Nie tylko rura

Andrzej Grajewski

|

GN 39/2005

publikacja 21.09.2005 12:21

Podpisana niedawno umowa o budowie wspólnego gazociągu między Rosją a Niemcami, z pominięciem Polski, jest tylko jednym z elementów budowanego od kilku lat specjalnego partnerstwa między Berlinema Moskwą.

Nie tylko rura Instalacje wydobywcze Gazpromuna Syberii. Stamtąd ma popłynąć gaz po dnie Bałtyku do Niemiec. EAST NEWS/LASKI DIFFUSION

Prezydent Rosji i Kanclerz Niemiec budowali swoje relacje, kierując się nie tylko bieżącymi kalkulacjami, lecz także przyjaźnią oraz głębokim przeświadczeniem, że ich kraje mają do spełnienia ważną misję we współczesnej Europie.

Męska przyjaźń
Prezydent Putin nigdy nie ukrywał swego podziwu dla Niemiec, a także fascynacji dla ich dokonań gospodarczych. Z okresu pracy w wywiadzie KGB na terenie NRD wyniósł dobrą znajomość języka oraz tamtejszych realiów. Jako doradca mera St. Petersburga w latach 90. budował kontakty gospodarcze między biznesmenami z RFN a nową rosyjską elitą. Od pierwszych chwil sprawowania urzędu prezydenta Rosji podkreślał wagę Niemiec jako strategicznego partnera Rosji. Dzieci Putina chodzą do niemieckiej szkoły w Moskwie, a on sam zainaugurował cały cykl spotkań rosyjskich i niemieckich intelektualistów oraz kręgów gospodarczych, nazwany petersburskim dialogiem. W kanclerzu Schröderze Putin znalazł idealnego partnera do realizacji swych najważniejszych pomysłów w sferze polityki zagranicznej. Ich celem jest odbudowa pozycji Rosji, jako regionalnego mocarstwa wykorzystującego monopolistyczną pozycję na rynku surowców energetycznych, oraz stworzenie nowego układu w polityce europejskiej metodą budowania uprzywilejowanych relacji między Francją, Rosją a Niemcami.

O ile sojusze rosyjsko-francuskie mają swoją długą historię sięgającą dwóch ubiegłych stuleci, o tyle stworzenie osi Paryż–Berlin–Moskwa jest autorskim pomysłem Putina. Nic więc dziwnego, że na tegoroczne obchody założenia Królewca Putin zaprosił Chiraca oraz Schrödera, a zapomniał o prezydentach z krajów sąsiednich. W tej logice mieściło się także przemówienie Putina, wygłoszone w czasie uroczystości z okazji 60-lecia zwycięstwa nad III Rzeszą. Wspomniał wówczas jako sojuszników niemieckich antyfaszystów, a pominął udział polskich sił zbrojnych, czwartej co do wielkości siły koalicji antyhitlerowskiej.

Dla Schrödera putinowska Rosja jest przede wszystkim bardzo ważnym partnerem gospodarczym, nie tylko w dziedzinie surowcowej. Jednak także on wielokrotnie odwoływał się w publicznych wypowiedziach na temat Rosji do wątków emocjonalnych i osobistych, podkreślając przyjaźń łączącą go z prezydentem Putinem. W czasie jednej z wizyt w Rosji państwo Schröderowie adoptowali dwójkę dzieci z rosyjskiego sierocińca. Kanclerz Niemiec starannie unikał wszelkiej krytyki jawnie antydemokratycznych poczynań Putina, nawet wówczas, gdy za tę powściągliwość był ostro atakowany przez niemieckie media.

Wspólnota interesów
Nic jednak tak dobrze nie cementowało przyjaźni obu przywódców jak wspólne interesy. Najważniejsze miejsce zajmuje w nich przemysł surowców energetycznych. Niemcy są jedynym zagranicznym współwłaścicielem flagowego przedsiębiorstwa rosyjskiej gospodarki, koncernu Gazprom. Wspólnie planują dalsze inwestycje w złoża gazu ziemnego w rejonie Półwyspu Jamajskiego, które są największym rezerwuarem tego surowca na świecie. Do tego trzeba dodać, że zdecydowana większość środków, jakie Rosjanie zamierzają zainwestować w budowę gazociągu na dnie Bałtyku (szacowane koszty ok. 4 mld euro), pochodzi z niemieckich banków.

Zresztą Rosjanie mądrze nie ograniczają kręgu zainteresowanych interesami gazowymi tylko do partnera niemieckiego. Od lat uczestnikiem gazowych projektów jest także Francja, a ostatnio Putin zaproponował, aby gazociąg bałtycki przedłużyć aż do brzegów Anglii. Londyn pozytywnie odpowiedział na tę ofertę. Wiele wskazuje na to, że mimo naszych protestów pomysł otrzyma także wsparcie na najbliższym szczycie energetycznym Unii Europejskiej.

