Seksbomba przeciw aborcji

Jarosław Dudała

|

GN 10/2011

dodane 13.03.2011 20:54

W musicalu „Mężczyźni wolą blondynki” wypadła lepiej niż Marylin Monroe. Miała poplątane życie: aborcja, romanse, alkoholizm, ale też chrześcijańska wiara i działalność na rzecz adopcji i przeciw aborcji. Jane Russell zmarła w wieku 89 lat.

Seksbomba przeciw aborcji fot. PAP/Photoshot/Entertainment Pictures

Jane Russell odkrył w latach 40. ub. wieku ekscentryczny miliarder, genialny wynalazca i producent filmowy Howard Hughes (znany w Polsce głównie dzięki filmowi „Awiator” z Leonardo DiCaprio). To dla jej obfitego biustu wymyślił on specjalny bezszwowy stanik typu push-up (którego zresztą nie założyła). W 1943 r. Russell zadebiutowała w jego filmie pt. „Banita”. Została pierwszą amerykańską pin-up girl – dziewczyną z plakatów, zabieranych na wojnę przez amerykańskich żołnierzy. W sumie wystąpiła w ponad 20 filmach, u boku takich sław jak Clark Gable czy Frank Sinatra. Jej największym sukcesem był musical „Mężczyźni wolą blondynki”, w którym tę ciemnowłosą piękność skontrastowano z blondynką wszech czasów Marylin Monroe. Sława, pieniądze i zjawiskowa uroda nie dały jej osobistego szczęścia. Zmagała się z alkoholizmem. Jej burzliwe małżeństwo z popularnym futbolistą Bobem Waterfieldem rozpadło się po 24 latach. Wyszła potem za aktora Rogera Barretta, ale zmarł on na atak serca trzy miesiące po ślubie. Potem raz jeszcze stanęła na ślubnym kobiercu, a jej wybrankiem był pośrednik w handlu nieruchomościami John Calvin Peoples.

Po aborcji nie mogła mieć dzieci. – Nigdy nie doświadczyłam takiego bólu – opowiadała potem o tym „zabiegu”. Jej poglądy na aborcję były zdecydowane: – Ludzie nie powinni nigdy przeprowadzać aborcji. Nie mówcie mi, że chodzi tu o prawo kobiety do wyboru, co zrobi ze swoim ciałem. To wybór między życiem i śmiercią – powiedziała w jednym z wywiadów. Nie była wzorem cnót, ale usiłowała żyć wyniesioną z domu chrześcijańską wiarą. Być może najsilniejszy ślad pozostawiły w niej słowa jej matki, wypowiedziane po tym, jak dowiedziała się, że jej 18-letnia Jane zabiła swoje nienarodzone dziecko. Geraldine Jacobi Russell powiedziała wtedy: – Córeczko, Pan Bóg obróci to ku dobremu, jeśli pozwolisz Mu działać w twoim życiu. W Nim nie ma potępienia i z naszych ust słowa potępienia nie padną.
Gdy Jane Russell była u szczytu kariery, założyła w swoim domu grupę biblijną dla ludzi filmu związanych z Hollywood. – Nawracała mnie na chrześcijaństwo, a ja ją na Freuda – opowiadała Marylin Monroe. Tymczasem Russell mówiła o sobie: – Jestem teraz abstynentką, złośliwą, prawicową, ograniczoną, konserwatywną, chrześcijańską fanatyczką, ale nie rasistką. Po śmierci drugiego męża powiedziała: – Bez wiary nie dałabym sobie rady. Nie wiem, jak ludzie mogą przeżyć wszystkie te życiowe katastrofy, jeśli nie mają wiary, jeśli nie wiedzą, że Bóg ich kocha, troszczy się o nich i ma dla nich inny plan.

Nie mogąc mieć biologicznych potomków, Jane Russel adoptowała troje dzieci. W 1955 roku założyła też organizację adopcyjną World Adoption International Fund, która pomogła znaleźć nowy dom ponad 40 tysiącom dzieci. Jak powiedziała jej synowa Etta Waterfield, na łożu śmierci Jane Russell cieszyła się na myśl o spotkaniu ze swym nienarodzonym dzieckiem. Pogrzeb wielkiej gwiazdy Hollywood zaplanowano na 12 marca 2011r. Przed śmiercią życzyła sobie, by uczestnicy żałobnej uroczystości zamiast kwiatów przynieśli datki na organizacje działające na rzecz dzieci nienarodzonych i ich matek, a także na rzecz dzieci doświadczających przemocy.

Tagi: