Koniec kryzysu?

Tomasz Gołąb

|

GN 25/2009

publikacja 21.06.2009 19:05

Rodziny nazaretańskie ruszają na rekolekcje. Ale w tym roku weźmie w nich udział o jedną trzecią mniej uczestników. Ruch skupiający około 40 tys. członków przeżywa kryzys.

Koniec kryzysu? Większość wspólnot Ruchu Rodzin Nazaretańskich korzysta już z nowych materiałów formacyjnych

Bomba wybuchła w styczniu, kiedy archidiecezja warszawska w Internecie umieściła dekret metropolity warszawskiego na temat błędów w dotychczasowym funkcjonowaniu ruchu. Kontrowersje wzbudzał m.in. sposób realizacji kierownictwa duchowego. – Dochodziło do kuriozalnych sytuacji, gdy duchowy kierownik decydował o kolorze płytek w łazience – mówi zorientowany w sprawie jeden z kapłanów warszawskiej kurii. Może trochę przesadza, ale oddaje kierunek krytyki. Podnosi też problem tzw. białych małżeństw. Duchowi przewodnicy mieli namawiać młode małżeństwa do radykalnej drogi chrześcijańskiej ascezy – rezygnacji ze współżycia. Bywało, że ich rady doprowadzały do rodzinnych konfliktów. To wszystko w ruchu, który miał prowadzić całe rodziny drogą do świętości przez wypełnianie rodzicielskiego powołania i naśladowanie Świętej Rodziny.

„Niebieskie książeczki” zakazane
Raport był efektem pracy komisji, którą powołał abp Kazimierz Nycz. W skład komisji pod przewodnictwem bp. Tadeusza Pikusa weszło sześciu kapłanów, m.in. postulator wielu procesów beatyfikacyjnych o. Gabriel Bartoszewski OFMCap i szef ogólnopolskiej Rady Ruchów Katolickich o. Adam Schulz SJ. Wybitni duszpasterze badali przede wszystkim trzy aspekty działalności RRN: duszpasterski, czyli praktykę życia, jego owoce, metody oddziaływania, posługi itp.; doktrynalny (materiały formacyjne) oraz prawny. We wszystkich trzech dziedzinach komisja stwierdziła nieprawidłowości. Metropolita warszawski nakazał opracowanie dla ruchu nowych statutów i odsunął od kierowania nim dotychczasowych liderów, w tym jedną osobę świecką, której część członków fałszywie przypisywała tzw. charyzmat maryjny.

Według założyciela ruchu, ks. Dajczera, świecki miał być wcieleniem Maryi. Plotka przekazywana była z ust do ust, w największej tajemnicy. Zdrada tej tajemnicy była uznawana w ruchu za grzech ciężki. „Obdarzony” charyzmatem nie zaprzeczał. Na jego słowach oparte były w dużej mierze tzw. niebieskie zeszyty, czyli podstawowy materiał formacyjny dla członków ruchu. Abp Nycz zakazał korzystania z tych książeczek i zlecił opracowanie nowych materiałów. Większość diecezjalnych struktur ruchu zamówiło na letnie rekolekcje już nowe materiały. Kryzys najbardziej dotknął struktury warszawskie. W ciągu kilku miesięcy ubyła jedna trzecia członków RRN. Wcześniej szacowano, że ruch skupia nawet 40 tys. członków, w 40 diecezjach i poza granicami. Na ogólnopolską pielgrzymkę ruchu na Jasną Górę w niedzielę przewodnią przyjechało jedynie 5 tys. osób. Na cotygodniowych spotkaniach w największej w stołecznej świątyni gromadzi się już tylko około 200 osób.

Wyprostować drogę
Po opublikowaniu w styczniu dekretu, warszawską kurię zalała fala maili i telefonów. Zdezorientowani członkowie ruchu pytali, co będzie z nimi dalej? Podobno dokument wzbudził także zakłopotanie innych biskupów, którzy podczas spotkania plenarnego episkopatu chcieli, żeby abp Nycz wytłumaczył powody tak radykalnego pisma. Abp Gądecki z Poznania zwracał uwagę, że dokument nie uwzględniał pozytywnych świadectw członków Ruchu Rodzin Nazaretańskich. I błyskawicznie podjął decyzję o przyjeździe na zimowe rekolekcje ruchu do Lichenia. – Kościół dał znak, że los Ruchu Rodzin Nazaretańskich nie jest mu obojętny – uspokajał. – Komisja, która przeanalizowała statuty, wychodzi z założenia, że wszystko – od początku aż do końca – winno ściśle odpowiadać Ewangelii – dodał metropolita poznański, przyznając jednocześnie, że rozumie cierpienie członków ruchu. – Ruch Rodzin Nazaretańskich nie jest problemem dla Kościoła. Jest skarbem. Gdyby było inaczej, abp Kazimierz Nycz rozwiązałby go lub zabronił. Nic takiego się nie stało. Jest dalej uznaną drogą rozwoju duchowego, choć elementy tej drogi muszą zostać uporządkowane – podkreśla ks. Robert Gwiazda, asystent kościelny RRN w archidiecezji warszawskiej. Ale podporządkowanie dekretowi, nawet w archidiecezji warszawskiej, gdzie stwierdzono nieprawidłowości, nie jest stuprocentowe. Na 25 kapłanów, zaangażowanych dotychczas w ruchu, w specjalnych zamkniętych rekolekcjach, zaordynowanych przez abp. Kazimierza Nycza, wzięło udział tylko 16. Z pozostałymi prowadzone są rozmowy, które mają doprowadzić do jednoznacznej ich deklaracji, czy chcą brać udział w pracy formacyjnej w zreformowanym ruchu.

Reformy trwają
Większość moderatorów diecezjalnych na comiesięcznych spotkaniach wyraża poparcie dla działań podjętych w archidiecezji warszawskiej. Deklarują, że w przyszłości opracowywany w Warszawie nowy statut stanie się podstawą także dla ich statutów. Ale starają się unikać określania sytuacji ruchu w swojej diecezji mianem kryzysu. Takim wnioskiem skończyły się prace jedynej poza Warszawą diecezjalnej komisji, która badała funkcjonowanie ruchu na swoim terenie. Komisja w Płocku stwierdziła, że zarzuty postawione RRN w dekrecie arcybiskupa warszawskiego oraz w Komunikacie Komisji Teologiczno-Prawnej „nie odnoszą się do działalności Ruchu Rodzin Nazaretańskich na terenie diecezji płockiej”. Stwierdzono, że zarówno moderator diecezjalny ruchu, jak i pozostali kapłani działający w ruchu oraz animatorzy świeccy zdecydowanie odcinają się od nadużyć. – We wszystkich diecezjach, może poza jedną, biskupi zachęcają swoich moderatorów do niekorzystania z dotychczasowych materiałów formacyjnych. Kilka diecezji przygotowuje nowe – własne, inne korzystają z materiałów przygotowywanych w Warszawie – mówi ks. Robert Gwiazda. Moderatorzy diecezjalni intensywnie pracują nad odnową ruchu. Diecezjalne rady Ruchu Rodzin Nazaretańskich powołały tzw. Koordynację, tymczasowe ciało, które ma się zająć organizacją spotkań moderatorów. Na jej czele stanął warszawski kapłan, były dyr. wydziału duszpasterskiego kurii, ks. Andrzej Tulej.