Śmierć przyszła w niedzielę

ks. Mirosław Janiak, kapłan archidiecezji katowickiej, pracuje w Piazza Armerina na Sycylii

|

GN 09/2006

publikacja 22.02.2006 13:38

Ks. Andrea Santoro modlił się w swoim kościele w tureckiej Trabzonie, gdy przyszła śmierć wymierzona przez człowieka krzyczącego: „Allah jest wielki”. Zginął jak męczennik

Śmierć przyszła w niedzielę PAP/EPA/Z. Sel

Do niższego seminarium wstąpił jako 11-letni chłopak. To było wkrótce po śmierci ojca. Niepewny swojego powołania, w 1968 r. pojechał do Ziemi Świętej. Spędził tam prawie rok. Po powrocie do Rzymu prosił kard. Polettiego, by posłał go jako misjonarza na Bliski Wschód. Kardynał odmówił. Potrzebował go w diecezji, dlatego mianował proboszczem położonej w peryferyjnej dzielnicy Rzymu parafii pod wezwaniem Jezusa z Nazaretu. W roku 2000 ks. Santoro ponownie zapukał do drzwi swego biskupa. Diecezją rzymską kierował już kard. Ruini. – Chcę jechać na misje na Bliski Wschód – poprosił. Pomysł nie podobał się kardynałowi, ale w końcu zgodził się. Ks. Santoro mógł wyjechać do Turcji.

W mieście Abrahama
Zamieszkał w Urfie, na granicy z Syrią. Urfa to antyczne Ur, miasto Abrahama, w którym został on powołany przez Boga w wieku 75 lat. – „Jeśli Abraham wyruszył, mając 75 lat, to pomyślałem, że i ja mógłbym rozpocząć w wieku 55 lat. Ponieważ nie istnieje wiara, która nie byłaby wyruszeniem w drogę” – wspominał kiedyś.

Tylko dlaczego opuszczać Rzym, dla kogo? Tyle mógłby przecież opowiedzieć w pełnych ludzi rzymskich kościołach. Czy warto rezygnować z tego dla ośmiu osób gromadzących się wokół ołtarza w niedzielę? „Warto, żeby tam być, w milczeniu, bez możliwości chlubienia się, że coś się zrobiło, bez możliwości pokazania się. Tylko być. Świadczyć własnym życiem, gromadzić się po kilka osób w antycznych kościołach, których splendor dawno przeminął” – odpowiadał sam sobie, nie myśląc o nawracaniu kogokolwiek, ani o rywalizacji z islamem, który go otacza. Czy ksiądz ma jakieś marzenie? – zapytano go kiedyś. Chciałbym, żeby znowu zaświeciły maleńkie światełka wiary na ziemi, która była kiedyś ziemią Abrahama. Żeby tutejsi chrześcijanie z radością świadczyli o Tym, którego spotkali – odpowiedział.

W roku 2001 w Stambule uczy się języka tureckiego. Nauka nie przychodzi łatwo, ale nie poddaje się. – Język turecki jest bardzo trudny i ja jestem ostatni na kursie. Nie wiem, jak uda mi się go nauczyć.
Chciał wrócić do Urfy. Stało się inaczej. Został proboszczem w parafii Najświętszej Maryi w Trabzonie nad Morzem Czarnym. Dwieście tysięcy mieszkańców, wiele meczetów, jeden kościół, maleńka, kilkuosobowa katolicka wspólnota, wiele przyjeżdżających ze Wschodu dziewcząt, które zostają prostytutkami, młodzi muzułmanie z ciekawości zaglądający do kościoła. – Często pytam siebie, dlaczego jestem tutaj, i wtedy przychodzą mi do głowy słowa Jana Chrzciciela: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami” – pisał z Trabzony. – Jestem tutaj, żeby mieszkać między tymi ludźmi i umożliwić to Jezusowi, użyczając Mu mojego ciała.

