Przyjaciel pokoju

Andrzej Grajewski

|

GN 18/2005

publikacja 04.05.2005 12:28

I przyjął imię Benedykta XVI… – usłyszeli wierni zgromadzeni przed Bazyliką św. Piotra. Kard. Ratzinger wkrótce potem ujawnił, że wybierając imię, nawiązał do pontyfikatu Benedykta XV. Jakim człowiekiem był ten papież?

Papież Benedykt XV (1914 – 1922) Papież Benedykt XV (1914 – 1922)
Antonio Maria Fabres y Costa, olej na płótnie

Pontyfikat Benedykta XV był ważny dla świata, a zwłaszcza dla naszego kraju. Odnaleźć w nim można wiele wątków, które, jak należy sądzić, bliskie będą obecnemu papieżowi.

Między frontami
Gdy 31 sierpnia 1914 r. kardynałowie wybierali kolejnego papieża, Europa coraz bardziej pogrążała się w powszechnej wojnie. Nowy papież, wywodzący się z arystokratycznej rodziny, kard. Giacomo della Chiesa, najważniejszym celem swego pontyfikatu uczynił przywrócenie pokoju. Benedykt XV miał świadomość, że wojna nie tylko niszczy materialnie Europę, ale także rujnuje ją duchowo, doprowadzając do zdziczenia obie walczące strony. Z energią nieznaną wcześniej w dziejach papiestwa, ten niewielkiego wzrostu i wątłego zdrowia duchowny zaangażował się w szereg inicjatyw na rzecz przywrócenia pokoju. Sam się określał jako przyjaciel pokoju.

Wzywał wszystkich chrześcijan do modlitw, tzw. krucjaty pokoju, zalecał nabożeństwa przebłagalne do Najświętszego Serca Pana Jezusa i posty. Jednocześnie kanałami dyplomatycznymi próbował przekonać przywódców politycznych do zaniechania działań wojennych. Aby być wiarygodnym w toczącym się sporze, sam deklarował neutralność. Nie ułatwiało mu to zadania. Zarówno politycy z Berlina, jak z Paryża czy Londynu, krytycznie patrzyli na papieskie inicjatywy, doszukując się w nich chęci wspierania strony przeciwnej.

Tymczasem przesłanie papieskie było jasne, wojnę należy zakończyć bez aneksji terytorialnych, dając możliwość każdej ze stron wycofania się z honorem. Ponieważ jednak każda ze stron miała nadzieję, że siłą oręża przechyli szalę na swoją korzyść, papieskich wysłanników odprawiano z kwitkiem. Jednocześnie opinia publiczna była dezinformowana co do prawdziwych zamiarów papieża. We Francji Benedykt XV był nazywany papieżem Szwabów, podczas gdy w niemieckich szkołach rozdawano uczniom broszurki przedstawiające go jako przyjaciela Francuzów, zmierzającego do pognębienia protestanckiej monarchii Hohenzollernów. Zdrajcą okrzyknięto go także we Włoszech.

Najwięcej zrozumienia papiescy dyplomaci znajdowali w Wiedniu, gdzie stary Franciszek Józef II szybko zrozumiał, że popełnił największy błąd swego życia, angażując swą monarchię w wojnę. Pozycja Austro-Węgier była jednak słaba, a szowinistyczno nastawione kręgi i tam wystarczająco silne, aby sparaliżować papieską inicjatywę. Nie wszystko było jednak stracone.

Obie strony zgodziły się na przyjęcie papieskich mediacji dla poprawienia losów jeńców. Początkowo wypuszczeni zostali jeńcy ciężko ranni, później starsi i jedyni żywiciele rodzin. Wówczas wydawało się, że jest to niewiele. Jednak w czasie II wojny światowej nawet takie gesty nie były możliwe. Papieskie apele przyczyniły się także do tego, że obie strony w sposób bardziej humanitarny zaczęły traktować nie tylko jeńców, ale także ludność z terenów okupowanych. Można powiedzieć, że była to kropla w morzu krwi przelanej i szaleńczych rzezi, ale bez tej kropli wojna byłaby jeszcze bardziej okrutna.

Przyjaciel Polaków
Pamięć o kataklizmie II wojny światowej wyparła z naszej pamięci ogrom zniszczeń, jakich doznały polskie ziemie w latach I wojny światowej. Zwłaszcza tereny zaboru austriackiego, Galicja, były miejscem krwawych działań bojowych. Z inicjatywą pomocy dla wszystkich poszkodowanych wystąpił w 1915 r. biskup krakowski Adam Sapieha, tworząc „Książęco-Biskupi Komitet Pomocy dla Dotkniętych Klęską Wojny”.