Niemieckie koncerny energetyczne wygrały także gigantyczny przetarg na modernizację rosyjskich elektrociepłowni, a także zastosowanie technologii ocieplających na obszarze prawie całej Syberii. To przedsięwzięcie wprawdzie nie jest tak spektakularne jak rura pod Bałtykiem, ale daje ogromne zyski wielu niemieckim przedsiębiorstwom. Uruchomione zostały także specjalne programy dla rosyjskich menedżerów, którzy na kursach w Niemczech uczą się nowoczesnych metod zarządzania. Niedawno Putin chwalił się, że Rosja zajmuje pierwsze miejsce na świecie pod względem liczby obcokrajowców uczących się języka niemieckiego.

Osobnym zagadnieniem jest bliska współpraca rosyjskich i niemieckich służb specjalnych. Biorąc pod uwagę fakt, że oba kraje należą do różnych bloków militarnych, jest to wydarzenie bezprecedensowe. Niemieccy specjaliści zostali dopuszczeni do tajnych baz rosyjskiej flotylli podwodnej, gdzie pomagają w likwidacji przestarzałych i wycofanych z użycia okrętów. Przedstawiciele niemieckiego wywiadu (BND) uczestniczyli jako obserwatorzy w działaniach prowadzonych przez rosyjskie jednostki specjalne na terytorium Czeczenii.

Ponieważ wiele organizacji islamskich ma swoje bazy na terenie Niemiec, współpraca jest korzystna dla obu krajów: Rosjanie otrzymują informacje o zapleczu czeczeńskiej partyzantki, sami rewanżują się wiadomościami o islamskich grupach terrorystycznych działających w Europie. Wreszcie sprawa, być może, najważniejsza. Niemieckie służby specjalne trafiły na ślad pieniędzy, które nielegalnie transferował na Zachód Płaton Lebiediew, najbliższy współpracownik i przyjaciel Michaiła Chodorkowskiego, wówczas właściciela koncernu Jukos. Dzięki m.in. tym materiałom Putin mógł postawić przed sądem najbogatszego człowieka Rosji, który jawnie zagrażał jego władzy.

Szukając sojuszników
Oczywiście trzeba pamiętać, że Schröder to nie całe Niemcy. Jego polityka uprzywilejowanych kontaktów z Rosją była dość powszechnie krytykowana przez opozycję chadecką, a także wpływowe środowiska intelektualne. Schröder nie jest krytykowany za to, że potrafił robić interesy z Rosją, ale że w tych działaniach pominął Polskę i kraje bałtyckie.

Wiceprzewodniczący frakcji CDU Wolgang Schäuble powiedział, że ostatnio zawarty układ gazowy jednostronnie uzależnia Niemcy od dostaw rosyjskiego gazu. Zarzucił, że jest także przykładem braku solidarności w europejskiej polityce zagranicznej, gdyż pomija stanowisko Polski. Jeszcze ostrzej wyraził się niedawno w Krakowie Elmar Brook, wpływowy eurodeputowany, który nazwał całe przedsięwzięcie po prostu przestępstwem. Bardziej wstrzemięźliwa w ocenach jest szefowa CDU Angela Merkel, która ma szansę zostać pierwszą kobietą pełniącą urząd kanclerski. Ale także ona krytykowała Schrödera za decyzje niezgodne z interesami Niemiec w całym regionie.

Nowa ekipa polityczna w Berlinie nie będzie miała w tej sprawie zbyt szerokiego pola manewru. Kontrakt został podpisany przez prywatne konsorcjum, a rząd jedynie może być gwarantem zaciąganych na ten cel kredytów. Nie oznacza to, że nie możemy w tej sprawie nic zrobić. Począwszy od kwestii ekologicznych, które zawsze zyskiwały szeroki oddźwięk w niemieckim społeczeństwie, po doprowadzenie do realizacji konkurencyjnych projektów, a zwłaszcza rurociągu Amber, biegnącego przez tereny krajów bałtyckich, Obwód Kaliningradzki oraz północną Polskę. Należy także umiejętnie bronić naszych praw we własnej strefie ekonomicznej na Bałtyku.

Jedno jest pewne. Nie możemy prowadzić jedynie polityki protestów, lecz umiejętnie wpisać nasze interesy w potrzeby Europy. Naszym potencjalnym partnerem są nie tylko Skandynawowie, ale także kraje z południa Europy, które dzięki pomysłowi na gazociąg Norwegia–Polska otrzymywałyby możliwość zbudowania alternatywnego układu zaopatrzenia w gaz ziemny. To na skutek pasywnej postawy elity SLD storpedowany został, podpisany w 2001 r., projekt budowy gazociągu norweskiego. Gdyby był konsekwentnie realizowany, za rok świętowalibyśmy budowę stacji w Niechorzu, skąd miała wychodzić norweska rura. I nikt by już nie mówił o projekcie rosyjsko-niemieckim.