Cierpliwy Bóg, niecierpliwy człowiek

Katecheza III - "Modlitwa jak chleb"

|

GN 38/2007

dodane 19.09.2007 12:46

Modlitwa o przyjście królestwa Bożego to niecierpliwe wołanie do cierpliwego Boga: „Panie, jak długo jeszcze!? Zapanuj wreszcie nad tym światem”. To wyznanie, że nie ma nadziei dla świata poza Bogiem.

Cierpliwy Bóg, niecierpliwy człowiek Pixabay

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w starym zamczysku żył sobie król. Słowo „królestwo” brzmi dzisiaj nieco bajkowo, archaicznie. Kojarzy się z życiem dawnych władców: królów, cesarzy, carów. Rzadko to historie chwalebne. Wiele w nich intryg, przemocy, korupcji, walki. Ziemska władza w jakiejkolwiek formie daleka jest od doskonałości. Także ta demokratyczna, o czym do bólu przekonujemy się w Polsce. Przykładów mądrych władców jak na lekarstwo. Bardzo łatwo przenosimy złe doświadczenia związane z ludzką władzą na Boga, zwłaszcza wtedy, gdy nasze sprawy nie idą dobrze. Przeraża nas nieraz ogrom zła, mamy poczucie, że władza nad światem wymknęła się Bogu z ręki. Jak uwolnić pojęcie „królowania Boga” od złych skojarzeń z niedoskonałą ziemską władzą? W jakim sensie Bóg jest królem? Co właściwie znaczy „królestwo Boga”?.

Blisko, coraz bliżej
W Starym Testamencie pojęcie „królestwa” miało głęboki sens religijny. Wiązało się z ideą Boga-Króla, który rządzi ludem wybranym. Na pewnym etapie dziejów Izraela pojawili się ziemscy królowie. Mieli jednak świadomość, że otrzymują swą władzę od Boga-Jahwe i Jemu mają służyć. Król Dawid był dla Izraelitów wzorem, ideałem ziemskiego króla, namaszczonego przez Boga. Historia królów panujących po Dawidzie to postępująca degradacja władzy królewskiej, pisana łzami i krwią, aż po upadek Jerozolimy. W latach niewoli „królestwo” funkcjonowało jako obietnica mesjańska: Bóg przywróci królestwo Izraela. Na tym właśnie polegać miała misja Mesjasza. O tym mówili prorocy. Za czasów rzymskiej okupacji Palestyny, a więc za życia Jezusa, wielu Żydów interpretowało te zapowiedzi w kategoriach politycznych: Mesjasz przegna wrogów i odbuduje doczesne państwo żydowskie na wzór królestwa Dawida. Królestwo Boże, które głosił Jezus Chrystus, okazało się jednak czymś całkowicie innym.

Polecamy dwie kolekcje specjalne:


„Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1,14) – tak oddaje św. Marek sedno nauczania, z którym wystąpił Jezus. Królestwo Boże (u św. Matusza „królestwo niebieskie”) to centralny temat Ewangelii. Słowo „królestwo Boże” pojawia się w Nowym Testamencie 122 razy, z czego 90 razy w wypowiedziach samego Jezusa.

Panowanie Boga – tak można przetłumaczyć pojęcie „królestwa Bożego”. Nie jest to jednak sprawa polityki, doczesnej władzy, militarnej siły, widzialnych granic, sprawnej organizacji. Królestwo niebieskie to wspólnota duchowa tych, którzy uznali panowanie Boga w swojej osobistej historii i w historii świata. Granice królestwa Bożego biegną więc przez serca ludzi. To rzeczywistość wewnętrzna, niewidzialna. Choć z drugiej strony rozpoznawalna poprzez pewne znaki czy widzialne owoce w życiu poszczególnych osób.
Kiedy Jezus mówi, że królestwo Boże jest blisko, wskazuje przede wszystkim na tajemnicę swojej własnej osoby. Jezus swoimi słowami i czynami objawia panowanie Boga. Mocą Bożą przebacza grzechy, wygania złe duchy, uzdrawia chorych, zwiastuje słowo pełne nadziei, a po tragedii krzyża zmartwychwstaje. Do królestwa Bożego wchodzi ten, kto przez wiarę i nawrócenie przyjął Chrystusa i powtórzył z Nim: „Ojcze, nie moja, ale Twoja wola niech się stanie”.

Cierpliwość Boga
Ktoś może zapytać: jeśli Bóg jest Bogiem, to znaczy, że nie musi się wcale nas pytać o to, czy tego chcemy, by nami rządził, czy nie. To sedno problemu: w jaki sposób panuje Bóg? Jezus, umywając uczniom nogi, pokazuje, że styl Bożego królowania różni się bardzo od ziemskich władców. Tak, Bóg chce władać nami, ale przez miłość.

