Show księdza Marcelo

Leszek Śliwa

|

GN 21/2007

dodane 23.05.2007 13:00

– A teraz błogosławieństwo święconą wodą, wiem,że na to czekacie – woła kapłan i wylewa wiadro wody na kilka najbliższych rzędów. Tłum szaleje. – To tak, jakby dotknął was Pan – zapewnia kapłan.

Show księdza Marcelo Ks. Marcelo kilka razy organizował show na stadionie, w którym uczestniczyło 70 tys. ludzi. Strona internetowa ks. M. Rossiego

Księdza Marcelo Rossi kocha cała Brazylia. Na odprawiane przez niego Msze regularnie przychodzą dziesiątki tysięcy ludzi. Jego audycja w radiu gromadzi przy odbiornikach ponad 2 miliony słuchaczy na minutę, podobnie Msza transmitowana przez najważniejszą brazylijską telewizję O Globo. Media na całym świecie, również polskie, przedstawiają go jako nadzieję na odnowę Kościoła. Nie tylko w Brazylii. No bo jakiemu księdzu na świecie udało się zgromadzić na Mszy dwa miliony czterysta tysięcy wiernych? A tyle właśnie przyszło w 2000 roku na Mszę na autodromie Interlagos koło So Paulo. Pojechałem zobaczyć, jak pracuje najsłynniejszy brazylijski kapłan. Pojechałem i... przeraziłem się.

Piosenkarz i ksiądz
„Obejrzałem w telewizji miniserial o Janie Pawle II i zapragnąłem zostać księdzem” – pisze w swym portalu internetowym Marcelo Mendonca Rossi. W ciągu 13 lat kapłaństwa zdobył niezwykłą popularność jako piosenkarz. Śpiewa utwory z prostą muzyką i łatwym do zapamiętania tekstem o tematyce religijnej. Wielokrotnie zajmował pierwsze miejsce na brazylijskiej liście przebojów. Jego siedem płyt rozeszło się w liczbie kilku milionów egzemplarzy.

Jako kapłan początkowo był wikarym w jednej z parafii w Santo Amaro, satelickim mieście So Paulo. W 1998 roku udało mu się zdobyć zgodę na zajęcie pobliskiego budynku starej, opuszczonej fabryki szkła. Gmach poświęcono, ks. Rossi nazwał go Sanktuarium Różańca Bizantyjskiego. W 2002 roku biskup Santo Amaro, Fernando Figueiredo, uczynił go tam rektorem.

Impresario każe czekać
Do Santo Amaro przyjechałem na godzinę przed Mszą. Sanktuarium to dość obskurna, ale ogromna hala fabryczna. Wewnątrz, przy jednej ze ścian, szeroka estrada udekorowana religijnymi obrazami. Tam też stoi ołtarz. Przed estradą tysiące plastikowych krzeseł. W rogu hali kaplica z Najświętszym Sakramentem. Wokół sanktuarium mnóstwo straganów: skrzyżowanie targu z odpustem. Jest kukurydza na gorąco, religijne obrazki i figurki, płyty księdza Marcelo.

– Amigo, tu na robienie zdjęć trzeba mieć zgodę padre Marcelo – upomina mnie porządkowy. – A gdzie mogę zastać księdza? – pytam. – Jeśli pan chce z nim rozmawiać, to musi pan się umówić telefonicznie poprzez asystenta – informuje porządkowy. Asystent przez telefon dokładnie mnie wypytuje, kim jestem i o co chcę pytać. Potem każe czekać koło kaplicy. – Jeśli ksiądz się zgodzi, podejdzie do pana przed Mszą – odpowiada. Przed Mszą podchodzi jednak porządkowy. – Ksiądz przeprasza, ale nie ma czasu. Pytania proszę skierować do asystenta.

Więcej braw dla słowa Bożego!
Sala wypełniona niemal do ostatniego miejsca. Przeważa młodzież, ale jest też wielu starszych. Na estradzie, czy też może w prezbiterium, kapela rockowa z elektrycznymi instrumentami i perkusją. Nagle na scenę wyskakuje ksiądz w ornacie i z mikrofonem w ręce. Zaczyna śpiewać o tym, że kocha Jezusa. Podryguje w rytm muzyki, wymachuje rękami. Publiczność wstaje i rytmicznie klaszcze. Huk z głośników, że aż trzęsą się ściany świątyni. Ksiądz macha prawą ręką – publiczność natychmiast naśladuje jego ruchy. Wreszcie ksiądz kończy piosenkę. Burza braw. „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. – Amen – odpowiada tłum. Zaczyna się następna piosenka. Wszyscy stoją i podrygują, a ja czuję się jak na czymś pośrednim między Festiwalem Eurowizji a koncertem zespołu „Ich Troje”.

Choć to niedziela, obeszło się na jednym czytaniu. Brzmiało trochę jak zapowiedź w czasie koncertu. W jego trakcie ludzie przechadzali się między rzędami, rozmawiali, pozdrawiali znajomych. Zamiast psalmu kolejny utwór księdza. Jak wytrawny estradowiec szybkie piosenki przeplata wolniejszymi.
Wreszcie Ewangelia. O dziwo, tylko przy delikatnym akompaniamencie muzycznym. Na koniec zdawkowe brawka. – Jak to? – denerwuje się ksiądz. Co tak cicho? Więcej braw dla słowa Bożego – nawołuje. Odpowiedzią jest burzliwa owacja.

Jak w Sopocie
Po Ewangelii ostrzejszy kawałek, żeby ożywić publiczność. Potem kazanie. Wierni łatwo tracą koncentrację, gdy nie gra muzyka, chodzą między rzędami, a zakochane pary przytulają się do siebie. Ksiądz znajduje na to sposób. Kazanie jest właściwie rozmową między nim a publicznością. – Kto był w piątek na Mszy papieskiej, ręka w górę – woła ksiądz. Podnosi się wiele rąk. – Brawa dla tych ludzi. A kto się dzisiaj modlił do Pana naszego Jezusa Chrystusa? – ciągnie kapłan. Podnoszą się ręce. – Świetnie, bo to bardzo ważne.

Po kilku minutach znów piosenka. Ludzie są już dość rozgrzani, podchwytują znane sobie teksty, więc ksiądz rozpisuje śpiew na role. – Jeden wers ci z Santo Amaro, następny ci z Jurubatuby – woła.
Przy Podniesieniu, o dziwo, odzywają się zwykłe kościelne dzwonki, a większość ludzi klęka. Potem wszystko wraca do normy.

Publiczność bawi się świetnie. Sanctus w rockowej interpretacji księdza Marcelo tak się podoba, że artysta kilka razy bisuje. Publiczność kołysze się w rytm muzyki z podniesionymi w górę rękami, jak na festiwalu w Sopocie. Niektórzy dopiero teraz przychodzą na Mszę i od razu włączają się do zabawy. Zresztą przez całą Mszę drzwi są otwarte i ciągle ludzie wchodzą i wychodzą.

Co tak cicho? Głośniej!
Przekazanie sobie znaku pokoju to, jak się okazuje, jeden z kulminacyjnych punktów Mszy. Ludzie tak długo padają sobie w objęcia, że zupełnie nie zwracają uwagi na Agnus Dei wyśpiewywane w rockowym rytmie przez kapłana. Do Komunii ustawia się bardzo dużo ludzi, ale ksiądz ma tak wielu pomocników, że wszystko idzie bardzo sprawnie. Przed zakończeniem Mszy dodatkowa atrakcja: coś jakby adoracja Najświętszego Sakramentu. Monstrancja niesiona przez pomocników księdza wędruje między rzędami, a kapłan, przy wtórze nieco ściszonej muzyki, woła: – Jezus idzie między was. Pomyślcie teraz, jaki jest dla was dobry, jak was kocha! Chwalcie Pana! Odpowiedzią są rzęsiste oklaski.

Po tej chwili medytacji potrzeba „więcej czadu”. Ksiądz śpiewa teraz kilka ostrzejszych kawałków. Pomiędzy nimi, ni stąd, ni zowąd, błogosławieństwo. – Amen – odpowiadają wierni. – Co tak cicho? Głośniej! – krzyczy ksiądz. – Amen – wołają. – Jeszcze głośniej. – Aaaaameeen. – Bardzo dobrze, dziękuję bardzo – kończy ksiądz. Ale to jeszcze nie koniec. Jeszcze „błogosławieństwo” wiadrami święconej wody dla chętnych i parę utworów na pożegnanie.

Bilety na Mszę
Ksiądz Marcelo jest człowiekiem bardzo energicznym. Buduje w Santo Amaro nowy kościół, który ma być pod wezwaniem Theotokos – Matki Boga. Świątynia o powierzchni 30 tys. mkw. ma pomieścić 100 tys. ludzi. Rossi twierdzi, że przeznacza na to wszystkie dochody ze sprzedanych płyt i honoraria za koncerty. Ale widocznie to nie wystarcza, bo w zeszłym roku wprowadził bilet wstępu... na Mszę. Kosztował tylko dwa reale (około 3 złotych), ale skandal i tak wybuchł. Biskupi się oburzyli i ks. Rossi szybko się wycofał z tego pomysłu.

Wychodzę z Sanktuarium Różańca Bizantyjskiego. Nie jestem pewien, czy właściwie byłem na Mszy, czy też nie. Może tylko na koncercie „z elementami Mszy?”. Do impresario księdza Marcelo nie zadzwonię. Chciałem go pytać o źródła jego duchowości, o inspirację nauczaniem Jana Pawła II, o ocenę pielgrzymki Benedykta XVI do Brazylii... Chyba nie warto pytać.

W swym portalu internetowym ks. Rossi pisze, że skoro coraz potężniejsze w Brazylii sekty organizują różne show, to my, katolicy, też powinniśmy. Dzięki temu Kościół nie straci wiernych. Pewnie tak. Tylko czy organizując show zastępujący Mszę, Kościół pozostaje jeszcze Kościołem? Msza księdza Marcelo odbyła się w ostatnim dniu pielgrzymki Benedykta XVI do Brazylii. Dwa dni wcześniej Papież mówił do brazylijskich biskupów: „Mój czcigodny poprzednik na Stolicy Piotrowej Jan Paweł II ponowił »gorący apel, aby podczas sprawowania Ofiary eucharystycznej normy liturgiczne były zachowywane z wielką wiernością... Liturgia nie jest nigdy prywatną własnością kogokolwiek, ani celebransa, ani wspólnoty, w której jest sprawowana tajemnica«”.

Tagi: