszedł na ekrany wszystkich włoskich miast.

– Bardzo trudno było nakręcić ten film w Palermo – mówił potem reżyser. – Zbyt wiele kłód rzucano nam pod nogi. Nawet jeden z polityków zapytał mnie: Czy to prawda, że robicie film przeciwko nam? Odpowiedziałem mu: nam, to znaczy komu? Ale mój film nie jest o politykach ani o mafii. Oni nie będą żyć w naszej pamięci. Tylko ksiądz Pino w niej żyje.

Największy komplement reżyser usłyszał od sędziego Patronaggio – jednego z tych, którzy przyczynili się do pojmania morderców duchownego. – Powiedział mi, że to pierwszy film, jaki widział, w którym mafia nie ma w sobie nic fascynującego. Wcześniej zwłaszcza kino amerykańskie przedstawiało członków mafii jako bohaterów. A oni są nędznikami godnymi potępienia, moralnymi zerami, umieją tylko zabijać – dodaje Fanza.

Jeden strzał w kark
Ksiądz Pino Puglisi został zabity 15 września 1993 roku, w dniu swoich pięćdziesiątych szóstych urodzin. Odebrano mu życie jednym strzałem w kark, na placu Anity Garibaldi w Palermo. „Czekałem na was” – powiedział ks. Puglisi, kiedy zbliżali się do niego mordercy.

Wyrok śmierci ściągnął na siebie już trzy lata wcześniej, we wrześniu 1990 roku, kiedy kardynał Palermo, Salvatore Pappalardo, powierzył mu parafię św. Kajetana, w samym sercu Brancaccio, najniebezpieczniejszej dzielnicy miasta. Z tej dzielnicy pochodzili szefowie mafii, uczestniczący rok wcześniej w zabójstwach sędziów Falcone i Borsellino. Tam również urodził się ksiądz Puglisi. Wiedział, co go może spotkać, a jednak podjął wyzwanie. Powtarzał, że mafia jest tylko jednym z problemów tej dzielnicy. Wiedział, że żyją w niej ubodzy ludzie, którzy nie mają co jeść. Wielu z nich nie zdobyło nawet podstawowego wykształcenia.

„Prócz biedy dostrzegalna jest także nędza moralna. W niejednej rodzinie brakuje stabilnych zasad etycznych, szacunku dla drugiego człowieka. Jest za to rozpacz młodych, którzy są skazani na czynienie zła, zanim nauczą się je odróżniać od dobra. Jaki sens ma życie, jeśli pomylimy kierunek?” – pytał ks. Puglisi. – „Jedyne, co się liczy, to spotkać Chrystusa, żyć tak jak on, głosić Jego zbawczą miłość, nieść nadzieję i nie zapominać, że wszyscy tworzymy nowy świat, nawet jeśli przyjdzie nam za to zapłacić osobiście”.

Trzy P
Parafianie się boją. Na początku prawie nikt nie przychodzi do kościoła, później pojawiają się ci, którzy wszystko, co usłyszą, natychmiast powtarzają bossom mafii. W nic się nie angażują, ale są zdolni sprzedać wszystkich. Ks. Pino doświadcza niezrozumienia, nieufności, a nawet wrogości.
Kim jest ten ksiądz o tak dziwnych pomysłach? Dlaczego nie ogranicza się do odprawiania Mszy – zastanawiają się ludzie.

Jego ówcześni uczniowie wspominają dzisiaj, że kiedy po raz pierwszy wszedł do klasy miał pod pachą puste kartonowe pudełko. W zgiełku, który, zawsze panował na lekcjach religii, położył pudełko na ziemi, nic nie mówiąc. Kiedy zaintrygowani uczniowie zamilkli, on zgniótł je nogą. „Zrozumieliście, kim jestem? Tym, który się naprzykrza” – powiedział ze śmiechem (w języku włoskim wyrażenie un rompiscatole, czyli niszczący pudełka, oznacza także kogoś, kto się naprzykrza).