Wielka jest władza miłości w życiu człowieka. To miłość uzdalnia go do największych czynów, uruchamia wielkie pokłady dobra w nim drzemiące. Kiedy kogoś kocham, zrobię dla niego wszystko. I nikt mi tego nie każe, nikt mnie do tego nie zmusza. To wszystko dzieje się w wolności. Bóg-miłość zrobił, robi, zrobi dla mnie wszystko! To jest Jego władza nade mną. Chce mnie uwieść, zdobyć swoją miłością. Umywa moje nogi. Czy poddam się panowaniu tej miłości?

Mamy z tym kłopot, bo ciągle obawiamy się, że Boża władza ograniczy naszą wolność, odbierze radość życia, wepchnie nas w klatkę przykazań. Te problemy ilustruje przypowieść o kochającym ojcu. Syn marnotrawny odrzucił ojcowską władzę nad sobą. Uznał, że trzeba wziąć, co – jak sądził – mu się należy i „być wolnym”. Ojciec cierpi, ale szanuje jego decyzję. Pozwala mu dojrzeć, odkryć godność bycia synem. Czeka cierpliwie, aby syn przekonał się, że alternatywą dla ojcowskiej władzy jest niewola własnych namiętności, a ostatecznie degradacja człowieczeństwa.

Kiedy syn dotknie dna, zaczyna rozumieć, że warto być synem. Starszy syn miał także problem z uznaniem władzy ojca. Nie wypowiedział tej władzy tak radykalnie jak jego brat, ale pod powierzchnią zewnętrznej poprawności narastał bunt. Czuł się niewolnikiem we własnym domu. Może po cichu zazdrościł bratu korzystania z życia. Jak reaguje ojciec? Wychodzi do niego i cierpliwie tłumaczy. W postawach obu synów możemy zobaczyć, jak w zwierciadle, nasz problem z uznaniem władzy Boga. W postawie ojca – miłosierną cierpliwość Boga.

Kiedy mówimy „Przyjdź królestwo Twoje”, wybieramy Boga, poddajemy się Jego ojcowskiej władzy, przyznajemy Mu rację. Chcemy, żeby to On panował, nie my. Kiedy mówimy „Przyjdź królestwo Twoje”, otwieramy się też na wspólnotę z Tym, który pokazał nam, co znaczy być Synem Najwyższego, z Jezusem Chrystusem. „Modlić się o królestwo Boże, znaczy mówić Jezusowi: Uczyń nas Twoimi, Panie! Przenikaj, żyj w nas, zgromadź rozproszoną ludzkość w jednym Ciele, żeby w Tobie wszystko podporządkowało się Bogu, a Ty żebyś wszystko przekazał Ojcu, ażeby »Bóg był wszystkim we wszystkich« (1 Kor 15,26–28)” (Benedykt XVI).

Już i jeszcze nie
Wołanie „Przyjdź królestwo Twoje” kryje w sobie świętą niecierpliwość. To tęsknota za światem, w którym nie będzie już więcej zła i niesprawiedliwości. Czytamy w katechizmie: „W Modlitwie Pańskiej chodzi przede wszystkim o ostateczne przyjście Królestwa Bożego w chwili powrotu Chrystusa” (2818). Jezus dał początek królestwu Boga na ziemi.

Ono już jest pośród nas, ale nie jako coś gotowego, lecz fundament, zaczyn, początek. To rzeczywistość dynamiczna. Rośnie, kiedy głoszone jest słowo Boże, a ludzie odpowiadają na nie wiarą i nawróceniem. Rośnie, kiedy sprawowane są sakramenty, kiedy ludzie czynią dobro, przebaczają sobie urazy, kiedy miłość zwycięża nienawiść. Rośnie jak ziarno posiane w ziemi, jak zaczyn włożony w mąkę. Już jest, ale jeszcze nie takie, jak być powinno.

„Władza Boga jest cicha na tym świecie, jest to jednak władza rzeczywista i trwała” (Benedykt XVI). Wierzymy, że objawi się w pełni w dniu Paruzji, czyli powtórnego przyjścia Chrystusa. Dlatego modlitwa o przyjście królestwa jest wołaniem pełnym nadziei. To wołanie cierpiących z powodu niedoskonałości naszego świata, naszego życia, to wołanie rozczarowanych złudnymi obietnicami, mirażami szczęścia, którymi kusi świat. To wołanie, w którym pobrzmiewa Piotrowe wyznanie: „Panie, do kogóż pójdziemy?”, Ty jesteś przyszłością świata i jego jedyną nadzieją.

Tagi: