Wymyślona wojna

ks. Artur Stopka

|

GN 03/2008

dodane 17.01.2008 13:01

Przez kilka tygodni czołowe polskie media relacjonowały jako najważniejszy temat ideologiczną wojnę z Kościołem. Wojnę, której nie było.

Wymyślona wojna

Zapłodnienie in vitro, religia na maturze, Świątynia Opatrzności Bożej, aborcja – to tematy, które w Polsce przez kilkadziesiąt dni stale pojawiały się na pierwszych stronach gazet. Nimi rozpoczynano telewizyjne i radiowe dzienniki, o nich dyskutowali internauci na największych portalach. Bardzo szybko zaczęto używać ostrych słów. Krok od „konfliktu” do „wojny” okazał się dla wielu dziennikarzy wyjątkowo krótki.

Pierwsze starcie
Zaczęło się pod koniec listopada ubiegłego roku. To wtedy „Dziennik” doniósł wielkimi literami na pierwszej stronie, że nowa minister zdrowia Ewa Kopacz opowiada się za finansowaniem zapłodnienia in vitro z budżetu państwa. „Kopacz ma już nawet plan działania. »Na początek można refundować in vitro dla najbiedniejszych. Na wszystko nie będzie nas stać. To mógłby być pierwszy krok« – mówi” – entuzjazmowała się gazeta, dodając: „Metodzie sprzeciwia się Kościół. Kiedy przed dwoma laty za refundacją in vitro opowiedziała się Joanna Kluzik-Rostkowska (PiS), wybuchł skandal. Pod znakiem zapytania stanęła jej nominacja na stanowisko pełnomocnika ds. równego statusu kobiet i rodziny”. To tak na wszelki wypadek, gdyby Kościół nie zamierzał zareagować na prowokację.

Co ciekawe, to nie była pierwsza wypowiedź Ewy Kopacz na temat in vitro. W połowie listopada, gdy była kandydatką na ministra zdrowia, zapewniała w „Trybunie”, że chociaż jest „osobą głęboko wierzącą”, to jednak chciałaby refundować z publicznych nie tylko zapłodnienie in vitro, ale również środki antykoncepcyjne. Wtedy jej wypowiedź przeszła bez echa. Dwa tygodnie później – dzięki „Dziennikowi” – stała się początkiem wielkiej kampanii medialnej. Telewizyjne studia zaczęli wypełniać politycy i publicyści, godzinami wykłócający się o „prawo rodziców do dziecka” i rzucający gromy na Kościół, który głosem abp. Kazimierza Nycza przypomniał krótko, że tej metody nie akceptuje.

Łamy gazet zalał potok opinii, dowodzący, że w dużej części zabierający głos pojęcia nie mają, na czym polega zapłodnienie in vitro i w czym problem, ale to nie przeszkadza im mieć własnego zdania i je publiczne prezentować. Temat in vitro niemal na stałe zagościł na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej”. A niejednoznaczne wypowiedzi premiera tylko podsycały wojenne nastroje. Napięcie podsycane stopniowo umożliwiło Piotrowi Pacewiczowi zamieszczenie w „Gazecie Wyborczej” pod koniec grudnia zdumiewającego stwierdzenia: „Ton dyskusji o in vitro narzuca na razie krucjata biskupów. Ale i oni zdają sobie sprawę z tego, że nie ma szans na ustawowy zakaz in vitro – nawet tego nie postulują”. Pod koniec grudnia mało kto pamiętał, że to nie biskupi wywołali temat in vitro. Można było na nich zrzucić winę.

Drugi front
„Rzeczpospolita” otworzyła kolejny front medialnej bitwy. 2 grudnia ubiegłego roku doniosła, że „resort edukacji nie będzie pracował nad maturą z religii” i podparła swoją rewelację wypowiedzią wiceminister Krystyny Szumilas: „My takich prac nie będziemy rozpoczynać, przynajmniej do ogłoszenia wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wliczania oceny z religii do średniej”. Ponieważ żaden przedstawiciel Kościoła nie chciał tej plotki skomentować, „Rzeczpospolita” znalazła sposób, aby podsycić konflikt. Na zakończenie swego doniesienia napisała: „Czy sami licealiści chcą matury z religii?

