Kto chce być księdzem?

ks. Artur Stopka

|

GN 29/2005

publikacja 19.07.2005 13:35

W części polskich seminariów duchownych odnotowano w tym roku więcej zgłoszeńniż w poprzednich latach. Czy dlatego, że w tym roku zmarł Jan Paweł II? Niekoniecznie.

Kto chce być księdzem? Marek Piekara

Kandydat, który się zgłasza do seminarium duchownego w Polsce, składa szereg dokumentów. Podanie (często adresowane do biskupa), życiorys, metrykę chrztu, z adnotacją o przyjęciu bierzmowania, „świadectwa moralności” (opinie) podpisane przez proboszcza i katechetę, świadectwo zdrowia. W wielu diecezjach kandydaci muszą przygotować dwa różne komplety dokumentów: jeden dla seminarium, drugi dla wydziału teologicznego uniwersytetu, na którym będą studiować. W tym drugim komplecie powinien być dowód wniesienia opłaty rekrutacyjnej. Tak samo jak w dokumentach innych kandydatów. Kandydaci na księży nie są z tej opłaty zwolnieni.

Jakie są warunki przyjęcia? W Metropolitalnym Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu sformułowano je następująco: „szczera chęć służenia Bogu jako kapłan, wzorowa postawa moralna, wiek zasadniczo do 25. roku życia, odpowiednie uzdolnienia intelektualne, dobry stan zdrowia”. W innych seminariach są podobne.

Więcej, ale nie wszędzie
Rekrutacja do seminariów duchownych w Polsce trwa. Zakończy się we wrześniu. Dopiero wtedy będzie wiadomo, ilu młodych ludzi naprawdę wybrało drogę służby w Kościele. Już teraz jednak niektóre media twierdzą, że mamy do czynienia z gwałtownym wzrostem liczby powołań kapłańskich.

Istotnie, w wielu seminariach zgłoszeń jest więcej niż w ubiegłym roku. Potwierdzili to przełożeni seminariów m.in. w Lublinie, Olsztynie, Łowiczu, Łodzi, Bydgoszczy, Poznaniu, Opolu, Katowicach.
Jednak nie wszędzie tak jest. Wicerektor Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego św. Jana Chrzciciela w Warszawie, ks. dr Janusz Strojny, ze smutkiem w głosie mówi, że do jego seminarium nie zgłosiło się więcej chętnych.

Pod wpływemśmierci Papieża?
Zdaniem ks. dr. Władysława Sowy, prorektora Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach, śmierć Jana Pa-wła II stanowiła dla części kandydatów do kapłaństwa moment przełomowy przy podejmowaniu decyzji. Miała im pomóc przełamać obawy przed reakcją najbliższych, przed trudami kapłańskiego życia.

Przełożeni seminaryjni w innych diecezjach podchodzą jednak do tej tezy z dużą ostrożnością. Ks. dr Józef Kupny, rektor Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Katowicach, zwraca uwagę, że motywacje przyszłych alumnów są rozbudowane i raczej trudno tu mówić o kierowaniu się jedynie emocjami. W rozmowach wstępnych kandydaci mówili o Janie Pawle II jako autorytecie, nie wskazywali jednak bezpośrednio na fakt jego śmierci jako decydujący o wyborze stanu duchownego.

Ks. dr Joachim Waloszek, rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Opolu, unikał w rozmowach z kandydatami zadawania wprost pytania o wpływ śmierci Papieża na ich przyjście do seminarium, jednak według niego nie miała ona decydującego znaczenia. Decyzja wyboru kapłaństwa kształtuje się długo. Wpływają na nią różni ludzie. Postać Jana Pawła II na pewno miała wpływ, ale nie mniej ważny jest wpływ znajomego księdza w parafii oraz formacja w różnych grupach i stowarzyszeniach.

Powołanie wymaga czasu
Tę opinię potwierdzają dwaj tegoroczni kandydaci, Marek Smok i Marcin Bałda z Piekar Śląskich. Marek Smok zapytany, kiedy podjął decyzję, że zostanie księdzem, mówi o kilku latach. Marcin Bałda odpowiada, że to kwestia wielu miesięcy. Ani jeden, ani drugi nie potwierdzają bezpośredniego związku ich decyzji ze śmiercią Ojca Świętego. Obaj są zaangażowani w życie parafii – należą do grupy lektorów.

Zdaniem ks. prof. Witolda Zdaniewicza, dyrektora Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego SAC w Warszawie, badając kwestię powołań, nie można ograniczać się jedynie do seminariów diecezjalnych, lecz należy uwzględnić cztery grupy młodych ludzi: nowicjuszy, nowicjuszki, zgłaszających się do seminariów zakonnych oraz zgłaszających się do seminariów diecezjalnych i brać pod uwagę dane z kilku lat. Ks. Zdaniewicz twierdzi, że o ile w seminariach zakonnych odnotowuje się w ciągu ostatnich lat spadek liczby zgłoszeń, o tyle w seminariach diecezjalnych od roku 1998 notowany jest stały lekki wzrost liczby kandydatów.

„Dlatego to, co się dokonuje w tym roku, może być dalszym ciągiem tego wyżu” – uważa ks. Zdaniewicz. Dyrektor ISKK zwraca uwagę, że powołania kształtują się w dłuższym okresie czasu i jednostkowe wielkiej wagi wydarzenia w Kościele raczej nie wywołują ich wielkiego wzrostu. Jako uzasadnienie tej opinii podaje, że fakt, iż Polak został papieżem, zaowocował znaczącym wzrostem liczby powołań nie w roku 1979, lecz dopiero w latach 1985–1987.

Nie ilość, ale jakość
Co prawda pod względem powołań kapłańskich Kościół katolicki w Polsce jest w najlepszej sytuacji w Europie, jednak ks. prof. Marek Dziewiecki, krajowy duszpasterz powołań i wicedyrektor Europejskiego Centrum Powołań, nie zgadza się na mówienie o „polskim fenomenie powołań”. Jego zdaniem, duża liczba powołań jest pochodną w miarę normalnego funkcjonowania rodzin i parafii. W Polsce jest znacznie więcej ludzi w kościołach, na pielgrzymkach, na katechezie, na rekolekcjach niż w innych krajach europejskich.

Ks. Dziewiecki przestrzega przed triumfalizmem. Według niego, kwestia powołań ma dwa aspekty – ilościowy i jakościowy. Jakość powołań w Polsce jest coraz słabsza. Do seminariów i zakonów przychodzą ludzie poranieni w rodzinach, szkołach, przez współczesną cywilizację, którą Jan Paweł II nazwał „cywilizacją śmierci”. W rezultacie więcej kandydatów niż dawniej nie dochodzi do święceń, a ci, którzy zostają duchownymi, również są dziećmi naszych czasów, poranionymi emocjonalnie, ze źle uformowanymi sumieniami, z niskim poczuciem bezpieczeństwa w świecie. Dlatego potrzebna jest w seminariach lepsza selekcja kandydatów, badania psychologiczne, dłuższa formacja, kursy wstępne itp.