Trzy P (padre – ojciec, Pino, Puglisi), jak nazywali go parafianie, sport miał we krwi i używał go jako środka wspomagającego edukację. Znal język i życie ludzi z zaułków Palermo. Wiedział, że dla nich najważniejszy jest sport, a szczególnie piłka nożna – jedyna droga ratunku. „Albo jesteś piłkarzem, albo twoje życie nic nie jest warte” – to powszechne mniemanie w Brancaccio. Puglisi nawiązuje kontakt z dziećmi. Uczy chłopców grać w piłkę. W rzeczywistości próbuje nauczyć ich szacunku dla reguł. Także grający jego rolę aktor, Luca Zingaretti, pracując na planie filmowym z miejscowymi dziećmi, organizował dla nich mecze po zajęciach. Im więcej grał z nimi, tym bardziej stawał się ich przyjacielem i tym łatwiej mógł skłonić ich do pracy na planie.

Nawróćcie się!
Ksiądz Pino Puglisi został zamordowany, ponieważ chodził po ulicach Brancaccio z podniesioną głową, ale przede wszystkim dlatego, że uczył tego innych. A w tej dzielnicy chodzenie z podniesioną głową jest zarezerwowane tylko dla ludzi należących do Cosa Nostra.

Ksiądz Puglisi uczył wierzyć w to, że można być wolnym człowiekiem. Uczył, jak reagować na działania mafii, a przede wszystkim, jak nabrać odwagi, przerwać zmowę milczenia (osławiona omertŕ), nawet jeśli przyjdzie za to zapłacić łzami i krwią. „Nie musimy milczeć”, powtarzał zastraszonym parafianom. I dodawał, cytując świętego Pawła, „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”. Uczył, że obowiązkiem jest wybrać życie „w świetle słońca”, a nie w ciemności.

W maju 1993 roku w Agrigento na Sycylii Jan Pa-weł II podczas homilii zwraca się do mafii, krzycząc: „Nawróćcie się! Przyjdzie bowiem dzień, kiedy staniecie przed sądem Bożym”. Ale członkowie mafii nie słuchają Papieża, są bowiem przekonani o swojej pobożności, ponieważ przechowują w portfelach obrazek Matki Bożej albo świętej Rozalii (patronki Palermo), noszą na piersiach wielkie krzyże ze złota i organizują święta patronalne.
„Był już najwyższy czas” – wykrzyknął ksiądz Puglisi po kazaniu Papieża. Bo oprócz państwa, także Kościół był bierny, nieobecny.
Ksiądz został sam
– Samotność księdza Puglisi jest jedną z rzeczy, która najbardziej dotyka – mówi Luca Zingaretti. – On wiedział dobrze, jakie ryzyko bierze na siebie, a jednak chciał wypić ten kielich aż do dna. Tylko w przededniu śmierci, trochę jak Jezus w ogrodzie oliwnym, przeżywał moment słabości: „Panie, nie pozostawiaj mnie samego”. Ale ta chwila czyni go bardziej prawdziwym i ludzkim.
Jak powiedział kiedyś walczący z mafią sędzia Giovanni Falcone: „Umiera się, ponieważ jest się osamotnionym albo pozbawionym pomocy”. Ksiądz Pino był ofiarą tej nieubłaganej logiki. Jest niestety prawdą to, co mówi w filmie jeden z członków mafii: „W Brancaccio tymi, którzy dają wam jeść, jesteśmy my. I kto jest przeciwko nam, jest sam.”
Mafia zabija księdza Pino, kiedy jest już pewna, że został sam. Staje się to w chwili, kiedy jego pomysły nabierają realnych kształtów. Powstają centrum socjalne „Ojcze nasz”, dla dzieci i młodzieży, dla rodzin i najbardziej potrzebujących w dzielnicy, boisko piłkarskie, ogród. Ponieważ Brancaccio jest jedyną dzielnicą Palermo, w której nie ma szkoły średniej, ojciec Pino zaczyna walczyć, by powstała.
Praca księdza wywołuje niepokój gangsterów. Jeśli proboszcz przyciąga do siebie dzieci i młodzież, gdzie znaleźć potem ręce, które roznosić będą narkotyki?
Ksiądz zaczyna cieszyć się autorytetem. Wie, że sam nie zmieni Brancaccio, ale wiara każe mu pozostawiać ślady, nakazuje dawać świadectwo. I on, jak zawsze z uśmiechem na ustach, czyni to. Organizuje antymafijny nocny przemarsz z pochodniami pod domami szefów Cosa Nostra, potem kongres o Kościele i mafii. Wie, jak ważne dla członków mafii są pierwszokomunijne uroczystości w restauracjach nad morzem, więc Pierwszą Komunię przenosi na okres zimowy. Nie zgadza się, by chrzestnymi zostawały osoby związane z klanem. Jest uparty i łagodny, ciągle w ruchu, niezmordowany. Ponawiają się groźby, ale nikt nie myśli, by dać ojcu ochronę. Bandyci ciągle niszczą boisko, podpalają salę gimnastyczną, w której zbierały się dzieci, i dom zamieszkiwany przez współpracowników proboszcza. W maju wysadzają w powietrze furgonetkę przedsiębiorstwa odnawiającego kościół. Pino Puglisi z ambony mówi pełnym głosem, że „członkowie mafii nie są ludźmi, bo kto używa przemocy, nie jest człowiekiem, lecz bestią!”. Ale zaraz dodaje: „drzwi kościoła są otwarte dla wszystkich”. Mógłby zatrzymać się u podnóża Golgoty, ale jakaś nieubłagana siła pcha go, by wspinał się na szczyt wzgórza.

