Kalendarz Liturgiczny

Katarzyna Cudzich-Budniak

|

GN 20/2010

publikacja 19.05.2010 08:36

24 maja, poniedziałek
Święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła
Rdz 3,9-15.20 (Dz 1,12-14); Ps 87; J 2,1-11


Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory.
J 2, 10

Słowa te, wyrwane z kontekstu, brzmią dość nieżyciowo i absurdalnie. Jak w ogóle można wymagać, by na początku postawić wino gorsze? Przecież to się całkiem mija z sensem. Ludzie są spragnieni, więc dlaczego nie mieliby dostać dobrego napoju? I po co lepsze pod koniec, kiedy już nikt nie zwraca uwagi na smak, jest przejedzony i najczęściej nie pije już nawet z własnego kieliszka? Gdybym ja stanęła przed takim wyborem, oczywiste jest, że na początku podałabym lepszy trunek. I czy jest w tym w ogóle coś złego? Nie sądzę. Więc o co chodzi? To oczywiście przenośnia. Symbol. Nasze życie tu na ziemi to tylko zaczątek. Czy nie powinniśmy w związku z tym dostać przynajmniej namiastki tego, co nas czeka? Jakiejś zachęty, że będzie lepiej? Bo to, co dostajemy, to przecież żadna namiastka… Zewsząd kopniaki i niesprawiedliwość. Cóż to za logika? Jak taki świat – najlepszy z możliwych światów – może nas przekonać do Tego-Który-Go-Stworzył? Odwrócona logika. Oto, co Bóg lubi najbardziej.

Myśl na dziś:
Są dobra wyższe od dóbr tego świata. By je zdobyć, potrzeba jednego życia – cena niewielka.
(Bł. Maria Teresa Ledóchowska)

25 maja, wtorek
Dzień powszedni
1P 1,10-16; Ps 98; Mk 10,28-31


Miejcie doskonałą nadzieję na łaskę, która wam przypadnie przy objawieniu.
1P 1,13

Nadzieja matką głupich. Mówi się. Ale też mówi się, że nadzieja ocala. I jak to pogodzić? Czy są różne nadzieje? Jedna jest zbawienna, druga przeklęta? Coś w tym jest. Powyżej czytamy o „doskonałej nadziei”. Czyli wynika z tego, że istnieje też jakaś „niedoskonała”. Moje życie pokazuje, że nadzieja może zabijać. Często błagałam Boga, by mi powiedział, czy mogę mieć jeszcze nadzieję. Chciałam ukrócić swoje męki. Ale Bóg mnie przekonywał, że On nie może mi nadziei zabrać. On nie mógł mi powiedzieć, że mój tata umrze, czy – mniej drastyczny przykład – że chłopak, z którym właśnie się rozstałam, nigdy już ze mną nie będzie. Tylko czy mówił, że tata będzie żył i że tamten chłopak będzie moim mężem? Też nie. Tylko mnie się wydawało, że tak mówi. Bo słuchałam tak naprawdę siebie. A tu czasem potrzeba rozsądku. Rozum nie idzie w sprzeczności z wiarą. To doskonałe wypełnienie. Bóg mówi przez znaki i cuda, w to nie wątpię, ale przede wszystkim mówi przez fakty, świat, który stworzył, rozsądek i logikę.

Myśl na dziś:
Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy.
(Jan Paweł II)

26 maja, środa
Wspomnienie św. Filipa Nereusza, prezbitera
1P 1,18-25; Ps 147B; Mk 10,32-45


Każde bowiem ciało jak trawa, a cała jego chwała jak kwiat trawy: trawa uschła, a kwiat jej opadł.
1P 1,24

„Nasze dni są jak na polu kwiat” – widnieje napis na grobie mojego taty. Cytat z jego piosenki. Kiedyś ją lubiłam, a teraz? Trudno powiedzieć. I trudno śpiewać bez łez w oczach. Pascal pisał, że jesteśmy trzciną poruszaną na wietrze. Inne krzepiące określenia? Pył, proch. To już lepiej kwiaty. Cóż, mnie nie przekonują te przenośnie. Jestem szczęśliwa, chcę być matką, mieć dom, nie chcę po prostu zniknąć. Tylko w tym sęk, że nigdy po prostu nie zniknę – zawsze będę. Ja. Nie jakaś tam dusza bezbarwna. Tylko ja ze swoim charakterkiem spotkam się z tatą z jego charakterkiem i już nikt nie będzie mógł powiedzieć, że dusze są bez charakteru. Ja wiem, że to są z jednej strony oczywistości, a z drugiej domysły. I że w ogóle o czym my rozmawiamy. Ale to chyba ważne, że tam dopiero będziemy żyć pełnią życia? Że tam dopiero będzie się działo? Że tam dopiero będziemy prawdziwie sobą, a nie tylko wtedy, kiedy konwenanse nam pozwalają, czy wtedy kiedy mamy dobry dzień? Tam, a raczej wtedy. Bo to przecież nie miejsce. Nie lubię rozmyślać nad „niebem”. Mimo wszystko mam zakłamany obraz tego, co mnie tam spotka. Mówimy o pełni, o nie-nudzie, a ja i tak widzę śpiewające anioły i złoty tron. Tata podobno gra na złotym kontrabasie i wciąż kocha swoją Kasię. Nie trzymajmy się na siłę naszych wizji i przyzwyczajeń. Pozwólmy czasem, by wszystkie nasze wyobrażenia runęły. Wyobrażenia o Bogu przede wszystkim. Bo potem w niebie możemy się nieźle zdziwić.

