Katedra we wsi Chorula

Przemysław Kucharczak

|

GN 19/2005

publikacja 05.05.2005 15:19

Bertold Hirsz, sołtys Choruli, pochwalił się w swoim zakładzie pracy, że nowy Ojciec Święty przyjechał kiedyś do jego wioski. Współpracownicy popatrzeli na niego nieufnie: - Do Choruli?! Do Krapkowic, to bym jeszcze uwierzył, ale do Choruli?!

Ks. Gerhard Sobotta Ks. Gerhard Sobotta
przed kościołem w Choruli.
Marek Piekara

A jednak! 19 kwietnia, kiedy zgromadzonym na Placu św. Piotra w Rzymie pokazał się nowy papież Benedykt XVI, mieszkańcy wsi Chorula pod Opolem oszaleli ze szczęścia. – Boże, nasz ksiądz! – wołał przed telewizorem 35-letni Serafin Groborz. Jego sąsiedzi aż zerwali się z miejsc. Cieszą się szczególnie, bo Joseph Ratzinger do dzisiaj pamięta o ich wiosce.

W Choruli mieszka zaledwie 430 ludzi. W środku wsi przykucnął maleńki kościół z zielonym dachem. Ksiądz dojeżdża tu zaledwie co drugi dzień. Jednak właśnie w ścianę tego wiejskiego kościółka kamień węgielny wmurował osobiście kardynał Ratzinger, obecny papież.

A co tak długo mnie tłumaczyłeś?
Jak do tego doszło? A tak, że w 1983 roku biskup Alfons Nossol zaprosił kardynała Ratzingera na pielgrzymkę mężczyzn na Górę Świętej Anny. A potem zapytał, czy w drodze powrotnej Kardynał nie zajrzałby z nim na budowę kościółka w Choruli, na wmurowanie kamienia węgielnego. Joseph Ratzinger chętnie się zgodził.

26 czerwca 1983 roku prawie wszyscy mieszkańcy Choruli wylegli więc na plac przed budową. Wiejska orkiestra zadęła w trąby i puzony, do Kardynała podeszły dziewczyny z kwiatami. – Byliśmy bardzo onieśmieleni. W końcu naszą wieś odwiedzała wielka osobistość Kościoła – wspomina Elżbieta Groborz z Choruli, była pracownica fabryki obuwniczej. A proboszcz Gerhard Sobotta dodaje: – Tremowaliśmy się, bo to kardynał, i to jeszcze z Kurii Rzymskiej. Wiedzieliśmy od naszego biskupa, jak bardzo liczy się w teologii. Ale okazało się, że ten uczony człowiek ma bardzo bezpośrednie i życzliwe podejście do ludzi, że się nie wywyższa, że się uśmiecha – dodaje.

Odbyła się Msza św. Kardynał Ratzinger wygłosił do mieszkańców Choruli homilię. Tłumaczył ją biskup Nossol. I po przetłumaczeniu kolejnego fragmentu homilii dodał od siebie: – Zobaczcie, starsi z was nie potrzebują mojego tłumaczenia, bo sami znają niemiecki. Dlatego, młodzi, uczcie się języków! Naprawdę warto! Choćby i rosyjskiego, który macie w szkole!

Ksiądz Sobotta wspomina: – Pamiętam, że tę wypowiedź naszego ordynariusza kardynał Ratzinger skomentował: „A co ty tak długo mnie tłumaczyłeś?”. W atmosferze tamtego spotkania nie było żadnej sztywności – mówi.

Zapylenie w górę, błogosławieństwo w dół
W czasie homilii przyszły Benedykt XVI stał plecami do wznoszonych murów kościółka. Przed sobą widział mieszkańców Choruli, a za nimi kominy ogromnej cementowni Górażdże. I mówił o tym, na co patrzył: o sąsiedztwie cementowni i kościoła. O tym, że praca i modlitwa muszą chodzić w jednej parze, że między nimi musi istnieć równowaga.