Dręczył nas kazaniami
„Panie sędzio, ten ksiądz zabierał dzieci z ulicy, dręczył nas swoimi kazaniami, mówił, że trzeba zniszczyć mafię, naprzykrzał się (rompeva le scatole)”. W taki sposób jeden z oskarżonych wyjaśniał motyw zabójstwa księdza Puglisi. 15 września młodzi mordercy przed zabójstwem nazywają księdza parrino, to znaczy „ojciec” w dialekcie sycylijskim. Świadomie lub nie, zabijają ojca. A kto zabija ojca, zabija własną nadzieję.

I jeśli zaraz potem ze strachu jedni zamykają okiennice, a drudzy przechodzą obok ciała, jakby go nie było, to w dniu pogrzebu dzieci przybiegają, by przystroić trumnę własnymi zabawkami. Smutne?
Bardziej smutna jest jednak świadomość, że po 12 latach w Brancaccio nic się nie zmieniło. Ksiądz Antonio Garau, pracujący dzisiaj w tej dzielnicy, mówi, że mentalność ludzi jest wciąż taka sama, a bezprawie nadal się panoszy. Młodzież jest opuszczona jak wcześniej.A o prawie wciąż decyduje mafia. Główny prokurator Palermo Pietro Grasso dodaje, że centrum „Ojcze nasz”, które otworzył ksiądz Puglisi, już nie działa, a boisko piłkarskie, ilekroć się je naprawi, natychmiast ktoś dewastuje.
Czy to oznacza, że ofiara księdza Puglisi była daremna, że jego życie to przegrana? Przeciwnie – podkreśla reżyser filmu Roberto Faenza: – Jezus także zginął. Ale przecież nigdy nie został zwyciężony. W taki sam sposób pokora księdza Puglisi pokonała przemoc tych, którzy go zabili. Jego marzenia, ideały, on sam, wciąż żyją. I dzisiaj pamiętamy o Nim. O jego mordercach natomiast nie.

Miejmy nadzieję, że polscy dystrybutorzy kupią na nasze ekrany film„W świetle słońca”, który zdobyłwe Włoszech przychylne recenzje.