Spóźniony refleks

Jarosław Dudała

|

GN 45/2008

publikacja 11.11.2008 15:25

Prawnicy z Krakowa kwestionują konstytucyjność kościelno-rządowej Komisji Majątkowej. Czy mają rację?

Spóźniony refleks Temida powinna być bezstronna fot. Henryk Przondziono

Komuniści odbierali Kościołowi nieruchomości, łamiąc przy tym nawet to prawo, które sami ustanowili. Tak wyrządzone szkody już od kilkunastu lat naprawia kościelno-rządowa Komisja Majątkowa. Ale dopiero teraz prawnicy Miasta Krakowa przygotowali projekt wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niekonstytucyjności dotyczących jej przepisów. Decyzja o zgłoszeniu przez Kraków wniosku do TK jeszcze nie zapadła. Od pełnomocnika Prezydenta Miasta Krakowa ds. Prawnych prof. Andrzeja Oklejaka dowiedzieliśmy się o (przynajmniej niektórych) zarzutach, jakie być może zostaną w tym wniosku podniesione: 1. dotyczące Komisji akty wykonawcze do ustawy o stosunku państwa do Kościoła zostały wydane bezprawnie; 2. niezgodne z konstytucją jest rozstrzyganie spraw majątkowych przez Komisję, a nie przez sąd; 3. postępowanie przed Komisją narusza zasadę jawności; 4. działalność Komisji godzi w samorządność gmin, bo muszą się one liczyć z tym, że Komisja mimo ich sprzeciwów może sięgnąć po mienie gminne; 5. postępowanie przed Komisją narusza zasadę równości; 6. brak jest możliwości odwołania się od orzeczenia Komisji.

Czy to prawda?
Zarzut 1 jest nieprawdziwy. Delegacja ustawowa, czyli upoważnienie do wydania aktów wykonawczych dotyczących Komisji, znajduje się w art. 63 ust. 9 i art. 62 ust. 9 ustawy o stosunku państwa do Kościoła.

Zarzut 2: dlaczego zwrotem majątku kościelnego zajmuje się Komisja, a nie sądy? Sprawy te leżały w kompetencji sądów, ale i okradziony (Kościół), i złodziej (państwo) zgodziły się (i zapisano to w ustawie), że załatwią tę sprawę między sobą. To po co było iść do sądu? Nawiasem mówiąc, rezygnacja z drogi sądowej oznaczała ograniczenie praw Kościoła. Czy to źle? Nie, bo chcącemu nie dzieje się krzywda. Ani Kościołowi, ani państwu.

Zarzut 3: brak jawności postępowania. Wprawdzie przepisy regulujące tryb pracy Komisji mówią, że sprawę można rozstrzygnąć bez udziału uczestników postępowania (także gmin), ale gdy zachodzi potrzeba uzgodnienia ich interesów, to powinna być według nich wyznaczona rozprawa z udziałem wszystkich zainteresowanych.

Zarzut nr 4 (że komisja narusza samorządność gmin) i nr 5 (równości uczestników postępowania, w tym wypadku gmin) wymaga wspólnego potraktowania. Otóż, gdy państwo (złodziej) dogadało się z Kościołem (okradzionym) w sprawie powołania Komisji Majątkowej i ustalenia te zostały przyjęte w formie ustawy, samorząd terytorialny jeszcze nie istniał. Dopiero potem nastąpiło wyłonienie samorządów z dotychczasowej, jednolitej struktury państwowej. Tak utworzone gminy winny honorować zobowiązania, podjęte przez państwo, które je z siebie wyłoniło. Nie ma więc naruszenia samorządności. Zachowana została też równość, ale jej stronami są: Kościół i państwo. Gminy zostały potraktowane jako część państwa, bo taki był wówczas ich status prawny.

Zarzut 6 – brak możliwości odwołania się od orzeczeń Komisji to rzeczywiście relikt prawny okresu ustrojowego przełomu 1989 r. Na obronę twórców tej konstrukcji można wszakże powiedzieć, że Komisji powierzono wypracowanie zgody między złodziejem i okradzionym. Więc nie tylko zawarte na forum komisji ugody, ale nawet zapadłe niejednogłośnie orzeczenia mają bardziej charakter umowy niż decyzji administracyjnej, którą można by zaskarżyć.

Okradziony traci 4 razy
Najważniejsze jednak, że komisja funkcjonuje od kilkunastu lat, wykonała już ok. 90 proc. nałożonych na nią prac i jej pozycja ustrojowa do niedawna nie była kwestionowana. Jeśli tak się dzieje, to Kościół jest poszkodowany poczwórnie. Po pierwsze dlatego, że to on został okradziony. Po drugie dlatego, że cierpi z powodu nielojalności polskich władz publicznych, które – jak wskazuje przykład Krakowa – dopuszczają zmianę zasad gry w jej trakcie.

Po trzecie dlatego, że Kościół zrezygnował z drogi sądowej, zdając się na Komisję Majątkową, a ta – jak mówi jej współprzewodniczący ks. Mirosław Piesiur – cierpi na obstrukcję spowodowaną przez państwo i gminy. W efekcie odzyskiwanie majątku, które miało trwać 2 lata, ciągnie się już kilkanaście lat. I po czwarte dlatego, że Kościół, który chciał naprawienia krzywd bez sporów w sądach, teraz oskarżany jest w prasie o dochodzenie swych praw „po cichu i często z krzywdą dla interesu społecznego”. W sumie rozwiązania przyjęte w 1989 r. okazały się więc nieszczęśliwe, ale wywracanie ich w roku 2008 jest jak zgłaszanie w restauracji reklamacji po zjedzeniu prawie całego dania