Benedykt XV nie tylko wsparł jego działania własnym szczodrym darem, ale upoważnił także cały episkopat Polski, aby zwrócił się z apelem o pomoc materialną do biskupów całego świata. Po raz pierwszy od utraty niepodległości zabrzmiał wtedy głos wszystkich biskupów polskich. Efekty tych działań były niezwykłe. Komitet w ciągu trzech lat istnienia zebrał gigantyczną sumę ok. 9 mln franków szwajcarskich, co pozwoliło uratować życie dziesiątkom tysięcy ludzi z terenów ogarniętych wojną.

Kiedy w lipcu 1917 r. Benedykt XV przedstawiał kolejny projekt pokojowej regulacji w Europie, w jednym z punktów napisał o potrzebie odbudowy suwerennego państwa polskiego, „którego szlachetna przeszłość historyczna i wycierpiane nieszczęścia w czasie wojny słusznie powinny wzbudzić sympatię narodów”.

Nie istniało jeszcze suwerenne państwo polskie, gdy w maju 1918 r. na polecenie Benedykta XV do Warszawy przybył jego osobisty wysłannik, wizytator apostolski ks. Achilles Ratti. Później szybko doprowadził do nawiązania stosunków dyplomatycznych z niepodległą Polską oraz nakazał przystąpienie do prac nad konkordatem, podpisanym ostatecznie już po jego śmierci, w 1925 r.

Wielokrotnie w listach, nie tylko kierowanych do osób duchownych, ale także np. do Henryka Sienkiewicza, zapewniał o swej sympatii dla Polaków oraz dawał wyraz przekonaniu, że nie będzie sprawiedliwego ładu w Europie bez przywrócenia polskiej państwowości. W orędziu do narodu polskiego z października 1918 r. napisał m.in.: „Naszym życzeniem jest, aby Polska odzyskawszy swą pełną niepodległość, mogła jak najrychlej w zespole państw zająć przynależne jej miejsce i dalej rozwijać swoją historię narodu cywilizowanego i chrześcijańskiego”.

Nowe spojrzenie
Benedykt XV potrafił trafnie odczytywać znaki czasów. Jego zasługą było m.in. nowe spojrzenie na pracę misjonarzy. Miał świadomość, że często chrystianizacja w istocie służy utrwalaniu kolonialnej dominacji białych nad ludami Afryki. W encyklice „Maximum illud” z listopada 1919 r. krytykował „nierozważną gorliwość”, jak napisał, która czyniła z misjonarzy bardziej wysłanników konkretnego państwa aniżeli Dobrej Nowiny. W sposób szczególny interesował się Chinami, dla których ustanowił specjalne struktury wspierające misje w Państwie Środka.

Jego zasługą było także przygotowanie uregulowań dla rozwiązania tzw. kwestii rzymskiej. Od 1870 r., czyli od likwidacji Państwa Kościelnego, kolejni papieże byli pozbawieni możliwości normalnego funkcjonowania. Benedykt XV odrzucił ostatecznie mrzonki o odzyskaniu Rzymu i wystąpił z koncepcją „kawałka wolnej ziemi”, która w kilka lat później przybrała charakter Państwa Watykańskiego, posiadającego suwerenność obszaru, wydzielonego z Rzymu.

Był gorącym zwolennikiem budowania jedności z Kościołem prawosławnym. Postrzegał katolików obrządku wschodniego, unitów, jako ważne środowisko, zakorzenione w tradycji bizantyjskiej, a jednocześnie wierne Rzymowi. Cenił i wspierał unickiego biskupa Lwowa Andrieja Szeptyckiego, którego wizja pracy na Ukrainie i w Rosji była mu bliska. Gdy Rosja Radziecka pogrążyła się w katastrofie straszliwego głodu, nakazał zorganizowanie pomocy humanitarnej. Papieska misja, jako pierwsza instytucja charytatywna z Zachodu, prowadziła działalność w wielu miastach Rosji, a zwłaszcza w rejonie Powołża. Uratowała od śmierci głodowej tysiące dzieci.

Dla wsparcia duszpasterskiej pracy na Wschodzie założył Instytut Wschodni w Rzymie oraz utworzył Kongregację Kościołów Wschodnich.

Za życia często bywał krytykowany, nawet przez ludzi, którzy chcieli być dla niego życzliwi. W chwilach trudnych miał powtarzać, że nie troszczy się o sąd ludzki, gdyż prawda kiedyś i tak zwycięży. Kard.Ratzinger, przybierając imię Benedykta XVI, staje się dziedzicem jego tradycji – obrony jedności Europy, otwarcia Kościoła na biednych i zapomnianych, odważnego wejścia w dialog ze Wschodem, wreszcie prymatu chrześcijańskiego miłosierdzia nad egoizmem narodowym.