Niesłuszne i sprzeczne z prawem

Leszek Bosek, doktor w Katedrze Prawa Cywilnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego/KAI

|

GN 13/2010

dodane 02.04.2010 21:27

Orzeczenie w sprawie przeciwko „Gościowi Niedzielnemu” pokazuje, że gwarancje wolności słowa i obrona interesu społecznego nie mają dla tego sądu żadnego znaczenia.

Sądy nie mogą ograniczać prezentowania opinii, choćby nawet były one bulwersujące, niesłuszne czy po prostu głupie. Sądy nie mogą ograniczać prezentowania opinii, choćby nawet były one bulwersujące, niesłuszne czy po prostu głupie.
visipix.com

1. Sąd zakazuje krytyki wyroku trybunału strasburskiego w sprawie A. Tysiąc, mimo że krytyka treści i sposobu sprawowania władzy, także przez ten organ władzy, należy do istoty europejskiej i amerykańskiej kultury politycznej i prawnej. Rozumowanie sądu bazuje na rażąco błędnym utożsamieniu „opinii prawnej”, którą jest wyrok w sprawie A. Tysiąc, z „faktami”, których prawdziwość miałaby być udowadniana. Wielokrotnie powtarza, że nie wolno oceniać tego wyroku i zachowań go poprzedzających jako odnoszących się do problemu aborcji, a zwłaszcza nieudolnego usiłowania jej dokonania przez p. Tysiąc. Sąd wielokrotnie mówi, że odmienne oceny są „niezgodne z prawdą”, „nieprawdziwe”, są „niesprawdzonymi poglądami”, a ich publikowanie rzekomo świadczy o winie dziennikarzy, którzy, działając starannie, musieli ten wyrok oceniać tak jak sobie wyobraża sąd! Sąd próbuje narzucić „urzędową prawdę” co do sensu i okoliczności tego wyroku, a odmienne opinie uznaje za „bezprawne”, bo „nieprawdziwe”. Wykładnia prawa idąca w tym kierunku jest arbitralna.

2. Sąd pomija, że w większości publikacji naukowych prezentowany jest pogląd odmienny niż ten uznany za „jedynie słuszny”. W nauce prawa wskazuje się, że wyrok strasburski dotyczył właśnie aborcji w Polsce w związku z próbą jej przeprowadzenia przez p. Tysiąc. W internecie są artykuły M. Gałązki, M. Królikowskiego, K. Wiaka, W. Borysiaka, J. Cornidesa – pod wymownym tytułem – „Human rights pitted against man” (Prawa człowieka szczute przeciwko człowiekowi). Nikt rozsądny, a zwłaszcza sąd, nie powinien narzucać oceny, że te opinie naukowe – powtarzane potem w debacie „gazetowej” – są rzekomo „niezgodne z prawdą”. A sąd mówi: „Nie można bronić żadnego interesu społecznego, zwłaszcza tak, jak uczynił to pozwany Marek G., posługując się niezgodnymi z prawdą argumentami”. Te niezgodne z prawdą argumenty wyrażają się w tym, że Trybunał przyznał powódce zadośćuczynienie „za to, że nie mogła zabić swojego dziecka” i „za to, że bardzo chciała zabić swoje dziecko, ale jej nie pozwolono”. „Teza ta była nieprawdziwa”.

3. Sąd, narzucając swoją „prawdę”, bezpodstawnie pomija kontekst sprawy. Dużo do myślenia daje artykuł prof. R. Dębskiego, wskazujący na manipulacje faktami medycznymi w sprawie A. Tysiąc („Meandry i bezdroża polskiej medycyny prenatalnej – refleksje klinicysty”, Prawo i Medycyna nr 3/2007, s. 39–52). Każdy, kto przeczyta prasę europejską z 2007 r., dowie się, że wyrok strasburski dotyczy zupełnie innych kwestii, niż twierdzi sąd w Katowicach, a tylko ze względu na ostre różnice w składzie orzekającym postanowiono nieco złagodzić jego wydźwięk. Narzucanie innej „prawdy sądowej” jest kuriozalne, zwłaszcza w kontekście wypowiedzi sędziów ETPC, którzy w tzw. zdaniach odrębnych i konkurencyjnych (Bonello i Borrego) uznali za konieczne wyjaśnić niejasności związane z tą sprawą. Gdyby nie było wątpliwości, nie robiliby tego. Tymczasem sąd w Katowicach stawia zarzuty dziennikarzom, że oceniają działania i intencje trybunału, tak jak ci sędziowie. Sama p. Tysiąc domagała się stwierdzenia, że przepisy aborcyjne w Polsce naruszają jej prawo do prywatności – nie ograniczając się bynajmniej do proceduralnych kwestii. Sąd natomiast pisze: „Bez znaczenia była w tej sytuacji pełna treść zawartego w skardze do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka żądania powódki, skoro pozwani w inkryminowanych artykułach odnosili się nie do tej skargi, a do zapadłego orzeczenia, które stwierdzało, że doszło tylko do naruszenia 8 Konwencji”. Stwierdzenie to jest niezrozumiałe, bo z faktu umorzenia – pkt. 104 uzasadnienia wyroku – postępowania w odniesieniu do części żądań skarżącej nie wynika, że orzeczenie nie dotyczy tych żądań, a dziennikarze nie mogli ich oceniać.