Kiedy o tej homilii opowiada dzisiaj proboszcz Sobotta, jestem zdumiony. – Przecież to jest przesłanie świętego Benedykta: „módl się i pracuj”! A więc kardynał Ratzinger już w Choruli mówił wam o świętym, którego imię potem przyjął? – Tak, mówił o tej benedyktyńskiej zasadzie. Ona widocznie towarzyszyła mu od wielu lat, przez cały ten czas – mówi ksiądz Sobotta. – Choć po dwudziestu dwu latach już nie pamiętam, czy wspomniał o samym świętym Benedykcie. W każdym razie ta homilia była tak niezwykle przesycona obrazami, że do dzisiaj pamiętam jej niektóre myśli. Na przykład zdanie kardynała Ratzingera, że z kominów cementowni Górażdże idzie w górę, w kosmos, zapylenie. A tu, poprzez ten nasz kościół, zstępuje z nieba w dół Boże błogosławieństwo – wspomina ksiądz Sobotta.

Jak tam moja katedra?
Kardynał poświęcił też w Choruli kamień węgielny. Na koniec wsunął go w mur kościoła, w ścianę za ołtarzem. Prawdopodobnie, jak zwykle przy takich uroczystościach, symbolicznie rzucił na niego jedną lub dwie kielnie zaprawy murarskiej.

Po Mszy świętej proboszcz zaprosił Kardynała i biskupa Nossola na swoje probostwo w sąsiednich Kątach Opolskich. Kardynał wszedł na chwilę także do tamtejszego kościoła. – Wiemy nawet, co mu podaliśmy na kolację: specjalność naszych pań kucharek... One przy wielkich okazjach zawsze przyrządzały barszcz i wołowinę przy-prawioną na kwaśno, peklo-waną w wytrawnym winie. Przed wyjściem Kardynał poszedł do nich do kuchni, żeby im podziękować – wspomina ks. Sobotta.
Najciekawsze jednak, że kardynał Ratzinger nie zapomniał o tej małej wiosce spod Opola i o kościółku w cieniu cementowni. Kiedy spotykał arcybiskupa Nossola, wiele razy pytał go z uśmiechem: – No, a jak tam moja katedra?

Mieszkańcy Choruli czują się dowartościowani. – Mieliśmy swojego papieża, a teraz mamy naszego! – cieszył się w rozmowie telefonicznej Andrzej, studiujący w Opolu wnuk Marii Gabor z Choruli. – Tak jest! Bo Benedykt XVI też jest nasz – komentuje Maria. A jej koleżanka Elżbieta Groborz dodaje: – Ale skoro on o nas pamięta, to my musimy się za niego więcej modlić, żeby wytrzymał. I ja, i wielu sąsiadów już sobie postanowiliśmy, że codziennie za niego odmówimy tajemnicę Różańca – mówi.

Poświęcony przez dwóch papieży
Kamień węgielny dla maleńkiego kościoła w Choruli poświęciło… aż dwóch papieży. Najpierw na Górze Świętej Anny zrobił to Jan Paweł II. Stało się to 21 czerwca 1983 roku. Kamień z Choruli leżał wtedy na ziemi, ułożony wśród wielu kamieni dla budowanych kościołów z Opolszczyzny.

Już pięć dni później w Choruli odbywało się wmurowanie kamienia w ścianę kościółka. Obrzędu tego zgodził się dokonać ówczesny gość biskupa opolskiego: kardynał Joseph Ratzinger, dzisiejszy papież Benedykt XVI. Przed wmurowaniem kardynał jeszcze raz poświęcił kamień.

Ten kamień do dzisiaj wystaje ze ściany kościoła w Choruli. Jest na nim wyryty napis, że poświęcił go Jan Paweł II. – Chcemy teraz zamówić granitową tablicę z napisem, że poświęcenia dokonał także Benedykt XVI – mówi proboszcz Gerhard Sobotta.