"Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch"

rozważa Krzysztof Jankowiak, mąż i ojciec, prawnik, należy do Ruchu Światło–Życie (not. jk)

|

GN 28/2009

publikacja 09.07.2009 09:26

Gdy otwarłem moją Biblię, by przeczytać niedzielną Ewangelię, zwróciło moją uwagę pierwsze słowo: „następnie”. „Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch”…

"Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch" fot. Jolanta Kubik

Co więc było przedtem? Przed rozesłaniem uczniów? W Ewangelii św. Marka jest to nieudana wizyta w Nazarecie. Nie tak dramatyczna, jak u św. Łukasza, ale może przez to bardziej dotkliwa. Mieszkańcy Nazaretu nie wyrzucają Jezusa, tylko po prostu kompletnie go lekceważą.

„Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”. I niemal bezpośrednio po tej wizycie Jezus wysyła uczniów. Przygotowuje ich na to, że oni też mogą być odrzuceni i nieprzyjęci – ale ich wysyła. Każe im iść. Nie brać ani chleba, ani torby, ani pieniędzy. Tylko iść i uzdrawiać, wyrzucać złe duchy, wzywać do nawracania, namaszczać chorych olejem, nie stawiając przy tym żadnych warunków wstępnych.

Co mamy jako chrześcijanie robić ze światem, który nas nie chce, wyśmiewa i lekceważy? To proste. Wychodzić do niego i nieść mu dobro.