Żeby było lepiej

Ks. Artur Stopka

|

GN 10/2006

publikacja 28.02.2006 13:08

Po ponad stu dniach urzędowania rząd jest zadowolony. Szef partii rządzącej zapowiada, że w Polsce będzie porządek. Tymczasem sześćdziesiąt procent Polaków uważa, że sprawy kraju idą w złym kierunku. Dlaczego?

Żeby było lepiej Nie bez powodu prezydent Lech Kaczyński w czasie posiedzenia Rady Gabinetowej przypomniał o realizowaniu programu wyborczego. AGENCJA GAZETA/WOJCIECH OLKUŚNIK

Zdaniem prof. Jadwigi Staniszkis z Instytutu Socjologii Uniwersy-tetu Warszawskiego, efekty pierwszych stu dni działań rządu nie zdążyły się jeszcze uwidocznić. Prof. Staniszkis uważa, że zobaczymy je, gdy zacznie działać „okres ochronny” w ramach umowy stabilizacyjnej PiS z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin.

Mamy jedną Ojczyznę
Podobne opinie można usłyszeć w rozmowach z ludźmi, którzy głosowali w ubiegłorocznych wyborach na Prawo i Sprawiedliwość. Jednak nie skrywają oni, że gubią się w tym, co się aktualnie dzieje w polityce, i że oczekiwali po wyborach stabilizacji, spokoju, a przede wszystkim radykalnej poprawy stanu Polski i własnej sytuacji. Wielu wyborców przyznaje, że tak naprawdę głosowali na koalicję PiS-PO i jej brak odczuwają jako duże rozczarowanie. Za brak koalicji Polacy w niemal równym stopniu obwiniają obydwie partie.

„Biskupi zjednoczeni w trosce o dobro Ojczyzny, przeżywając z niepokojem konflikty na polskiej scenie politycznej, wyrażają uznanie dla tych osób, które kierują się głosem sumienia i pragną służyć dobru wspólnemu. Z obawą przyjmują sytuację, w której środowiska wyrosłe z tradycji solidarnościowej nie potrafią zjednoczyć się w trosce o dobro Polski. Mamy jedną Ojczyznę i nie wolno uczynić jej przedmiotem partyjnych przetargów” – przypomniał politykom polski episkopat.

Chociaż premier i rząd cieszą się bardzo dużym zaufaniem społecznym, narasta poczucie chaosu i niepewności. Za nim idzie zmęczenie polityką. „Mam już dość polityki i polityków” – taką opinię można usłyszeć coraz częściej.

Język walki
Najbardziej męczący wydaje się ton i wysoki poziom emocji toczącego się sporu politycznego. Można odnieść wrażenie, że nadal toczy się kampania wyborcza. Politycy wszystkich opcji, zarówno ci, którzy sprawują władzę, jak i będący w opozycji, posługują się językiem walki. Mnożą się oskarżenia, szyderstwa, ataki personalne, źle skrywane, a czasami wręcz ostentacyjnie ujawniane osobiste animozje.
Zamiast rzetelnego dialogu o Polsce, mamy do czynienia z nieustannymi atakami i odporami, które pogłębiają zamieszanie i brak nadziei na szybką poprawę sytuacji. A właśnie na to, „że będzie lepiej”, liczyli ludzie, którzy, wrzucając kartkę wyborczą do urny, doprowadzili do radykalnej zmiany układu politycznego w naszej Ojczyźnie. Mieliśmy dość afer, komisji śledczych, korupcji, bezkarności, niesprawiedliwości. Bardzo wielu ludzi liczyło m.in. na rychłą naprawę wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem obserwują awanturę pomiędzy ministrem sprawiedliwości a środowiskiem prawniczym. Awanturę, z której niewiele rozumieją.

Chcieliśmy szybkich i skutecznych zmian. Dotychczas ich nie widzimy, stąd coraz większe rozczarowanie. Niepokój wzrasta, gdy słyszy się prof. Andrzeja Zolla, który mówi: „Myślę już o tym, co trzeba będzie zrobić, by posprzątać po czwartej Rzeczypospolitej i szybko zbudować piątą. Już po trzech miesiącach widać, że jest źle. Miało być naprawione państwo, legislacja, sądownictwo, administracja. Tymczasem wszędzie widzę psucie”. Niepokój wzrasta, gdy największa partia opozycyjna ogranicza się do złośliwego recenzowania poczynań rządu, zamiast szukać sposobów na realizację własnych obietnic.

Dla kogo państwo?
„Władza jest fenomenem bardzo ulotnym. Można ją rozpoznać dopiero po skutkach” – przypomniała niedawno prof. Staniszkis. Tymczasem wciąż mamy do czynienia z zapowiedziami i obietnicami, a także z redukcją obietnic przedwyborczych. Nie bez powodu prezydent Lech Kaczyński w czasie pierwszego posiedzenia Rady Gabinetowej zwrócił uwagę na konieczność realizacji tak ważnych dla ludzi elementów programu wyborczego jak budowa mieszkań. Dziesięciokrotna redukcja przez rząd obiecywanej liczby 3 milionów mieszkań do 300 tysięcy, kazała wielu ludziom niecierpliwie czekającym na swój w miarę tani kąt poważnie zastanowić się nad tym, czy nie popełnili błędu przy urnie. I nic nie pomogą wypowiedzi specjalistów od marketingu politycznego, że są obietnice przedwyborcze, w które nie należy wierzyć.

Ludzie wierzą.
Wyborcy zdecydowanie pokazali, że są zatroskani stanem państwa i chcą jego wzmocnienia oraz naprawy. Odpowiadając na pytanie, co to jest dobre państwo, Jarosław Kaczyński mówi: „To jest z całą pewnością państwo, które, po pierwsze, jest kierowane przez demokratycznie wybraną władzę, kierowane na podstawie prawa, poprzez prawo, w sposób efektywny, w sposób skuteczny. Aparat państwowy w swoich decyzjach wykonuje to, co zostało polecone na podstawie prawa przez władze”. Do tej definicji trzeba koniecznie dodać, że dobre państwo nastawione jest na służenie obywatelowi. Państwo jest dla obywatela, a nie odwrotnie.

Realistyczna nadzieja
Atmosfera wojny wszystkich ze wszystkimi podsycana jest przez sytuację, która powstała w mediach. Doszło tu do radykalnej polaryzacji. Jedne media zajmują się wyłącznie atakowaniem aktualnej władzy, drugie bezkrytycznie chwalą wszystkie jej poczynania. Choć zabrzmi to irracjonalnie, trzeba stwierdzić, że poczucie zamieszania u wielu Polaków pogłębia fakt, że również wśród hierarchii kościelnej widzą wyraźne rozdarcie mające podłoże polityczne. Zwłaszcza starsi ludzie (ale nie tylko oni) oczekują od wszystkich reprezentantów Kościoła albo jednoznaczności, albo milczenia w kwestiach polityki.

Z wdzięcznością przyjmą każdą wypowiedź realistyczną, ale budzącą nadzieję, taką jak na przykład stwierdzenie abp. Józefa Michalika, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski: „Kondycja moralna naszego narodu wymaga zdrowych praw, uchwalanych przez etycznie poprawny parlament... Widzimy, jak ciężką pracę mają do wykonania uczciwi (na razie jeszcze nieliczni, ale już widoczni) politycy...”.
Większość ludzi nie chce na co dzień zajmować się sporami politycznymi. Raz na jakiś czas wybierają swoich przedstawicieli po to, aby było lepiej. I nie chcą w nieskończoność czekać na efekty swoich wyborów.