Trudno tu żyć
Było niedzielne popołudnie 5 lutego. Ksiądz Andrea właśnie otworzył kościół. Za chwilę mieszkańcy dzielnicy mieli tu przyjść na międzyreligijne spotkanie. Organizował je nie pierwszy raz. Budowaniu braterskich relacji między żyjącymi obok siebie, w jednej dzielnicy, na jednej ulicy wyznawcami różnych religii poświęcił całe życie. Rok wcześniej postanowił otwierać swój kościół na dwie godziny dziennie – od 10 do 11 rano i od 15 do 16 – dla muzułmanów. Mogli tu przyjść i pomodlić się. Chciał pokazać, że wiara w Boga może łączyć ludzi. Chociaż wyznają inne religie. Chociaż chrześcijanie i muzułmanie modlą się o różnych porach i w różny sposób. Nie zniechęcał się nawet wtedy, kiedy dzieci wbiegały do kościoła tylko po to, by napluć na posadzkę. Nie poddawał się nawet wtedy, gdy plastykowymi butelkami wypełnionymi wodą i kamieniami obrzucano drzwi świątyni i jego mieszkania. – Ludzie są dobrzy – powtarzał. – Trudno tu żyć, ale nie odjadę stąd: to jest Ewangelia.

Modlił się, czekając na uczestników spotkania, gdy w drzwiach kościoła stanął 17-letni chłopak z pistoletem w dłoni. Wymierzył broń w księdza. Zanim strzelił, krzyknął: „Allah u akbar” (Allah jest wielki). Kula trafiła prosto w serce. Ksiądz zmarł natychmiast. Miał 60 lat.

Matka przebacza
Marietta Polselli, matka księdza Andrei Santoro, ostatni raz widziała syna 31 stycznia. Próbowała go delikatnie zatrzymać w Rzymie. – Zobacz, tutaj też jest wiele do zrobienia – przekonywała. Nie został. Coś ciągnęło go do Turcji. Czuł, że tam jest jego „tutaj”, jego dom. – Przed wyjazdem był pogodny jak zawsze – opowiada Magdalena, najmłodsza z sióstr ks. Santoro. – Andrea był prawdziwym misjonarzem, dla niego sama świadomość nieobecności Kościoła w wielu miejscach była źródłem cierpienia.

10 lutego, podczas pogrzebu ks. Andrei Santoro w Bazylice św. Jana na Lateranie, kard. Ruini powie: „Ksiądz Andrea przyjął strasznie serio nauczanie Jezusa Chrystusa”. Kardynał wspominał swoje spotkania z ks. Santoro. – Wiele razy prosił mnie, a wcześniej kard. Polettiego, o pozwolenie na wyjazd, czasami natarczywie. Chciał zdobywać nowe doświadczenia. Był uparty i surowy. Ale płonęła w nim Chrystusowa miłość, chociaż niekiedy wydawało się, że przebierał miarę – mówił.

Kard. Ruini jest przekonany, że ks. Santoro jest męczennikiem wolności religijnej i świadkiem chrześcijańskiej odwagi, której celem nie jest uderzyć i zabić, ale kochać, współczuć i budować tam, gdzie królują nietolerancja, pogarda i nienawiść. Dlatego już w czasie uroczystości pogrzebowej ogłosił rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego. Na tę wieść obecni w bazylice zareagowali oklaskami. Długo nie milkły okrzyki: „Viva, viva don Andrea”. A kiedy umilkły, tłum usłyszał: „Mama księdza Andrei przebacza z całego serca człowiekowi, który zabił jej syna, i odczuwa wielką litość wobec niego, bo jest on także synem jedynego Boga, który jest miłością”. I wszyscy zobaczyli, jak Maria Polselli mocno ściska w dłoniach zdjęcie syna, podnosi do ust i raz po raz całuje.

Dostępna jest część treści. Chcesz więcej? Zaloguj się i rozpocznij subskrypcję.
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.