Lectio. Czytaj, aby usłyszeć

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 47/2010

publikacja 25.11.2010 12:05

Adwent 2010 Najtrudniej jest zrobić pierwszy krok. Trzeba odnaleźć ciszę, otworzyć Biblię, dać sobie i Bogu czas, czytać cierpliwie, pokornie. Od tego pierwszego etapu zależy, czy wejdziemy do „wnętrza” słowa, czy zostaniemy przed drzwiami.

Lectio. Czytaj, aby usłyszeć

Nawet najlepsze ludzkie słowo okazuje się za słabe w obliczu spraw najważniejszych, choćby takich jak cierpienie czy śmierć. Potrzebujemy lectio divina, czyli świętego czytania, Bożego odczytania życia. Potrzebujemy słowa, które rzuci światło prawdy na wszelkie sprawy.

Zanim otworzysz Biblię
Orygenes, jeden z wielkich starożytnych mistrzów duchowej lektury Biblii, pisał, „że zrozumienie Pism, bardziej niż studiowania, wymaga zażyłości z Chrystusem i modlitwy”. Lectio divina to modlitewny sposób czytania Biblii. Chodzi w nim o osobiste spotkanie z żywym Bogiem. Zanim otworzę Biblię, muszę przyjąć odpowiednią wewnętrzną postawę. Jaką? Niezbędna jest wiara. Przekonanie, że Pismo św. nie jest jedną z wielu ksiąg, ale że jest Księgą natchnioną przez Boga.

Duch Święty jest autorem Biblii i On też jest tym, który może nas poprowadzić do odkrycia prawdy, która zamieszkuje w Piśmie św. Dlatego przed lekturą trzeba poprosić Ducha Świętego, aby nas otworzył na słowo. Kolejnym niezbędnym warunkiem jest pokora, zgoda na nawrócenie, na rezygnację z własnej samowystarczalności, z własnego bogactwa, gotowość do zakwestionowania własnych przekonań. Bez tej postawy Księga pozostanie zamknięta, nawet jeśli fizycznie ją otworzymy. „Trzeba ogołocić serce, aby słowo Boże mogło je napełnić swoim bogactwem” (I. Gargano). To bywa bolesne. Chrystus w takiej mierze się nam objawia, w jakiej my sami nawracamy się ku Niemu.

Szukajcie, a znajdziecie
Wiele osób zniechęca się po pierwszych próbach osobistej lektury Pisma Świętego. Powodów jest wiele. Przeżywamy rozczarowanie, bo spodziewaliśmy się czegoś innego, prostszego, jednoznacznego, budującego. Odbijamy się od trudnych słów, niezrozumiałych historii, obco brzmiących imion, nazw, obyczajów. Cały ten biblijny świat jawi się nam jako niezrozumiały gąszcz. Trzeba przetrwać możliwe zniechęcenie i zgodzić się, że każda więź rodzi się w bólach. Dotyczy to także zażyłości ze słowem Bożym.
Biblia nie jest księgą jednolitą.

To zbiór różnych ksiąg, powstałych na przestrzeni wielu wieków, różniących się stylem, gatunkiem literackim itd. Pamiętajmy o tym, że Stary Testament wyjaśnia się w Nowym. Najważniejszym punktem odniesienia dla wszystkich słów Pisma jest Jezus Chrystus. Pismo Święte nie spadło z nieba, jest skarbem danym nam do ręki przez Kościół. Dlatego, czytając Biblię w samotności, nie jesteśmy sami, pozostajemy w jedności z Kościołem. Jeśli nie wiemy, jaki wybrać fragment, najbezpieczniej jest rozważać teksty, które są czytane w liturgii danego dnia (namiary można znaleźć m.in. w GN).

Biblii nie da się czytać jak gazety, z której treścią zapoznajemy się zazwyczaj wybiórczo, pośpiesznie, kierując się tym, co przyciąga naszą uwagę. Lektura Biblii wymaga ciszy, samotności, skupienia, wysiłku i czasu. Pierwszym etapem lectio divina jest lectio, czyli uważne, spokojne, cierpliwe przeczytanie wybranego fragmentu. Celem tego pierwszego etapu jest znalezienie odpowiedzi na pytanie: „Co mówi tekst biblijny sam w sobie?”. Czytajmy tekst kilkakrotnie, nawet jeśli wydaje się nam to marnowaniem czasu. W skupieniu może pomóc przeczytanie na głos.

Można zatrzymać się przy poszczególnych słowach, zwłaszcza czasownikach. Różne wydania Biblii podają odnośniki, które pomagają uchwycić sens danego zdania czy słowa. Można też sięgnąć do komentarzy. Pamiętajmy, że tłumaczenie jest zawsze jakąś interpretacją. Warto uwzględnić kontekst danego fragmentu, adresata tekstu, specyfikę biblijnego autora. Nie zapominajmy, że Biblia komunikuje Boże przesłanie w języku uwarunkowanym przez daną epokę, historię i kulturę. Ważnym momentem lectio jest odnalezienie kluczowego słowa danego tekstu, które pomaga dotrzeć do sedna przesłania.

W pierwszym etapie lektury chodzi o uchwycenie obiektywnego, dosłownego przesłania słowa. Aby dotrzeć do ducha, nie da się pominąć litery. Słowo Boże zaskakuje nieraz swoją konkretnością. Benedykt XVI podkreśla, że bez solidnego lectio „istnieje ryzyko, że tekst stanie się tylko pretekstem, by nigdy nie wyjść poza własne myśli”. Jeśli będziemy za szybko szukać sensu duchowego, grozi nam pominięcie sensu dosłownego i popadnięcie w subiektywizm. Niech to wszystko nas nie przeraża. Nie trzeba wcale skończyć studiów biblijnych, aby czytać Pismo Święte. Z pomocą wiary i rozumu potrafimy zbierać słowa jak cenne ziarna. Jeśli czegoś nie zrozumiemy, to nic nie szkodzi. Nie trzeba chcieć wszystkiego rozumieć. Najważniejsze jest, by z uwagą i miłością czytać, tak by usłyszeć: „Szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a otworzą wam” (Mt 7,7).