Dumny jak mason

Marcin Zatyka, były attaché Ambasady RP w Lizbonie

|

GN 49/2010

publikacja 13.12.2010 12:26

O ile niedowierzanie istnieniu masonerii jest w Polsce poprawne politycznie, o tyle w Portugalii zakrawa na ignorancję. Członkostwo w organizacji wolnomularskiej może zapewnić cenne zawodowe kontakty i dodać prestiżu; szczególnie w rocznicę rewolucji, która 100 lat temu obaliła monarchię.

Wielki mistrz Antonio Reis jest jednocześnie politykiem rządzącej Partii Socjalistycznej Wielki mistrz Antonio Reis jest jednocześnie politykiem rządzącej Partii Socjalistycznej
www.gremiolusitano.eu

Mówienie i pisanie o masonerii nie jest w Portugalii zajęciem „sfrustrowanych publicystów”, lubujących się w spiskowych teoriach i poszukujących drugiego dna. W przeciwieństwie do naszego kraju, autorzy podejmujący temat wolnomularstwa piszą na łamach mainstreamowych mediów, a uczestników debat o masonerii nikt nie nazywa „oszołomami”. O braciach-wolnomularzach mówią nie tylko czołowi dziennikarze i historycy, ale nawet główne figury życia politycznego. W wydanym w styczniu 2006 r. piśmie „Broteria”, które całość publikacji poświęciło zakonom religijnym, ezoterycznym oraz masonerii, słowo wstępne przygotował sam Jorge Sampaio, ówczesny prezydent Portugalii. Inny portugalski polityk, Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej, nie dość, że w październiku br. podjął w Brukseli przedstawicieli europejskiej masonerii, to przed końcem 2010 r. spotka się z Antonio Reisem, wielkim mistrzem Wielkiego Wschodu Luzytańskiego, który skupia 63 portugalskie loże. Notabene, lider wolnomularzy znad Tagu sam do niedawna był szefem klubu parlamentarnego rządzącej krajem Partii Socjalistycznej.

Braterska pomoc
Wielki mistrz Wielkiego Wschodu Luzytańskiego w przeprowadzonym niedawno wywiadzie dla telewizji publicznej RTP przyznał, że wolnomularze nie chcą faworyzować żadnej partii politycznej, rządu czy konkretnej firmy. – Nasi bracia działają w wielu sferach życia publicznego, bo do tego wzywa nas etyka masońska. Być obecnym w życiu obywatelskim, wspierać się i sumiennie realizować zadania zawodowe to nasza misja – wyznał Antonio Reis. O ile główni liderzy portugalskiej masonerii co jakiś czas udzielają wywiadów mediom, o tyle większość jej członków nie szuka rozgłosu. I nic w tym dziwnego, skoro wolnomularstwo z natury rzeczy jest organizacją tajną. Mimo swojego poufnego charakteru, w samej tylko Portugalii działa 76 lóż masońskich, liczących ponad 4 tys. osób. – Około 1400 z nich stanowią mistrzowie – podkreśla dumnie Antonio Reis.

Popularność wolnomularstwa rośnie w Portugalii zaskakująco szybko. Tylko w tym roku otwartych zostało 10 nowych lóż, a 5 dodatkowych jest aktualnie przygotowywanych do inauguracji. Jak informuje tygodnik „Sabado”, w 2010 r. do wolnomularstwa przyjętych zostało prawie 2 tys. nowych członków. Będą oni mogli liczyć na wsparcie swoich braci z Wielkiego Wschodu Luzytańskiego. Jego wielki mistrz zaapelował o solidarność pomiędzy członkami organizacji w okresie kryzysu, który mocno dał się we znaki Portugalczykom. Do końca grudnia powstanie fundusz wsparcia masonów i ich rodzin, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej. Początkowy budżet ma stanowić kwota 10 tys. euro.

Umarł król, niech żyje republika!
Trudno powiedzieć, czy rosnące w Portugalii zainteresowanie członkostwem w masonerii wynika bardziej z chłodnej kalkulacji i liczenia na protekcję wpływowych kręgów, czy raczej z wiary w ideały wyznawane przez wolnomularstwo. O jego tradycjach było ostatnio głośno z racji obchodzonego hucznie w całym kraju 100-lecia ustanowienia republiki. W przemówieniach, na happeningach i wystawach nie omieszkano wspomnieć roli masonerii w zainicjowaniu rozruchów, które 5 października 1910 r. obaliły nad Tagiem monarchię.

Kuriozalnie jednak to nie zwolennicy uciekającego króla Manuela II stali się głównym celem ataku republikanów, lecz Kościół. – Wkrótce po ogłoszeniu republiki zamordowano w Lizbonie dwóch księży. „Polowanie” na osoby duchowne, głównie jezuitów, prowadzone było także na prowincji. Po pierwszym tygodniu rządów republikańskich portugalskie więzienia były pełne księży i zakonnic – przybliża okoliczności rewolucji prof. Paulo Alves z uniwersytetu w Coimbrze.

Surową ocenę I Republice wystawia też Jose Saraiva, redaktor naczelny tygodnika „Sol”. Jego zdaniem, po obaleniu monarchii rewolucjoniści nie zaproponowali konstruktywnej władzy, lecz „chaos i anarchię”. – Ich krótkie rządy były zaprzeczeniem idei republiki. Republikanie, kierowani przez karbonariuszy i masonerię, wpędzili Portugalię w kilkanaście lat krwawych rozgrywek politycznych oraz katastrofalny stan finansów państwa. Przyczynili się więc pośrednio do nastania reżimu Salazara – twierdzi Saraiva. W wyniku antyklerykalnych wystąpień jesienią 1910 r. w Portugalii śmierć poniosło 15 duchownych, a ponad 100 księży, zakonnic oraz katolików świeckich zostało rannych. Już trzy dni po proklamowaniu nowego ustroju Afonso Costa, minister sprawiedliwości, wydał dekret delegalizujący zakony katolickie.

Kilka miesięcy po przewrocie wprowadzono zakaz nauczania religii w szkołach, a osobom duchownym zabroniono prowadzenia zajęć w państwowych i prywatnych placówkach oświatowych. Niebawem wypędzono też z kraju biskupów. W 1911 r. wydano dekret o rozdziale Kościoła od państwa, który doprowadził do zerwania relacji między Watykanem a Portugalią. Ich poprawa nastąpiła wraz z objęciem dyktatorskich rządów przez Antonio Salazara w 1928 r. Ten z kolei wprowadził autorytarny reżim na ponad 40 lat.

Ocieplenie w atmosferze nieufności
Salazar szybko rozprawił się z masońską konkurencją. W 1935 r. portugalski premier na mocy nowego rozporządzenia zakazał działalności tajnych organizacji, konfiskując wolnomularskie mienie. – Choć do 1974 r. masoneria zeszła do podziemia, wielu jej członków kontynuowało uczestnictwo w życiu publicznym. Przykładem był generał Oscar Carmona, pełniący urząd prezydenta kraju – wspomina Antonio Reis. Pomocniczy biskup Lizbony Carlos Azevedo twierdzi, że nawet w okresie dyktatury Salazara masoneria nie straciła swoich wpływów w szkolnictwie. – Od czasów I Republiki do chwili obecnej wolnomularze kontrolują oświatę, proponując programy edukacyjne wymierzone przeciwko Kościołowi i próbując maksymalnie zlaicyzować społeczeństwo Portugalii – twierdzi bp Carlos Azevedo, przypominając, że katolik nie może należeć do organizacji wolnomularskich, gdyż te nie uznają osobowego Boga. Podobną opinię wyraził też kardynał Lizbony Jose Policarpo w liście pasterskim z 2005 r., w którym wspomniał ataki przeciw Kościołowi i antyklerykalizm jako czynniki, które zaciążyły na ostatnich trzech wiekach stosunków między obiema stronami. Dodał, że „świadomy swej wiary katolik nie może być masonem, a jeśliby takim został, nie powinien przystępować do Komunii”.

Wielki mistrz Wielkiego Wschodu Luzytańskiego przyznaje, że zna treść wydanej w 1738 r. przez Klemensa XII encykliki „In eminenti”, potępiającej członków wolnomularstwa, lecz dodaje, że stosunki z Kościołem uległy poprawie po Soborze Watykańskim II. – Przyjęta w jego rezultacie deklaracja o wolności religijnej jest dokumentem, który akceptujemy i który może być punktem wyjścia do wspólnego dialogu. Masoneria zresztą nie stanowi konkurencyjnej wobec chrześcijaństwa religii; jest bowiem etyką świecką – zaznacza Antonio Reis. Biskup Lizbony uważa, że dialog z masonerią mógłby kiedyś stać się faktem. Konieczne byłoby jednak najpierw poszanowanie przez wolnomularzy wolności religijnej oraz wolności nauczania. – Nasze społeczeństwo jest religijne i opiera się na wartościach chrześcijańskich, a te trzeba respektować – mówi bp Carlos Azevedo. Wtóruje mu Mario Parra da Silva, wielki mistrz Tradycjonalistycznej Loży Portugalii. – W naszym kraju żyje wielu katolików, dla których krzyż jest ważnym symbolem. Wszelkie próby usuwania go z życia społecznego są nielogiczne – zauważa Parra da Silva. – Wierzącym krucyfiks nie przeszkadza, zaś ateiści też nie powinni mieć z nim problemu, skoro w Boga nie wierzą.

Autor jest politologiem, dziennikarzem, korespondentem KAI w Portugalii, współautorem książek „Ekumeniczna Wspólnota z Taizé” oraz „O tym, co najważniejsze”.