Myśl na dziś:
Mam swoje miejsce w świecie Boga… które ja jeden tylko zajmuję…
(Kard. John Henry Newman)

27 maja, czwartek
Dzień powszedni
1 P 2,2-12; Ps 100; Mk 10,46-52


Właśnie ten kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się głowicą węgła – i kamieniem upadku, i skałą zgorszenia.
J P 2,7

Bóg wybrał to, co małe w oczach ludzi. Betlejem i chlew na narodziny Mesjasza, krzyż – na Jego śmierć. To jest logika i sprawiedliwość Boga. Tak mi się to przypominało, gdy słyszałam, co działo się wokół prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Słuchałam tych oszczerstw, żenujących żartów i robiło mi się słabo. Przypomniało mi się to także, gdy nasz prezydent zginął i gdy okazało się, że tak naprawdę stosunek do niego ze strony szyderców wcale się nie zmienił. Pytałam: dlaczego? I przychodziła odpowiedź. Bóg wybrał to, co słabe. Lech Kaczyński – jakże mały i nijaki w oczach ludzi! Opluwany, wyśmiewany, wydrwiwany. Dlaczego? Bo Prawdziwy i Radykalny. Daleka jestem od mesjanistycznych teorii rodem z „Dziadów” czy „Kordiana”. Ani Polska to nie mesjasz, ani tym bardziej nasz prezydent. Bo Mesjasz jest tylko jeden. Ale – Lech Kaczyński z powodzeniem realizował misję, do której Mesjasz nas powołał. Stawać się podobnym do Niego. Jednym słowem: kaczory zdobędą wiosnę?

Myśl na dziś:
W sprawach trudnych trzeba nieraz mówić wbrew ogólnie przyjętej opinii. Często wymaga to samotnego zmaganie się z przeciwnościami.
(Wacław Hryniewicz OMI)

28 maja, piatek
Dzień powszedni
1 P 4,7-13; Ps 96; Mk 11,11-25


Wszystkich zaś koniec jest bliski. Bądźcie więc roztropni i trzeźwi, abyście się mogli modlić.
1 P 4, 7

Czy to kolejna zapowiedź końca świata? Czy mamy się bać? Mamy być roztropni i trzeźwi, więc myśleć rozumowo. Czy naprawdę wypadki, które ostatnio są naszym udziałem, to zapowiedź ponownego – rychłego – przyjścia Chrystusa?. – Nie mieszajmy w to Boga – napisał ktoś mądrze, komentując ostatnie wydarzenia. I ja też tak mówię: nie mieszajmy. Bo kiedy mieszamy, to nam się mieszają pewne rzeczy. W głowach. Na przykład pojawiają się refleksje, że to Bóg jest sprawcą kwietniowej katastrofy. Bóg cierpiał z nami, wiedząc, że to się stanie, i widząc, że to się stało. Nie pytajmy, co Bóg chce nam przez ostatnie wydarzenia powiedzieć, pytajmy raczej – co my możemy z zaistniałej sytuacji wyciągnąć? Co dla nas znaczy to, co się wydarzyło? Co mamy w związku z tragedią zrobić? Czy nie jest ona dobrym momentem, by coś zmienić? Takie podejście wydaje się zdrowsze. I nie spowoduje nigdy, że Bóg przestanie dla mnie istnieć. Bo ja nie wierzę w Boga, który zabija sto osób dla osiągnięcia jakiegoś sobie wiadomego celu, większego dobra. Ani który zsyła chmurę wulkaniczną, by potem mówiono: jaki prezydent, taki pogrzeb.

Myśl na dziś:
Człowiek staje się ateistą, gdy poczuje się lepszy od Boga.
(Fryderyk Nietzsche)

29 maja, sobota
Wspomnienie św. Urszuli Ledóchowskiej
Jud 17,20b-25; Ps 63; Mk 11,27-33


Boże mój, Ciebie szukam. Ciebie pragnie moja dusza, za Tobą tęskni moje ciało, jak ziemia zeschła, spragniona bez wody.
Ps 63,2

Chciałabym tak wołać do Boga. Chciałabym czuć, że bez Niego jestem jak ziemia zeschła i spalona. A wiecie jak jest? Jest tak, że bez Niego jestem jak ziemia zeschła i spalona, tylko wcale tego nie odczuwam! Wydaje mi się, że wszystko jest okej! Że wszystko gra! Patrzę na ludzi, którzy nie wierzą – czy oni wyglądają na zasuszonych? Oczywiście, że nie. Za to jak zasuszeni często wyglądają chrześcijanie. Ha! Czy to odwrócona logika Boga? Chyba nie. Raczej nasza odwrócona nielogika. Bo my, którzy przebywamy z Bogiem, spotykamy się z Nim w osobistej modlitwie, powinniśmy mieć przemienione twarze! Promieniować blaskiem! Emanować zachwytem! My zaś jesteśmy zawsze niewystarczająco usatysfakcjonowani. Zawsze coś mamy do Boga. A ci, którzy w Niego nie wierzą, równocześnie o nic Go nie oskarżają. Ale wróćmy do początku rozważań. Kiedy brak nam Boga, możemy o tym wcale nie wiedzieć i żyć w błogiej nieświadomości. To jest dopiero modlitwa, kiedy wołamy do Boga, że bez Niego nie możemy żyć. Nie musimy Go chwalić pod niebiosa i dziękować. Wystarczy, że będziemy Go pragnąć.

Myśl na dziś:
Bądźmy tymi, kim naprawdę jesteśmy, bądźmy ewangeliczni! Naprawdę mamy w sobie życie Jezusa Chrystusa.
(Ks. Józef Tischner)