4. Zdumiewają wywody o związku wolności słowa i chrześcijaństwa: „Chrześcijaństwo jest religią miłości i taki też winien być język zamieszczanych w »Gościu Niedzielnym« publikacji”. Gdyby podążać za rozumowaniem sądu, należałoby stwierdzić, że to nie sobory tylko sąd ma ustalać, czym jest ta religia. Pisma komunizujące albo ekologiczne mogłyby głosić tylko opinie, które są treściowo i co do formy zgodne z wyobrażeniami sądu o komunizmie lub ekologizmie. Stwierdzenia te są groźnym nadużyciem, bo prowadzą do czystej arbitralności w ocenie, komu i co wolno mówić. Wyrok w tym zakresie narusza art. 24 kodeksu cywilnego i gwarancje konstytucyjne chroniące wolność słowa.

5. Zasadnicze wątpliwości rodzi uznanie, że przytoczone teksty dotyczące sprawy A. Tysiąc są „mową nienawiści”. Sąd nie wyjaśnia, co jest mową nienawiści w kontekście trudnej debaty aborcyjnej ani nie wskazuje, z jakich przepisów wyprowadza swoje oceny. Można się domyślać, że „mową nienawiści” jest porównywanie sposobu wykonywania władzy w kwestiach życia i śmierci przez trybunał strasburski do jej wykonywania w okresie nazistowskim. Porównania te wydają się przesadne, ale należy pamiętać, że w licznych opracowaniach naukowych, np. dotyczących eutanazji i aborcji, są stosowane. Dlaczego? Bo dyskusja dotyczy tego, czy wolno różnicować wartość życia ludzkiego wedle pewnych kryteriów. Czy można uznać, że zwolennik eutanazji, który wygra w Strasburgu ze względu na rzekome naruszenie jego prawa do prywatności, będzie miał prawo zakazywania innym uczestnikom debaty – powołując się na ochronę jego dóbr osobistych – odwoływania się do doświadczeń historycznych?

6. Moim zdaniem, sąd powinien się powstrzymać od spekulatywnych i insynuacyjnych rozumowań, że skoro w jakimś okresie czytelnicy tygodnika są „niedostatecznie wykształceni”, to znaczy, że temu tygodnikowi nie wolno pisać w określony sposób tekstów. Kuriozalne jest rozumowanie, że wprawdzie analiza językowa tekstów nie wskazuje na porównanie p. Tysiąc do hitlerowców, to jednak „emocjonalny odbiór tych tekstów” przez niewykształconych czytelników uzasadnia przyjęcie, że takie porównania były. Co to za logika? Można odnieść wrażenie, że to sąd kieruje się złymi emocjami.

7. Wydaje mi się, że orzeczenie jest niesłuszne i sprzeczne z prawem. Pokazuje ono, że gwarancje wolności słowa i obrona interesu społecznego nie ma dla sądu żadnego znaczenia, przynajmniej w tej sprawie. W USA takie orzeczenie uznano by za rażącą obrazę gwarancji konstytucyjnych wolności słowa. Także z orzecznictwa strasburskiego wynika jasno, że sądy nie mogą ograniczać prezentowania opinii, choćby były one bulwersujące, niesłuszne czy po prostu głupie. Jeśli nawet godzą w uczucia osób publicznych, także nie wolno ich zakazywać, o ile tylko mają jakiś związek z „podstawami faktycznymi” i dotyczą spraw publicznych. W tej sprawie nie ma wątpliwości, że prezentowane opinie mają silny związek z faktami i dotyczą osoby publicznej. Z orzecznictwa strasburskiego wynika także, że osoby biorące udział w debacie publicznej muszą się liczyć z ograniczeniem ochrony ich prywatności i krytyką innych, nawet taką, którą odbierają jako niezasłużoną, niecelną i mało wyszukaną.

Tagi: