GN Warszawa - poleca

Tomasz Gołąb

|

GN 11/2005

publikacja 09.03.2005 12:25

Przyjdź Panie Jezu. Ale jak? - Od Wielkiego Czwartku mieszkańcy lewobrzeżnej Warszawy i okolic będą mieli możliwość przystępowania do Stołu Pańskiego w nowy sposób. Czy warto zmienić uświęcony tradycją zwyczaj? Kto na pewno nie powinien tego robić? Dla kogo przyjmowanie Komunii św. może stać się szansą na głębsze zrozumienie wielkiej tajemnicy wiary, obecności Chrystusa w naszym życiu?

Decyzja kard. Józefa Glempa wywołała gorącą dyskusję na temat zalet i wad przyjmowania Komunii św. na rękę. Odczuli ją także listonosze i serwery przyjmujące pocztę elektroniczną kurii warszawskiej i Konferencji Episkopatu Polski. Po liście pasterskim, odczytanym na początku wielkiego postu w warszawskich kościołach, w którym metropolita kard. Glemp wyjaśniał motywy wprowadzenia nowego znaku liturgicznego, odezwali się ci, którzy oczekiwali takiej decyzji, jak i środowiska wyrażające sprzeciw. Nie ma co ukrywać: aktywność tych drugich może sprawiać wrażenie, że zwolenników dotychczasowej formy przyjmowania Eucharystii jest znacznie więcej.

Przyjęcie nowego sposobu przyjmowania Komunii św. jest nawiązaniem do tradycji pierwszych chrześcijan, którzy w postawie stojącej otrzymywali Ciało Pańskie na rękę i sami wkładali je do ust. Niekiedy zabierali je także ze sobą do domu dla chorych lub dla siebie, by w razie grożącego im męczeństwa przyjąć wiatyk albo móc każdy dzień rozpocząć od przyjęcia Eucharystii.

- Uważam, że moment, w którym wierny może wziąć ciało Pańskie w rękę i przez moment Je adorować, a potem spożyć, jest bardzo ważny dla wiernego - tłumaczy Prymas Polski. - Zezwalając na tę formę chciałem stworzyć ludziom kochającym Eucharystię możliwość pogłębienia swojej pobożności, świadomości obecności Chrystusa w życiu osobistym i społecznym.

Ten sposób obowiązywał przez blisko połowę dwutysiącletniej historii Kościoła. Znak przyjęcia Komunii św. na rękę był tak czytelny dla pierwszych chrześcijan, że gdy wiedzeni czcią dla Eucharystii niektórzy z nich zaczęli używać nie rąk, a złotych talerzyków, Synod w Konstantynopolu pod koniec VII w. musiał zakazać tej praktyki, podkreślając godność ciała ludzkiego, które samo jest świątynią Chrystusa: „Zatem kto pragnie przyjąć podczas liturgii przeczyste Ciało i zjednoczyć się z Nim przez Komunię, niech złoży ręce na podobieństwo krzyża i tak niech przystępuje, przyjmując udział w łasce".
Rozwinięcie kultu Eucharystii doprowadziło jednak ostatecznie do praktyki przyjmowania Komunii św. do ust, i do… rzadszego przystępowania do Stołu Pańskiego.

Dziś z tych samych powodów, ewolucja myśli teologicznej w XX wieku każe powrócić do starej praktyki. Świadczy o tym choćby tytuł listu Prymasa Polski, wprowadzającego nowy znak do liturgii: „Niech Chrystus rośnie w nas”.

- Proces reformy, który rozpoczął Sobór Watykański II sprzyja temu, by znak przyjęcia Eucharystii do rąk został przywrócony. Ten znak jest bez wątpienia pierwotny, bardzo wyrazisty i właściwy dla aktu liturgicznego, jakim jest przyjęcie Komunii św. Jego wartość leży w tym, że branie chleba do ręki jest naturalne, czytelne, zwłaszcza że Eucharystia jest ucztą. Chrystus w ten sposób powierza się cały w nasze ręce. A my przygotowujemy mu tron – dowodzi ks. Józef Górzyński z Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Episkopatu Polski.

Kto na pewno nie powinien przyjmować Komunii św. w nowy sposób? Decydującym argumentem powinno być rozeznanie, jaki sposób obowiązuje w danej wspólnocie. Według ks. Józefa Górzyńskiego, znaki wspólnotowości są w niej tak istotne, że bez nich liturgia traci tożsamość. Szczególnie w momencie Komunii św., która semantycznie oznacza właśnie wspólnotę.

- Z pewnością Komunii św. do ręki nie powinni przyjmować ludzie, którzy będą tak czynić z niskich pobudek: by urozmaicić sobie liturgię albo żeby się wyróżnić. To najgorsze wyjście z możliwych, bo to, co ma być komunią stałoby się okazją do jej rozbicia.

Ks. dr Józef Górzyński, wykładowca liturgiki w warszawskim seminarium
W dyskusji o tym, w jaki sposób przyjąć Komunię św. upatruję z nadzieją wielką szansę na odnowę liturgiczną wiernych w Polsce. Nawet jeśli ten temat wybija nas z pewnego błogostanu, czy wręcz rutyny – tym lepiej. „Spór” jest w tym sensie opatrznościowy, bo motywuje do pogłębiania świadomości uczestnictwa w liturgii, do mistagogii, jak to określa Ojciec Święty, czyli wchodzenia poprzez znak w tajemnicę wiary.

Problem w tym, że liturgia nie jest dostosowywana do wiernych, ale ona powinna formować wiernych, aby w różnych znakach i gestach umieli chwalić Boga i przeżywać jego obecność. Nie trzeba pracować nad obrzędem, ale nad wiernym. Same zmiany nic nie wnoszą, jeśli człowiek ma zamkniętą percepcję, gdy nie pracuje nad tym, by otworzyć ją na inne rzeczywistości. Największą przeszkodą mogą więc być upodobania własne: gdy ktoś zakłada wyłączność swojego znaku.

Nie odważyłbym się jednak nikomu radzić, jak ma przyjąć Komunię. Bo jeśli ktoś pyta „jak”, a nie chce wiedzieć „dlaczego”, prosta rada byłaby uczeniem „manewrów liturgicznych”, tak jak gdyby one same w sobie stanowiły jakąś wartość. A przecież sposób wykonania znaku, jakim jest przyjęcie Komunii św. ma funkcję służebną. Ćwiczenie tylko gestów, bez wyjaśniania ich treści nie ma sensu. Żywię nadzieję, że tłumacząc znaki, będziemy mieli szansę wniknąć głębiej w ich treść.


* * *
Kard. Józef Glemp wymienia trzy warunki przyjęcia Komunii św. na rękę. Pierwszy z nich to dojrzałość duchowa - wierny musi być bierzmowany. Druga dotyczy sposobu przyjmowania Ciała Chrustusa - "lewa dłoń, podtrzymywana przez prawą, ma być tak wyciągnięta, aby tworzyła jakby patenę lub rodzaj żłóbka, na którym mogłaby być położona Komunia święta. Następnie prawą ręką wierny bierze złożone na lewej dłoni Ciało Pana i wkłada do swych ust niezwłocznie, w obecności kapłana. Ta chwila trzymania Pana Jezusa w własnych dłoniach jest momentem osobistej adoracji" - czytamy w liście Prymasa Polski.

Trzecim warunkiem jest szczera i mocna miłość do Jezusa - tylko osoby, które mają taką miłość mogą przyjmować Komunię na rękę. Sam zaś akt przyjęcia Eucharystii musi odbywać się w sposób nabożny, godny i spokojny.