– Uczniowie twierdzą, że dopóki nie będzie wiadomo, z czego naprawdę będzie egzamin, to nie są nim zainteresowani. Nie wiadomo, czy byłby to test z religioznawstwa czy z religijności – mówi Jolanta Ciszewska, dyrektorka I Katolickiego Liceum Społecznego w Warszawie”. Kilka dni później „Dziennik” pisał: „Co z religią na maturze? W weekend sprawa ta wywołała pierwszy poważny konflikt w rządzie”. A w programach publicystycznych pojawił się drugi temat dyżurny – religia na maturze, który stopniowo uzupełniano o kwestię wliczania oceny z religii do średniej na świadectwie.

Temat znów postanowiła zmonopolizować „Gazeta Wyborcza”, która w podżeganiu do wojny poszła tak daleko, iż na początku stycznia powiadomiła czytelników, jakoby rząd chciał pohandlować z Kościołem i zgodzić się na możliwość zdawania matury z religii, ale w zamian za rezygnację z wystawiania ocen z tego przedmiotu. Zdumione Ministerstwo Edukacji Narodowej stanowczo zdementowało ten wymysł, co nie przeszkodziło GW następnego dnia napisać, że „ministerstwo nie potwierdza, nie zaprzecza”. A Piotr Pacewicz powtórzył jak mantrę ulubione zdanie swojej gazety: „Lepiej byłoby – jak twierdzi Halina Bortnowska, publicystka, kiedyś katechetka – gdyby wiary uczyć w parafii”.

Rok konfliktu z Kościołem
Jeszcze przed sylwestrem Cezary Michalski w „Dzienniku” zapowiadał, że rok 2008 będzie rokiem konfliktu z Kościołem. Czyjego konfliktu? Rządu i stojącej za nim partii. Z wywodów Michalskiego wynika, że źródłem konfliktu jest Kościół, bo obawiając się sekularyzacji społeczeństwa, próbuje nadużywać swojej bardzo dobrej pozycji.

„Gazeta Wyborcza” z 2 stycznia 2008 r. nie zostawia złudzeń, że pola i tematy konfliktu są starannie dobierane. W jednym numerze GW znalazły się po kolei: wielki materiał na temat konieczności wprowadzenia uregulowań prawnych dotyczących zapłodnienia in vitro, dramatyczny list „polskiej lesbijki” do premiera z żądaniem legalizacji „związków partnerskich”, aby Polska była „normalniejsza” i lesbijka nie musiała opuszczać kraju, oraz obszerny i pozytywny w wymowie opis pierwszego „ślubu humanistycznego”, czyli swoistej kpiny z sakramentu małżeństwa.

Dzień później „Dziennik” postanowił nadrobić stracony dystans i nagłośnił na pierwszej stronie wpis na internetowym blogu wiceszefowej LiD Joanny Senyszyn, w którym nazywa ona Metropolitę Warszawskiego „oszustem” i zarzuca mu, że przyjmując dotację na kulturalną działalność Centrum Opatrzności Bożej, „chce wydoić państwo”. Dla podsycenia atmosfery wojennej następnego dnia „Dziennik” w tytule na pierwszej stronie zmienił wymowę komentarza, jaki do słów lewicowej działaczki uzyskał od biskupa Tadeusza Pieronka, nadając mu ton obraźliwy.

W tym samym mniej więcej czasie „Rzeczpospolita”, żeby nie zostać w tyle, rozgłosiła, że Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski planuje skierować do Trybunału Konstytucyjnego obowiązującą od piętnastu lat tzw. ustawę antyaborcyjną. Dzięki temu doniesieniu udało się mediom otworzyć czwarty front w wyimaginowanej wojnie ideologicznej z Kościołem.

Dla zabawy?
Po wpadce „Gazety Wyborczej” z informacją na temat rzekomych propozycji rządu dla Kościoła zapanowała w mediach atmosfera zażenowania. Wojownicze okrzyki ucichły, bitewny kurz zaczął opadać i okazało się, że żadnej wojny nie było, a wymyślili ją „wojenni sprawozdawcy” z naszych czołowych mediów. Tylko po co?

Cała sprawa jest podobna do działań czternastolatka, który zmajstrował urządzenie do zdalnego przestawiania zwrotnic torów tramwajowych. Pewnie bardzo go cieszyło wykolejanie wagonów, ranni ludzie, okrzyki bólu, liczne szkody materialne itp. Ot, taka zabawa. Pewnie z nudów.

Tagi: